• facebook
  • rss
  • Adam – wolny lwowiak

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Życiorys Adama Macedońskiego mógłby być kanwą scenariusza filmu sensacyjnego.

    Nie ma takiej nagrody, którą Rzeczpospolita spłaciłaby swój dług wobec Adama Macedońskiego. Nie ma takich słów, które nie byłyby zbyt banalne, aby opisać jego życie – napisał prof. Ryszard Terlecki we wstępie do książki „Pod czerwoną okupacją”, wywiadu rzeki z Adamem Macedońskim. Niewiele osób wie o wszystkich sferach działalności tego urodzonego w 1931 r. we Lwowie, lecz już od dzieciństwa zamieszkałego w Krakowie plastyka, poety i pieśniarza, obrońcy krzyża w Nowej Hucie, współzałożyciela Konfederacji Polski Niepodległej i Chrześcijańskiej Wspólnoty Ludzi Pracy, twórcy i prezesa Instytutu Katyńskiego.

    Jako człowiek skromny, nigdy niepchający się na afisz, nie chwalił się tym, co robił. Na rozmowę udało się go namówić publicystce Annie Zechenter. Popłynęła opowieść o przodku, który uciął głowę „Diabłu” Stadnickiemu, o sielskim dzieciństwie lwowskim, przerwanym w 1939 r. wkroczeniem do miasta bolszewików, o wojennym dzieciństwie już krakowskim, gdy na Kazimierzu nagle znikali z podwórka żydowscy koledzy, a przed chuliganami trzeba się było bronić choćby nożem, o konspiracji szkolnej, słynnej manifestacji patriotycznej 3 maja 1946 roku, czynnej obronie krzyża w Nowej Hucie w 1960 r., chodzeniu po dachach, aby zmylić czających się esbeków, artystycznym wyżywaniu się w rysunkach, które publikował „Przekrój”, i piosenkach z „Folksongu” i „Sacrosongu”, o ocalaniu pamięci ofiar zbrodni katyńskiej. – Robił to wszystko Adam, wolny lwowiak, krakus z przymusu, obywatel Rzeczpospolitej bez narzuconych granic, zagończyk konspiracji – powiedział prof. Terlecki. – Opowieści zawarte w wydanej przez krakowskie Wydawnictwo AA książce to gotowy materiał na scenariusz filmu z elementami sensacyjnymi. Sama książka zaś nadaje się na lekturę licealną – mówi dr Jarosław Szarek, historyk, znajomy A. Macedońskiego.

    Ten zaś starał się osiągać swoje cele w sposób pokojowy. Kiedy było trzeba, stawał jednak do walki czynnej. „Zebrało się nas ze trzydzieści osób. »To co, atakujemy?« – pytam. Oni na to: »Atakujemy! Macie kamienie?«. Wziąłem parę kamieni, bo pod nogami było pełno gruzu. Cała jezdnia była zarzucona jakimiś ławkami, deskami, krzesłami. Rozbite doniczki z kwiatami, jakieś naczynia trzeba było co chwilę nogą odsuwać, człowiek się potykał. Idziemy coraz szybciej w kierunku krzyża, wołając: »Won spod krzyża, won spod krzyża!« i rozgrzewamy się: »Won spod krzyża, Gestapo«” – wspominał obronę krzyża nowohuckiego w 1960 r. Potem wspierał artystycznie budowę pierwszego kościoła w Nowej Hucie. – Napisałem wtedy piosenkę agitacyjną – żartował. „A więc jeśliś chłopak klawy lub babka morowa /przyjdźże do nas – razem ze sobą innych też przyprowadź /zbudujemy w Nowej Hucie najpiękniejszy Kościół /przeciw kłamstwom, przeciw krzywdom, przeciw ludzkim złościom” – pisał w tekście piosenki, której treść ks. Józef Gorzelany, legendarny budowniczy nowohuckiej Arki Pana, rozsyłał, apelując o wsparcie budowy. „Moim ideałem był zawsze angielski dżentelmen – honorowy, który bił się tylko jeden przeciwko jednemu. Ruski cham o twarzy Mongoła, rubaszny, brudny, pijany – tego nie mogłem znieść. (...) Widziałem, że ze Wschodu nie przyjdzie porządek, ale bieda, brud, łapownictwo i zbrodnia” – zwierzył się Annie Zechenter.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół