• facebook
  • rss
  • Krzyczałem: pomocy!

    dodane 14.03.2013 00:00

    – Każdego dnia synowie pytają nas, kiedy będą mogli wrócić do domu – mówią Karolina i Bartosz Bajkowscy. 6 marca troje ich dzieci trafiło do domu dziecka.

    Jedna z nauczycielek powiedziała, że mamy z nią iść do pani dyrektor. Poszliśmy jednak do szatni, a tam czekali policjanci – opowiada ze łzami w oczach 13-letni Krzyś. – Na początku próbowali nas przekonać, żebyśmy poszli z nimi, ale nie chcieliśmy. Później zaczęli wyrywać nas siłą, chcieli, żebym pokazał, gdzie mam kurtkę. Powiedziałem, że nie. Wtedy policjant wziął mnie za jedną rękę, drugi za drugą. Zabrali nam telefony, gdy próbowaliśmy zadzwonić. Krzyknąłem: „Pomocy!”, ale nikt nie usłyszał, bo była lekcja. Wyprowadzili nas do samochodu. Piotrek (najmłodszy z braci) już tam był.

    Do domu dziecka przy ul. Piekarskiej chłopcy trafili na mocy decyzji Sądu Okręgowego w Krakowie z 30 stycznia. Sąd oskarżył Bajkowskich m.in. o stosowanie wobec dzieci przemocy fizycznej i psychicznej. Rodzice dzieci do domu dziecka nie oddali, ale złożyli apelację i zażalenie na natychmiastowy tryb wykonania wyroku. 21 lutego w ich mieszkaniu zjawili się kuratorzy sądowi, policja i MOPS – mieli odebrać dzieci. Te jednak, dzięki interwencji mediów, zostały w domu. Niestety, w szkole, do której chodzą chłopcy, dziennikarzy i kamer nie było, rodzice też nie mieli jak obronić dzieci. 11 marca miało się odbyć posiedzenie sądu nad zażaleniem państwa Bajkowskich. W chwili zamykania tego numeru „Gościa” dowiedzieliśmy się, że posiedzenie zostało jednak odroczone do 21 marca. Do tego czasu dzieci muszą zostać w domu dziecka. Dodajmy, że petycję do Rzecznika Praw Dziecka o uwolnienie dzieci podpisały już 4 tys. osób. O sprawie obszernie piszemy na stronie: krakow.gosc.pl.mł

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół