• facebook
  • rss
  • Bracia mniejsi

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 32/2012

    dodane 09.08.2012 00:00

    Relacjonując akcję „Nie porzucaj przyjaciela w wakacje”, zorganizowaną przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, wspomnieliśmy o prowadzonym przez nie przy ul. Floriańskiej 53 „oknie życia” dla zwierząt. Można tam anonimowo zostawiać psy i koty. Niektórzy z naszych czytelników mieli jednak obiekcje, czy nazwa „okno życia” – używana dotąd jedynie do miejsc, gdzie zostawia się noworodki – pasuje do zwierząt i czy nie sugeruje zrównania godności człowieka i zwierzęcia.

    Nie uważam określenia „okno życia dla zwierząt” za nadużycie. Nasi „bracia mniejsi” też są bowiem istotami żywymi, które czują – radość i tęsknotę, ból, głód i strach. Ocalanie ich przed głodem i poniewierką nie kłóci się z ochroną życia ludzkiego. Znam zresztą osoby, które – angażując się w obronę życia nienarodzonych – biegają również po znajomych, szukając miejsca dla kolejnego porzuconego „pieska o smutnych oczach”. Dobry dom dla psa czy kota jest, oczywiście, lepszy od miejsca w schronisku. Warto więc go szukać. Kilka tygodni temu, w trakcie wielkich upałów, w okolice mojego podkrakowskiego domu przyplątał się zabiedzony wilczurowaty pies. Na szyi miał pętlę, z której zwisał kawał sznura. Najpewniej poprzedni właściciel porzucił go okrutnie, przywiązując w lesie do drzewa, a oszalałe ze strachu, głodu i pragnienia zwierzę uwolniło się, przegryzając sznur. Moja żona poiła psa i karmiła. Wdzięczny zwierzak lgnął do ludzi. Nie ośmielaliśmy go jednak nadmiernie, nie chcąc łudzić nadzieją przyhołubienia. Czwarty pies w domu byłby już ponad nasze siły. Trójka psich domowników była zresztą bardzo zazdrosna o „przybysza”. Na szczęście w miarę szybko udało się znaleźć mu dom z wielkim ogrodem w krakowskich Witkowicach. Czasem jednak współczucie dla zwierząt wyrodnieje. Zdarza się, że osoby mające miękkie serce dla „braci mniejszych” dla najbliższych ludzi okazują się twarde i nieczułe. Księża chodzący z kolędą po krakowskich osiedlach wspominali mi nieraz, że spotykali rodziny, gdzie królował wypasiony przez gospodynię piesek, a wszyscy domownicy musieli mu się podporządkowywać. – Pies ma tu lepiej niż ja – wzdychał niekiedy pan domu. Bywa i tak. Warto jednak okazywać zwierzakom serce, bo odwdzięczą się wiernością.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół