• facebook
  • rss
  • Uzdrowiona w domu świętego

    Monika Łącka

    dodane 06.05.2014 22:29

    Floribeth Mora Diaz, Kostarykanka uzdrowiona za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, odwiedziła jego sanktuarium na krakowskich Białych Morzach.

    – Lekarze dali mi miesiąc życia, lecz na badania kontrolne kazali zgłosić się… za siedem miesięcy. Widocznie służba zdrowia na Kostaryce działa tak, jak w Polsce, o czym usłyszałam w ostatnich dniach – śmieje się Floribeth. – Powiedziała, że w takim razie wtedy już nie przyjdę, raczej musiałabym zostać ekshumowana… Gdy odesłali mnie ze szpitala do domu, bym tam umarła, widziałam, jak każdego dnia mój mąż i moje dzieci płaczą, żegnając się ze mną. Lekarze powiedzieli, że prawdopodobnie umrę we śnie, więc mąż prawie w ogóle nie spał, tylko czuwał przy moim łóżku. To był bardzo trudny czas. Czułam, że jestem coraz słabsza, ale cały czas gorąco się modliłam. O pomoc prosiłam też Jana Pawła II, który był bardzo bliski mojemu sercu – opowiadała Floribeth podczas spotkania z mieszkańcami całej diecezji krakowskiej, które odbyło się w Sanktuarium św. Jana Pawła II. Jak dodaje, uzdrowienie jeszcze bardziej wzmocniło jej wiarę.

    – To nie jest tak, że wiara przyszła w jednej chwili – zawsze byłam osobą bardzo mocno wierzącą i ufającą Bogu. Tak wychowali mnie moi rodzice, i tak wraz z mężem wychowaliśmy nasze dzieci, a teraz wiarę przekazujemy wnukom. Zawsze też byliśmy czcicielami Bożego miłosierdzia, a spośród wielu świętych i błogosławionych, w szczególny sposób podziwialiśmy Jana Pawła II. Od dnia jego pielgrzymki na Kostarykę wiedzieliśmy, że to jest człowiek święty – mówi.  

    Wspominając historię swego uzdrowienia bardzo mocno podkreśla, że to nie Jan Paweł II przywrócił jej zdrowie, lecz Bóg, za wstawiennictwem papieża z Polski. – To wszystko stało się dlatego, bym mogła głosić Bożą chwałę i wysławiać Jego miłosierdzie, bym mogła nieść świadectwo Jego wielkości na wszystkie krańca świata. Czuję się również wezwana, by szerzyć wszędzie kult Jana Pawła II – tłumaczy Floribeth. Jak dodaje, być w kraju, z którego pochodzi ojciec święty, chodzić po jego śladach – a zwłaszcza w Krakowie i Wadowicach, gdzie „wszystko się zaczęło”, poznawać historię jego życia, to dla niej niesamowite i bardzo ważne przeżycie.

    – Nigdy nie zapomnę miny lekarza, gdy ponownie zjawiłam się w szpitalu, ani jego osłupienia, gdy czytał wyniki badań. A ja wiedziałam, co się stało… Zawsze prosiłam Boga, by zabrał mi lęk, bym mogła mówić innym ludziom o Jego chwale. Miałam też małe marzenie – kiedyś zażartowałam do męża, że chciałabym, aby cały świat dowiedział się o dniu, w którym skończę 50 lat. Bóg spełnił obie prośby w sposób bardzo dosłowny – cały świat dowiedział się wtedy, że jestem kobietą uzdrowioną w cudowny sposób za wstawiennictwem Jana Pawła II – mówi ze wzruszeniem Kostarykanka.

    Podczas wizyty w Centrum św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się!” Floribeth Mora Diaz wraz z mężem uczestniczyła też w Mszy św. i nabożeństwie majowym. Wieczorem modliła się również przy relikwiach św. Jana Pawła II.  We środę Floribeth spotka się z kard. Stanisławem Dziwiszem, a o godz. 18 w księgarni „Matras” na Rynku Głównym będzie podpisywać książkę „Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II”. 27 maja przyjedzie do zakopiańskiego sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach (godz. 18).

    O historii uzdrowienia Floribeth i jej wizycie w Krakowie piszemy więcej w tekście "Mam śpiewać jego chwałę"

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół