• facebook
  • rss
  • Szpital pod lupą prokuratora

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Sprawą konfliktu w nowotarskim szpitalu zajmie się prokuratura. Na znak protestu przeciwko łączeniu oddziałów z pracy zrezygnowało kilkunastu lekarzy. Pacjenci są zdezorientowani, a sytuacja trwa już kolejny miesiąc.

    Pierwsze sygnały o niepokojącej sytuacji w nowotarskim szpitalu zaczęły napływać już wiosną tego roku. Wtedy dyrektor Marek Wierzba ogłosił chęć połączenia dwóch oddziałów w jeden. Chodziło o kardiologię z interną oraz oddział wewnętrzny. To tam najczęściej trafiali pacjenci z oddziału ratunkowego, którzy potrzebowali dalszej pomocy i leczenia.

    Obawy radnych

    Obawy w tej sprawie wyrazili radni powiatu nowotarskiego. „Po analizie przedmiotowego projektu uznać go należy za wadliwy ze względu na ryzyko istotnego obniżenia jakości świadczeń medycznych. Racjonalnym rozwiązaniem dla poprawy wyników finansowych jest pełne wykonanie kontraktu z NFZ, bilansowanie przychodów i kosztów, większe wykorzystanie potencjału leczniczego” – napisali radni, z przewodniczącym rady lekarzem Janem Krzakiem na czele. Dyrekcja nowotarskiej lecznicy pozostała jednak głucha na te głosy. – Nie było żadnej merytorycznej dyskusji na ten temat z pracownikami, żadnej informacji, jak nowy oddział ma wyglądać, ile tam będzie łóżek, czy będą dwie sale wzmożonego nadzoru, kto będzie ordynatorem itd. Dla lekarzy taki scenariusz wiązałby się ze znacznym pogorszeniem jakości usług medycznych i zagrożeniem dla pacjentów i ich samych – przypomina Piotr Watoła, szef małopolskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który od samego początku zajmuje się konfliktem w nowotarskim szpitalu. To OZZL zgłosił sprawę do prokuratury, gdzie będzie zeznawał P. Watoła.

    Rezygnacja z pracy

    Lekarze z wymienionych wcześniej oddziałów na znak protestu zrezygnowali z pracy. Mediacji między dyrekcją szpitala a medykami podjęła się Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Ostatecznie do porozumienia nie doszło. Lekarze, którzy złożyli wypowiedzenia, to w zdecydowanej większości specjaliści z drugim stopniem specjalizacji, ze zrobionymi nadspecjalizacjami i wieloletnim doświadczeniem. Dyrekcja pozostała nieugięta i nie przejmowała się posunięciami lekarzy. Portal „Medycyna Praktyczna” dotarł nawet do informacji, z których wynika, że menadżerowie z innych małopolskich szpitali gratulowali nowotarskiej dyrekcji takiej postawy wobec lekarzy... Tymczasem w podhalańskich mediach publikowano komunikaty uspokajające pacjentów, że wszystko wraca do normy. „Przed nami niełatwe zadanie stworzenia od podstaw na obu oddziałach zupełnie nowego zespołu lekarskiego” – mówił w połowie września Jacek Imioło, wicedyrektor szpitala ds. medycznych. Lekarze pracujący na oddziałach przyjmowali także w poradniach specjalistycznych przy szpitalu. – Pacjenci mają do nas żal, żeśmy ich zostawili. Zdajemy sobie sprawę, że szpital to nie fabryka, w której stosunkowo łatwo zastąpić jednego, nawet dobrego specjalistę innym. Zwłaszcza w poradniach duże znaczenie ma czynnik ludzki. Dla pacjentów zmiana lekarza to dodatkowy stres. A tu jeszcze słyszą, jak dyrektor mówi, że przez lata w szpitalu leczyli „najgorsi” – mówi jedna z lekarek, pragnąca zachować anonimowość.

    „Lepsi” specjaliści

    – Nie znam żadnego nowego lekarza, który tu teraz przyjmuje. Do mojej pani doktor miałem zaufanie. Teraz pewnie na wizycie nowy lekarz będzie dopiero zapoznawał się z moją kartą choroby – niepokoi się pan Kazimierz z Nowego Targu. Podobnych głosów pacjentów jest bardzo dużo. Swoje niezadowolenie wyrażali w setkach wpisów na lokalnych portalach informacyjnych. Z informacji, do jakich dotarł portal „Medycyna Praktyczna”, wynika, że na obu oddziałach, których zapowiedź połączenia stała się zarzewiem konfliktu między dyrekcją a lekarzami, w miejsce zwolnionych kilkunastu specjalistów pracuje na stałe obecnie zaledwie kilku lekarzy (w tym również lekarze w trakcie specjalizacji). Poradnia kardiologiczna działa dzięki wsparciu lekarzy z prywatnej lecznicy. Zmieniły się godziny przyjęć pacjentów. Lekarze przyjmują również późnym wieczorem, co dla wielu leczących się z powiatu nowotarskiego jest poważną komplikacją ze względu na dojazdy. Ponadto osoby, którym zależy na kontynuacji leczenia u swojego dawnego lekarza, muszą za nie płacić, bo pozostają im już tylko wizyty prywatne. – Wszystko jest pod kontrolą. Pacjenci są naprawdę pod dobrą i stałą opieką w ramach kontraktu z NFZ – zapewnia dyrekcja nowotarskiego szpitala.

    Bez Jana Pawła II

    – Czy da się pracę wszystkich zwolnionych specjalistów zastąpić pracą kilku lekarzy z dużo mniejszym doświadczeniem i wiedzą? – pyta retorycznie P. Watoła i dodaje, że prokuratura powinna wziąć pod lupę nie tylko sytuację na kardiologii i internie, ale również w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w nowotarskim szpitalu. – Szpitalowi patronuje bł. Jan Paweł II. Ale dyrekcji i władzom samorządowym jakoś akurat przy rządzeniu szpitalem jest nie po drodze z patronem i tym wszystkim, co mówił w swoim nauczaniu o opiece medycznej – zauważa jedna z lekarek. „Po drodze” jest im tylko wtedy, gdy zajmują pierwsze rzędy podczas różnych uroczystości poświęconych bł. Janowi Pawłowi II.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół