• facebook
  • rss
  • Norwid miał rację

    ks. Ireneusz Okarmus

    |

    Gość Krakowski 18/2013

    dodane 02.05.2013 00:00

    Wostatnich tygodniach częstym tematem rozmów mieszkańców Krakowa są śmieci. O śmieciach, a właściwie o nowych zasadach gospodarowania odpadami, dyskutują prawie wszyscy.

    Bardzo często mówiło się o tym w lokalnej telewizji. Do pewnego czasu tematyka śmieciowa nie wydawała mi się na tyle pasjonująca, aby się tym zainteresować. Jednak przyszedł taki czas, że musiałem sięgnąć po ulotkę wydaną przez MPO, by zapoznać się – choć pobieżnie – z nowymi przepisami i zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. To z niej dowiedziałem się, że „odpady do selektywnej zbiórki należy opróżnić, umyć, wysuszyć”.

    To, że jest to bardzo istotna informacja, autorzy zasygnalizowali przez wytłuszczenie liter. Przekaz informacyjny zawarty w ulotce wydaje się oczywisty. Niestety, tylko wydaje się. Wielu ludzi zadawało sobie pytanie, co znaczy myć odpady. Słowo „myć” jest w tym przypadku nieprecyzyjne, może być różnie rozumiane, w zależności od tego, kto je czyta. Dla pedantów będzie oznaczać dokładne umycie płynem, dla innych – tylko opłukanie wodą. Ci pierwsi nie rozumieli zatem, jaki ma sens stawianie przez MPO takich wymagań osobom, które – z racji segregowania śmieci – chcą liczyć na niższe opłaty. Tymczasem okazuje się, że wcale nie chodzi o dokładne mycie śmieci, lecz jedynie – jak się dowiedzieliśmy – o „opłukanie, by były czyste”. To może śmieszne, ale różnica pomiędzy „myciem” a „opłukaniem” jest w tym przypadku mniej więcej taka, jak pomiędzy wzięciem rano prysznica, a tylko przemyciem oczu zimną wodą. Autorom sławnej ulotki chciałoby się zadedykować słowa C.K. Norwida, który napisał kiedyś, że najtrudniejsze to „odpowiednie dać rzeczy słowo”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół