• facebook
  • rss
  • Nie tylko od zasiłków

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 46/2012

    dodane 15.11.2012 00:00

    Największa radość? Słowo „dziękuję”, na przykład od matki, do której dziecko odezwało się po wielu miesiącach milczenia...

    Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Krakowie w tym roku świętuje 20. urodziny. Z kolei 21 listopada to święto pracowników socjalnych.

    662-osobowy sztab

    Krakowski MOPS powstał na mocy uchwały Rady Miasta (wcześniej w mieście istniały cztery dzielnicowe ośrodki pomocy społecznej, powołane do życia w zimie 1990 r.).

    Ogłoszony wkrótce konkurs na stanowisko dyrektora wygrała Józefa Grodecka, która do dziś nieprzerwanie kieruje ośrodkiem. W styczniu 1992 r. ruszyły przygotowania do tego, by MOPS, który pierwszą siedzibę znalazł przy ul. Łobzowskiej 67, pełną parą rozpoczął działalność. Pełną, choć tak naprawdę wszyscy jego pracownicy (240 osób) dopiero uczyli się swoich zadań. Obecnie MOPS mieści się przy ul. Józefińskiej 14, ma także 9 filii, wiele działów oraz dwie siedziby Klubu Integracji Społecznej, a z 662 pracowników aż 70 proc. osób ma wyższe wykształcenie i ciągle się doszkala. Tak jak Aneta Adamczyk (absolwentka socjologii, polonistyki, studiów podyplomowych i specjalistycznych kursów), pracownik socjalny z prawdziwego zdarzenia. Kobieta, która wyzwań się nie boi. – Z okazji Dnia Pracownika Socjalnego chciałabym, by nasza praca była bardziej doceniana przez klientów i przez społeczeństwo. Często zdarza się, że przychodzące do nas osoby wysuwają tylko roszczenia, nastawione są nie na zmianę swojego życia, ale na zdobycie pieniędzy. Pokutuje też stereotyp pracownika socjalnego, który siedzi za biurkiem i zajmuje się wydawaniem zasiłków – opowiada. – Nie tylko przyjmujemy klientów i przygotowujemy dokumentację, ale też idziemy w teren. Czasem te wyjścia bywają niebezpieczne i nikt nie jest w stanie przewidzieć, co nas spotka w danym domu. Jeśli wiemy, że ktoś może być agresywny, staramy się o wsparcie, np. policji. Jestem ciekawa ludzi, dla których staram się być jednocześnie nauczycielem, terapeutą, doradcą. Szczególnie cieszę się, gdy słyszę podziękowanie, ale nie od kogoś, kto otrzymał zasiłek, tylko np. od wzruszonej kobiety, która po wielu miesiącach usłyszała od córki słowo „mamo”.

    Nic na siłę

    – Moją radością jest to, gdy dzieci z rodzin zastępczych układają sobie życie – kończą szkoły, chcą coś osiągnąć, włączają się w wolontariat, czyli pomoc innym rodzinom, usamodzielniają się; wracają do domu rodzinnego, bo kryzysowa sytuacja została rozwiązana, lub w odpowiednim momencie trafiają do rodziny adopcyjnej. Z kolei boli, gdy widzę, że – pomimo wysiłków – są też dzieci, które powielają złe wzory z domu rodzinnego. Pracownik socjalny daje możliwości, szansę na zmianę, ale niczego nie może zrobić na siłę – mówi Katarzyna Wawrzyniak, koordynator Rodzinnej Pieczy Zastępczej z Działu Rodzin Zastępczych, i dodaje, że krakowski MOPS wyciąga wnioski z tragedii, jaka niedawno rozegrała się w rodzinie zastępczej w Pucku. – Ten dramat uczy, jak lepiej pracować z kandydatami na rodziców zastępczych, jak ich wspierać i zbierać informacje z ich otoczenia, tak by podobna sytuacja nigdy się nie powtórzyła. Realizujemy projekty dla rodzin zastępczych i dla młodzieży, prowadzimy m.in. szkolenia dla rodzin zastępczych spokrewnionych (a niedawno rozpoczęło się 10-tygodniowe szkolenie dla rodzin zastępczych niezawodowych), szkolenia dla rodzin z dziećmi do i powyżej 11. roku życia, byliśmy też na wspólnym dwudniowym wyjeździe w Muszynie – opowiada K. Wawrzyniak.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół