• facebook
  • rss
  • Dzieło na ratunek

    dodane 20.06.2013 00:00

    O Rozalii Celakównie i krakowskim kulcie Serca Pana Jezusa 
z o. Władysławem Kubikiem SJ rozmawia Anna Góra.


    Anna Góra: Ukazała się właśnie książka Ojca „W Sercu Jezusa ratunek i nadzieja”. Czy ma ona na nowo ożywić dzieło osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu?


    O. Władysław Kubik: Tak. Dzieło to jedna z trzech form kultu Serca Jezusa, zatwierdzonych przez Kościół, obok Straży Honorowej założonej przez siostry wizytki i Apostolstwa Modlitwy, które zrodziło się w gronie jezuickich kleryków we Francji w Vals i zostało zorganizowane przez jezuitów. Dzieło, o którym traktuje książka, zrodziło się w Polsce. Idea osobistego poświęcenia się Sercu Jezusa ożyła niejako na Jasnej Górze, a samo dzieło ukonstytuowało się w Krakowie w 1941 roku. Niewątpliwie przyczyniła się do tego wielka czcicielka Serca Jezusa, krakowska mistyczka Rozalia Celakówna. Jej kierownikiem duchowym był o. Zygmunt Kazimierz Dobrzycki, który – za jej zgodą – przekazywał przeżycia swojej córki duchowej generałowi zakonu o. Piusowi Przeździeckiemu.

    Fakt ten spowodował, że o. Przeździecki zainteresował się przede wszystkim objawieniami św. Małgorzaty Alacoque i napisał do swoich współbraci 24-stronicowy „List okólny” o konieczności kultu Serca Jezusa jako „ratunku na nasze czasy”. Treść listu dotarła do mężczyzn należących do Sodalicji Mariańskiej w Krakowie i przyczyniła się do konkretyzacji idei poświęcenia się Sercu Jezusa. Książka traktuje więc zarówno o powstaniu, historii dzieła osobistego poświęcenia się, jak i o jego istocie oraz aktualności.


    Jaka była rola krakowskich sodalisów mariańskich w rozwoju dzieła?


    Sodalisi mariańscy bardzo się przejęli ideą i koniecznością poświęcenia siebie i ojczyzny Sercu Jezusa, zwłaszcza że był to okres 
II wojny światowej. Poważna grupa krakowskiej inteligencji postawiła sobie za cel pełną realizację jasnogórskiego apelu. Założyciele dzieła ze swoimi przemyśleniami zwrócili się do kard. Sapiehy z prośbą o oficjalną aprobatę ich działalności. W 1945 roku kardynał udzielił im swojego błogosławieństwa i pozwolił zająć się krzewieniem dzieła osobistego poświęcenia się Sercu Jezusa na szerszą skalę. Sodalisi mariańscy stali się więc jakby fundamentem dzieła.


    Trwa proces beatyfikacji sł. Bożej Rozalii Celakówny. Czy można metaforycznie powiedzieć, że Rozalia to nasza polska Małgorzata Alacoque?


    Ojcowie paulini, którzy mieli kontakt z Rozalią, tak ją postrzegali. Jej przesłaniem było nawoływanie do osobistego oraz społecznego nawrócenia się i kształtowania życia na wzór Serca Jezusa, do oddania się Sercu Jezusa i Jego intronizacji, żeby Polska uznała w Jezusie Chrystusie swojego Pana i Króla. Ofiarowała się i wiele cierpiała w tych intencjach. Podczas jednej wizji Rozalia usłyszała następujące słowa: „Maria Małgorzata dała poznać światu moje Serce, wy zaś kształtujcie dusze na modłę mojego Serca”. Całe życie Rozalii było nacechowane pokutą i wynagradzającym cierpieniem. Pracowała w Szpitalu św. Łazarza na oddziale chorób wenerycznych, gdzie namacalnie na co dzień miała do czynienia ze złem grzechu. Jednak przez swoją postawę wielu chorych doprowadziła do pojednania z Bogiem. Rozalia podkreślała też wagę modlitwy za kapłanów. Sama dosłownie poświęciła życie za swojego spowiednika, prosząc Jezusa, żeby o. Dobrzycki został uwolniony z obozu Nordhausen i przyczynił się do rozwoju kultu oraz dzieła intronizacji Serca Jezusa. Faktycznie kapłan ten w sposób przedziwny został zwolniony z obozu tuż po jej śmierci.


    Proces beatyfikacji Rozalii opiera się na heroiczności cnót. A czy jest już weryfikowany jakiś cud, który się przez nią dokonał?


    Zostało już opisanych wiele łask otrzymanych za wstawiennictwem Rozalii, między innymi w książce wydanej w Krakowie przez jezuitów „Wielkie wezwanie Serca Jezusowego do narodu polskiego”. Ciągle otrzymujemy dalsze świadectwa. Jednak cud, który można by podać do rozważenia kongregacji, musi być czymś szczególnym, „natychmiastowym”, bez ingerencji medycyny czy jakiegokolwiek ludzkiego działania lub wbrew temu działaniu. Obecnie zamknięty jest już proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym. Konieczność zatwierdzenia cudu pojawia się na końcowym etapie procesu. Kult Rozalii natomiast trwa nieprzerwanie, co też jest potwierdzeniem jej świętości. Jej grób na cmentarzu Rakowickim w Krakowie jest licznie nawiedzany, ludzie zabierają ze sobą płatki kwiatów, grudki ziemi, prosząc jednocześnie o wstawiennictwo, o wyjednanie łask, głównie zdrowia, otrzymania pracy i nawrócenia. W naszej bazylice w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, na której zawsze jest obecny metropolita krakowski, przed Mszą św. o godz. 18 trwa godzinna modlitwa za kapłanów, a 13. dnia każdego miesiąca o godz. 16.30 jest odprawiana Msza św. w intencji beatyfikacji Rozalii, na którą zawsze przychodzi liczna grupa wiernych.


    Kraków jest nazywany polską stolicą kultu Najświętszego Serca Jezusowego. Co, oprócz postaci Rozalii Celakówny, przyczynia się do tego?


    Bazylika Serca Jezusa powstała jako wotum wdzięczności za odzyskanie niepodległości po latach niewoli, z ofiar całego narodu polskiego. Dwa lata temu obchodziliśmy 90-lecie jej konsekracji. Śp. prymas Józef Glemp odnowił akt oddania narodu polskiego Sercu Jezusa. Po raz pierwszy został on wypowiedziany w Krakowie w 1921 roku, właśnie podczas konsekracji bazyliki. Tutaj często modlił się Karol Wojtyła podczas swojej posługi pasterskiej w Krakowie, a jako papież napisał w „Liście z okazji ogólnopolskich uroczystości ku czci Serca Pana Jezusa w Krakowie” w 2000 r. do kard. Franciszka Macharskiego, że obecnie „nawiedza ją duchowo”.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół