• facebook
  • rss
  • Miłość na serio

    Monika Łącka, Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:00

    Beatyfikacja m. Małgorzaty Łucji Szewczyk. – Pewnego dnia, gdy karmiłam chorego chłopca, dostrzegłam nagle jego bezradność. W tym momencie skończyły się kryzysy, które wtedy przeżywałam – mówi s. Karolina Chłopek, serafitka z Białki Tatrzańskiej.

    W tej pięknej podhalańskiej miejscowości współczesne współsiostry matki Małgorzaty Łucji Szewczyk, założycielki Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej (serafitek), od wielu lat prowadzą Dom Pomocy Społecznej i Ośrodek Rewalidacyjno-Wychowawczy dla niepełnosprawnych chłopców.

    Odpowiedź jest w uśmiechu

    – Kiedy zrozumiałam, że po ludzku jestem im bardzo potrzebna, bo jeśli im nie pomogę, nie nakarmię czy nie przewinę, to zostaną zupełnie sami, na nowo odnalazłam sens bycia w tym domu i mojej pracy – opowiada s. Karolina, dyrektor Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego. Podkreśla, że niepełnosprawne dzieci bardzo dużo wnoszą w życie sióstr. – Uczymy się od nich najprostszych rzeczy, o których ludzie zdrowi czasem zapominają. Wiem już, że kto na serio oddaje im swoje serce, ten poznaje, czym naprawdę jest miłość. Niektórzy chłopcy nie mogą się poruszać ani mówić. Czasem zastanawiam się, co by nam przekazali, gdyby mieli taką możliwość. Odpowiedź można wyczytać z ich uśmiechu i spojrzenia – wzrusza się s. Karolina. – Oni często pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych czy z domów dziecka. Są bardzo poranieni, potrzebują naszej akceptacji i wsparcia, w tym, co dobre i w różnych porażkach – dodaje s. Błażeja Szmid, z którą mieszkańcy domu w Białce uwielbiają jeździć samochodem. – Czasem, gdy jadę na zakupy, chłopcy też wsiadają do auta i bardzo cieszą się z przejażdżki – śmieje się. W domu mieszkają i uczą się chłopcy z głęboką i sprzężoną niepełnosprawnością oraz autyzmem. – Nauczyciele prowadzący zajęcia w ośrodku dokonują rzeczy niemożliwych. Organizują naszym wychowankom ciekawe zajęcia, pomagają im w poznawaniu świata w najlepszy i najprostszy dla nich sposób. Każdy z chłopców uczy się zgodnie z indywidualnie opracowanym i dostosowanym do możliwości i potrzeb programem – opowiada siostra dyrektor. W ośrodku prowadzone są również zajęcia wczesnego wspomagania rozwoju dzieci, u których nawet zaraz po urodzeniu zostały zdiagnozowane zaburzenia we wszystkich sferach życia. Te zajęcia zapobiegają pogarszaniu się stanu dziecka i usprawniają jego codzienne funkcjonowanie. Uczą samodzielności. Chłopcy bardzo potrzebują kontaktu z innymi ludźmi, dlatego z radością witają gości (np. dziennikarzy GN, uczniów z miejscowego gimnazjum, a nawet bp. Edwarda Frankowskiego czy piosenkarkę Eleni, która kiedyś dla chłopców zaśpiewała). Chętnie również podróżują – każdego roku wyjeżdżają na turnus rehabilitacyjny, jeżdżą też na hipoterapię do Rogoźnika, biorą udział w turniejach sportowych w Czernej i w Krakowie oraz korzystają z gościnności stacji narciarskiej Kotelnica Białczańska i właścicieli Term Białka Tatrzańska. – Nasza praca nie jest łatwa, dlatego zdarzają się nam trudne dni. Mamy jednak w sobie dużo optymizmu i radości, a jednym z motorów do dalszego wysiłku jest beatyfikacja naszej założycielki. Ostatnio na nowo odkrywamy jej charyzmat. O matce rozmawiamy też z naszymi chłopcami, a 9 czerwca wszyscy razem jesteśmy w Łagiewnikach – mówią zgodnie siostry z Białki.

    Matka pilnuje dzieci

    Do uczestnictwa w uroczystości beatyfikacji matki Małgorzaty Szewczyk od wielu miesięcy przygotowywały się też dzieci, a także ich rodzice i siostry prowadzące przedszkole w Nowym Targu. – Rozmawiałyśmy z dziećmi o życiu naszej matki, o jej drodze na ołtarze. Matka Małgorzata każdego dnia ich pilnuje i spogląda na nie z plakatu, który powiesiłyśmy między półkami z książkami i zabawkami – mówi s. Sylwia Nawara, dyrektor placówki i przełożona nowotarskiego domu sióstr serafitek. Małymi mieszkańcami stolicy Podhala siostry opiekują się od 1973 r. (obecnie do przedszkola i zerówki chodzi 50 dzieci), a do Nowego Targu przybyły już w 1905 r., czyli w roku śmierci założycielki zgromadzenia. – Wybór tego przedszkola to była doskonała decyzja. Siostry wspaniale dbają o dzieci i kontakt z rodzicami, obserwują rozwój naszych pociech – mówi Marta Rajska-Ćwiertnia, mama Michałka. – Kiedyś chodziłam do przedszkola sióstr serafitek i chcieliśmy z mężem zapisać do niego nasze dzieci. Okazją do budowania więzi między siostrami, dziećmi i ich rodzinami są np. wspólnie przeżywane uroczystości i wycieczki. – W tym roku po raz pierwszy zorganizowałyśmy „zielone przedszkole”. Dzieci (i ich rodzice) wyjechały na 10 dni do nadmorskiego Jarosławca. To był niezapomniany czas – wspomina wyjazd s. Sylwia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół