• facebook
  • rss
  • Sprawa Bajkowskich umorzona. Chwała ci, władzo!

    Franciszek Kucharczak

    dodane 05.12.2013 16:28

    Po traumie, jaką rodzinie zafundowało państwo, prokuratura umorzyła sprawę. Ale to nie koniec koszmaru.

    Dzieci państwa Bajkowskich przeżyły rozpaczliwe dni rozłączenia z rodzicami. Już nie mówiąc o tym, co przeżywali sami rodzice. W czwartek, po prawie roku od decyzji sądu, który wydał decyzję o ograniczeniu praw rodzicielskich i natychmiastowym odebraniu rodzicom 13-letnich bliźniaków i ich 10-letniego brata (chłopcy trafili do domu dziecka) prokuratura umorzyła postępowanie. Dowiadujemy się oto, że „nie było czynów zabronionych i naruszenia nietykalności cielesnej dzieci”.

    O jak miło. Tylko „kto im łzy powróci?” – że tak zacytuję świętą królową Jadwigę. Kto powetuje potworną krzywdę, jaka spotkała tę rodzinę? Kto zwróci dzieciom przepłakane bezsenne noce w bidulu? Państwo się zatroszczyło, bo państwo czuwa, żeby żadna przemoc dzieci nie dotknęła. A wydzieranie dzieci rodzicom, to już żadna przemoc nie jest. Bo „w instytucjach jest mniej patologii niż w rodzinach”, jak powiedział pewien psycholog w telewizji. Państwo dba o integralny rozwój dzieci, a wiadomo, że nigdzie się tak dobrze dzieci nie rozwijają, jak pod czułą opieką urzędników, z dala od rodziców.

    Ludzie, którzy doprowadzili do tego dramatu, oczywiście niczemu nie są winni, nieeee. Przeciwnie, jeszcze im się nagroda należy, oni przecież tylko zgłosili co trzeba gdzie trzeba.

    Takie mamy przecież prawo.

    Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie powiedziała dziś, że chłopcy nie skarżyli się na zachowanie rodziców, zeznali natomiast, że dostawali kary za niewłaściwe zachowanie: przeklinanie, bicie brata. A jakież to kary? Zakaz gry na komputerze, jedzenia słodyczy, wychodzenia na dwór.

    Straszne, prawda? Okazuje się, ze ci zwyrodniali rodzice dopuścili się próby wychowania swoich dzieci! Co więcej, zarówno rodzice, jak i dzieci, zeznali, że ojciec w wyjątkowych wypadkach… ach, ach!… dawał klapsy. Co prawda było to bardzo sporadyczne, po wielokrotnych upomnieniach i gdy rozmowa z dzieckiem nie przyniosła rezultatu.

    „To zachowanie nie miało na celu dręczenia, upokarzania dziecka, a jedynie jego zdyscyplinowanie” – poinformowała pani rzecznik. Zaznaczyła jednak: „Oczywiście, uznać należy je za wysoce naganne i niezgodne z obecnymi kierunkami zawartymi w orzecznictwie i praktyce prawnej, co więcej nie może ono być ani akceptowane, ani też tolerowane”.  

    Ludzie, czy my żyjemy w normalnym kraju? Co jest naganne? Że tata da dziecku klapsa, gdy nie pomagają żadne inne metody? Tak mogą gadać tylko pięknoduchy, które o wychowywaniu dzieci naczytały się w książkach psychologów, którzy własne porażki wychowawcze powetowali sobie stworzeniem wychowawczej utopii. Co nie może być tolerowane? Że rodzice niekoniecznie mają słuszniacką wizję świata, wedle której rzeczywistość ma pasować do wymyślonych za biurkiem teorii?

    Owszem, od czasu wejścia w życie haniebnej ustawy „o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie”, nawet klaps stał się niezgodny z prawem. I zdecydowano o tym w państwie, w którym każdego dnia legalnie morduje się dwoje dzieci, bo są podejrzane o chorobę.

    Sprawa Bajkowskich pokazuje, jak skrajną arogancję i brak szacunku dla rodziny może okazać państwo. Ta obrzydliwa ustawa „antyprzemocowa” wydała już niejeden zatruty owoc. Sprawa państwa Bajkowskich jest jednym z nich. Bardzo dorodnym.

    Jeśli rodzice w Polsce mają wychowywać normalne dzieci, prawo nie może dawać urzędnikom władzy nad rodzinami. To nie do państwa należy ocenianie, co trzeba zrobić, żeby dziecko wyrosło na ludzi (nie mówimy o znęcaniu się, ale aby temu przeciwdziałać, nie trzeba było żadnej nowej ustawy). Chyba że władza chce, żeby następne pokolenia wyrastały na coraz gorszych bęcwałów, coraz bardziej zapatrzonych w koniec własnego nosa. Coraz bardziej mam wrażenie, że tego właśnie chce.

    Uzupełnienie:

    Jak się dowiadujemy, umorzenie sprawy w prokuraturze nie kończy jeszcze koszmaru, jaki Państwu Bajkowskim zgotowano. Sprawa wciąż trwa w sądzie rodzinnym, nie zamknięto też badań w instytucie ekspertyz sądowych i nie wiadomo, kiedy sprawa się zakończy. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • senność
      07.12.2013 09:49
      Mam nadzieję że państwo Bajkowscy zasądzą krzywdy których zaznali w odpowiedniej kwocie, kwota oczywiście co najmniej 6 cyfrowa.
      Uważam że odszkodowanie powinny zapłacić osoby odpowiedzialne za skandaliczne zachowanie wobec pokrzywdzonych.
    • jesienna
      07.12.2013 20:47
      Sprawa nie poszła o klapsy (jak pisze p.red. Kucharczak)

      rodzice sami, w rozmowie z GN powiedzieli, że dzieci dostawały lanie (a nie klapsy)

    • matka
      09.12.2013 10:05
      Współczuję tej rodzinie i wszystkim którzy cierpią przez durną biurokrację, ale mam już dosyć popierania przez katolickie media poglądu, że trzeba bić dzieci, by je wychować! To sprzeczne z naszą wiarą!!!
      Chcę ewangelizować na swoją miarę w środkach masowego przekazu i to robię, ale coraz częściej muszę się wstydzić za komentarze GN czy Frondy!!!
      Szkoda, że Wam nie jest wstyd przed Jezusem, który brzydzi się wszelką przemocą, zwłaszcza wobec dzieci, które trzeba obdarzyć szczególną troską i szacunkiem.
      Czy Maryja powiedziała Jezusowi, gdy odnaleźli Go w świątyni:"Sprawiłeś nam przykrość, martwiliśmy się" czy spuściła Jezusowi lanie?...
      Przykład z jednej mszy roratniej z ub. roku-Roku Wiary-
      Błogosławieni Luigi i Maria Quattrocchi- największą karą jaką dostawały ich dzieci-bardzo rzadką- był brak buziaka od mamy na dobranoc... Kościół stawia ich jako wzór świętości i wychowania!
      Moje dzieci z jednego mojego smutnego spojrzenia mają lepszą nauczkę niż z bicia!
      Ja z dzieciństwa nie wywiodłam z niego nic, prócz żalu, poczucia niesprawiedliwości i braku relacji.
      Nie bijemy z mężem dwójki naszych chłopaków-jest całe mnóstwo innych metod wychowawczych.
      Przede wszystkim to musi być konsekwencja w stawianiu granic i miłość- relacja.
      Bicie - nazywajmy "klapsy"- po imieniu-jest gwałtem i na jednym,i na drugim!
      Czasem jest trudno (bicie daje efekt szybki, ale złudny). Zmagamy się z niechęcią całej mojej rodziny, która uważa, że dziecko powinno być cicho, grzeczne i nie przeszkadzać w oglądaniu tv, bo jak nie to "dupie". Z radością jednak patrzymy na jakich mądrych i empatycznych młodych mężczyzn wyrastają, jaką siebie i nas darzą miłością.
      Czas wziąć się do żmudnej pracy, a nie wyręczać się "łatwymi" rozwiązaniami!
    • Kaska
      29.12.2013 21:13
      Jako dziecko nie raz dostalam manto, bo mimo upomnien nie sluchalam rodzicow i szlam tam, gdzie mogla mnie spotkac powazna krzywda. Bylam uparta i chodzilam wlasnymi drogami, ale nie mam zalu do rodzicow o to, ze dostawalam w tylek jak nabroilam. Wspominajac swoje dziecinstwo, jako dorosla osoba, rodzi sie tylko zal o to, ze nie dali mi przykladu jako malzonkowie i nie zawsze byli sprawiedliwi wobec mnie. Mimo to, teraz moje malzenstwo moze byc dla nich przykladem.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół