• facebook
  • rss
  • Kat w obiektywie

    Ewa Kozakiewicz

    |

    Gość Krakowski 32/2013

    dodane 08.08.2013 00:00

    – To dumny i wyniosły człowiek, a nosi łapcie – opowiada Wojciech Nowicki, kurator niezwykłej wystawy „Ciemne świecidło. Fotografie Michała Greima (1828–1911)”.

    Ekspozycję, która jest fotograficzną kolekcją twarzy o wydatnych rysach i włosach zwichrzonych, ludzi ubranych w schludne giezła, podarte kożuchy, szmaty i rozlatujące się łapcie, można podziwiać w krakowskim Muzeum Etnograficznym. To niesamowity zbiór XIX-wiecznych typów ludzkich, pochodzących z Podola i Besarabii. Widzimy np. ostatniego kamienieckiego kata Wisznioskiego, który pozuje Michałowi Greimowi w atelierowej ustawce.

    Artyście pozowali też przedstawiciele różnych, nieistniejących już zawodów – wspomniany już kat, bednarz, handlarz ryb czy tandeciarz. 47 fotogramów w sepii, będących oryginalnym dokumentem minionej epoki, zostało odnalezionych w archiwum Muzeum Etnograficznego przypadkowo, przy innej okazji. Wojciech Nowicki, eseista, tłumacz, fotograf i kurator wystaw fotograficznych, ze szczególną pasją odnosi się do fotografii archiwalnej, niosącej prawdę o dawnych czasach. Poszukując w zbiorach muzeum czegoś zupełnie innego, odkrył fotografie z sucho wyciskaną pieczęcią zakładu „Photographie M. Greim A. Kamenetz – Pod.”. To odbitki albuminowe w kolorze gęstej sepii o różnych, niewielkich formatach (zwykle 9,7 x 6,7 i 21 x 13 cm) fotografa, który przez lata stał się zupełnie zapomniany. Nic dziwnego, skoro w Muzeum Etnograficznym do niedawna zdjęcia służyły tylko do badań etnograficznych i napis „Karłuk mołdawski i włościanin rasy podolskiej z okolic Chocimia” był ważniejszy od tego, kto to zdjęcie wykonał. Prezentowana wystawa jest pierwszą, na której fotografie z kolekcji Muzeum Etnograficznego są głównym tematem ekspozycji, a nazwisko fotografa jest równie ważne, jak to, co sfotografował. Nazwisko Greima lepiej znane jest jako numizmatyka i antykwariusza, właściciela drukarni rządowej w Kamieńcu Podolskim niż fotografa. A przecież w 1871 roku Greim odkupił kamieniecki zakład fotograficzny od kijowskiego fotografa Józefa Kordysza i rozpoczął samodzielną pracę w nim, ucząc się fotografii od byłego personelu zakładu. – Jego klienci, ci, którzy przychodzili zamówić zwykły portret w formacie karty wizytowej, zapewne go nudzili i traktował ich po macoszemu – opowiada kurator wystawy. – Staramy się przywrócić Greima do tytułu nie tylko fotografa, ale fotografa artysty – deklaruje Wojciech Nowicki. Michał Greim zasługuje na to, bo jego zdjęcia (a jest ich znacznie więcej – aż 270 znajduje się w Łodzi, w bibliotece PAU, bowiem Greim ofiarował je Elizie Orzeszkowej) mają cechy osobliwego indywidualizmu. Greim potrafił wyjść z atelier i fotografować w plenerze, co nie było wówczas powszechne, a jakość kompozycji – zarówno studyjnej, jak i plenerowej – plasuje go w gronie bystrych obserwatorów. Artysta przedstawiał nie tylko „typy ludzkie”, ale także ich portrety psychologiczne. Twarz u Greima jest najważniejsza, a oprócz jej szczegółów fotograf pokazuje też ważne akcesoria, charakterystyczne dla jego epoki. Ekspozycja czynna będzie do 22 grudnia w Domu Esterki przy ul. Krakowskiej 46.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół