• facebook
  • rss
  • Więcej mocy!

    Piotr Legutko

    |

    Gość Krakowski 50/2013

    dodane 12.12.2013 00:00

    Miejsca pracy tworzą przedsiębiorcy. Samorząd ma ich do tego zachęcać. W Zatorze już się to udało.

    Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco – śpiewali kiedyś bracia Golcowie. Piosenka idealnie pasuje do historii Zatora. – Byliśmy kiedyś potęgą gospodarczą, ale to było w średniowieczu – żartuje burmistrz Zbigniew Biernat, nawiązując do pięknej historii Księstwa Zatorskiego. Natomiast czasy komuny i pierwsza dekada III RP oznaczały dla Zatora stagnację, a dla mieszkańców i brak perspektyw. Stąd się tylko wyjeżdżało. Po reformie administracyjnej miasto zyskało miano swoistego „trójkąta bermudzkiego” na styku dawnych województw krakowskiego, katowickiego i bielskiego. Dziś Zator – głównie dzięki parkom rozrywki – stał się mekką dla turystów (zwłaszcza tych z dziećmi kochającymi dinozaury), ale także ziemią obiecaną inwestorów.

    To prawdziwy fenomen, bo przecież miasto nie ma dobrego położenia, leży z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. A jednak udało się odnieść gospodarczy sukces, w dużej mierze dzięki utworzeniu w Zatorze Strefy Aktywności Gospodarczej.

    Wsadzić wtyczkę do kontaktu

    SAG-ów nie należy mylić ze Specjalną Strefą Ekonomiczną. Różnica polega na tym, że w SSE, na mocy specjalnej ustawy, inwestorzy mogą liczyć na pomoc publiczną w wysokości nawet do 70 proc. wysokości podatku CIT. Natomiast SAG to już pomysł władz regionu i samorządów lokalnych na to, by tworzyć miejsca pracy. Każda gmina stara się mieć własny patent, jak ściągać inwestorów. Najczęściej chodzi o przygotowanie dla nich terenów, infrastruktury i korzystnych ulg w podatkach lokalnych. – Chodzi o to, by przedsiębiorca przyszedł na gotowe i musiał już tylko wsadzić wtyczkę do kontaktu – mówi obrazowo Krzysztof Krzysztofiak, wiceprezes Krakowskiego Parku Technologicznego. Pomysł chwycił. W Małopolsce mamy już 44 Strefy Aktywności Gospodarczej zlokalizowane w 34 gminach. Kolejnych 16 planowane jest w 14 gminach. Z budżetu regionu dofinansowano w nich łącznie 33 projekty o wartości ponad 352 mln zł. Co ciekawe, SAG-i miały w założeniu przyciągać dużych zagranicznych inwestorów, tymczasem cieszą się też popularnością wśród lokalnych przedsiębiorców. Można wręcz mówić o modzie na przenoszenie biznesu z Krakowa do Dobczyc, Wolbromia czy właśnie Zatora. – Wreszcie ludzie połapali się, że strefy są także dla nich – cieszy się K. Krzysztofiak.

    Ech, te monopole

    Witold Płoszczyca pochodzi z Wadowic, działa w branży budowlanej. Był jednym z pierwszych przedsiębiorców, którzy zameldowali się w zatorskiej strefie. – Trochę w tym lokalnego patriotyzmu, bo strefa powstała po sąsiedzku, ale też warunki, jakie tu mamy, są bardzo korzystne. A mówię to jako prawdziwy weteran – zachwala współpracę z samorządem. Dobrą opinię potwierdza Arkadiusz Noworyta, prezes zarządu Argo-Hytos Polska, najpoważniejszego inwestora, jaki zawitał do dawnego księstwa nad Skawą. Pytany o problemy, jakie tu napotyka, wskazuje na monopole – telekomunikację i firmy energetyczne. – Myślę, że to jest w tej chwili bariera rozwojowa. Bo co z tego, że my chcemy i samorząd chce, gdy nagle problemem okazuje się zwykły kabel – wzdycha prezes Noworyta. Burmistrz Biernat potwierdza, że sukces miasta przerósł wyobraźnię – na przykład dostawców energii. – Przewidzieli dla całego Zatora tylko 5 megawatów, a sam park rozrywki zużywa 2,5 MW. Potrzebujemy więcej mocy! – mówi burmistrz, którego wciąż rozsadza energia. Inwestorzy chwalą go za to, że nie tylko stworzył SAG, ale zadbał też o to, by Zator stał się „podstrefą” krakowskiej SSE. Dzięki temu mogą także korzystać z dobrodziejstw pomocy publicznej.

    15 tys. miejsc pracy

    I trzeba przyznać, że nie jest to pomoc zmarnowana. Od początku istnienia krakowskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (czyli od 1997 roku) utworzono w niej ponad 15 000 miejsc pracy! Na początku zapewniali je tacy giganci jak: Comarch, RR Donnelley, Motorola, Shell czy MAN Trucks. Ale od stycznia 2013 roku rząd zgodził się na rozszerzenie strefy na nowe obszary w regionie, stawiając na małe i średnie firmy. Dzięki temu działa już u nas aż 25 „podstref”, m.in. w Skawinie i Zatorze. Nowe powstaną w Trzebini, Dąbrowie Tarnowskiej, Chrzanowie i Czorsztynie. A trzeba się spieszyć, bowiem Bruksela zamknie nam okienko pomocy publicznej już w lipcu 2014 r. Po tym terminie nie będzie można dawać nowym inwestorom tak korzystnych jak dziś ulg w podatku dochodowym. K. Krzysztofiak, kierujący krakowską strefą, zauważa, że ulgi mają świetny efekt psychologiczny. – Żeby z nich skorzystać, trzeba osiągać zysk. Nie jest to łatwe i wymaga długiej perspektywy. Zysk pojawia się bowiem dopiero po latach działania, a nam przecież o to chodzi, by wiązać inwestorów z Małopolską – zdradza. I zapowiada, że na włączonych do strefy gruntach powstanie w sumie ponad 2,5 tys. nowych miejsc pracy. Tylko w tym roku wydano 7 nowych zezwoleń o wartości nakładów inwestycyjnych 214,09 mln zł. Firmy, które je otrzymały, deklarują utworzenie ponad 723 nowych miejsc pracy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół