• facebook
  • rss
  • Jest na wyciągnięcie ręki

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 20/2014

    dodane 15.05.2014 00:00

    W Niedzielę Miłosierdzia obraz w kaplicy klasztornej w Łagiewnikach został oblany cieczą z brokatem. Wizerunek nie ucierpiał. Siostry odpowiedziały na atak. Cichą modlitwą.

    Tego dnia do sanktuarium Miłosierdzia Bożego przybywają tłumy pielgrzymów. W tym roku w ciągu dwóch dni krakowskie Łagiewniki odwiedziło ok. 200 tys. osób z ponad 30 krajów świata. Jak wspomina s. Elżbieta Siepak, rzecznik prasowy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, Łagiewniki przypominały wieczernik, do którego Jezus wszedł i powiedział: „Pokój wam”. – Ten pokój widać było na twarzach pielgrzymów – opowiada s. Elżbieta. Po południu tę atmosferę zburzył atak na obraz Jezusa Miłosiernego. Ołtarz, łaskami słynący wizerunek oraz grób św. siostry Faustyny zostały oblane cieczą z brokatem. Kobietę, która chciała sprofanować obraz od razu zatrzymano. Od pierwszych chwil było też wiadomo, że płótno nie ucierpiało.

    Kaseton od wszystkiego

    Od maja 2013 roku obraz „Jezu, ufam Tobie” jest chroniony przez specjalny szklany kaseton. – Chroni on płótno nie tylko przed tego typu atakami. Utrzymuje również stałą temperaturę i wilgotność – wyjaśnia s. Elżbieta Siepak. Dzięki temu obrazowi nie szkodzą ani kurz, ani zmiany warunków, związane z wietrzeniem kaplicy czy zmieniającymi się porami roku. Zanim jednak zamontowano kaseton, nad bezpieczeństwem obrazu czuwały siostry oraz służby sanktuarium. – Wcześniej nigdy coś takiego się nie zdarzyło. Wydawało nam się, że Jezus Miłosierny jest tu bezpieczny, że On tutaj przyjmuje wszystkich ludzi, a oni przychodzą, żeby wypowiedzieć trudy swojego życia – mówi s. E. Siepak. Jak dodaje, ważną cechą kaplicy klasztornej w Łagiewnikach jest to, że obraz znajduje się blisko ludzi, jest na wyciągnięcie ręki. – Ludzie mogą spotkać się z Jezusem na bardzo osobistej rozmowie. Siostry dbają o stworzenie ku temu odpowiednich warunków. Dlatego tutaj spełniają się słowa Jana Pawła II, który powiedział, że to miejsce wybrał Bóg, żeby ludzie doświadczali Jego miłującej obecności i Jego łaski – tłumaczy zakonnica. Z tego powodu w kaplicy cudownego obrazu obowiązuje zakaz fotografowania (dodatkowym powodem jest fakt, że kaseton nie chroni płótna przed promieniowaniem UV). Nie ma tam też, poza liturgią, prowadzonych na głos modlitw. – Chodzi nam o to, żeby w tej kaplicy najważniejszy był Jezus – podkreśla s. Elżbieta. Aby pielgrzymi mieli do Niego bliżej, zabezpieczeń nie mają ani ołtarz, ani marmurowa trumienka św. Faustyny, ani też pozłacana rama obrazu. Brokat, którym zostały oblane, przykleił się do pozłacanych elementów, a jego usunięcie było niemożliwe bez naruszania złoceń. Cały ołtarz będzie wymagał renowacji i odpowiedniej konserwacji. Konieczna będzie także konsultacja specjalistów z Niemiec, którzy montowali kaseton chroniący obraz. – Początkowo wydawało się nam, że pozbieramy tę ciecz, posprzątamy kaplicę i zniszczenia nie będą wielkie – przyznaje s. Elżbieta Siepak. Dlatego siostry zrezygnowały ze śledztwa w tej sprawie. Kobiecie, która oblała obraz Jezusa Miłosiernego, postawiono prokuratorskie zarzuty złośliwego przeszkadzania w uroczystościach religijnych, publicznego znieważenia przedmiotów czci religijnej i obrazy uczuć religijnych.

    Walka duchowa

    – Z perspektywy osób, które żyją w tym miejscu tajemnicą miłosierdzia Bożego, takie wydarzenia ukazują niewidzialną walkę, jaka toczy się o duszę człowieka. Mamy takie doświadczenie, że gdy bardzo rozlewa się łaska, kiedy ludzie doświadczają wielkiego miłosierdzia Boga, wtedy również zły duch daje o sobie znać – mówi s. E. Siepak. Dodaje, że dla sióstr mieszkających w łagiewnickim klasztorze tajemnica istnienia i działania złego ducha nie jest abstrakcją. Co jednak ważniejsze, abstrakcją nie jest dla nich i dla wielu pielgrzymów przybywających do sanktuarium także doświadczenie łaski. – Tego jest zdecydowanie więcej! Nawet nie ma porównania – zapewnia. Świadczą o tym chociażby wota, na które kaplica okazała się już za mała. Każdego roku do sanktuarium nadchodzi kilkanaście tysięcy podziękowań, nie licząc tych, które pielgrzymi wpisują do zeszytu wystawionego w kruchcie. – Jeszcze więcej pozostaje nigdzie niezapisanych, wypowiedzianych tylko w sercu. Tutaj naprawdę ludzie doświadczają miłosiernej miłości Boga, odzyskują siły, pokój i równowagę ducha – zapewnia s. E. Siepak. Było to widać również w spontanicznej reakcji pielgrzymów na profanację obrazu. Pierwszą odpowiedzią sióstr i zgromadzonych w kaplicy wiernych była modlitwa. Przybrała ona na sile, gdy w mediach pojawiła się informacja o próbie zniszczenia obrazu. – Było dużo telefonów, pytano, kiedy będą w klasztorze organizowane nabożeństwa wynagradzające. Ludzie mówili, że chcieliby przybyć, aby włączyć się w tę modlitwę – wspomina s. E. Siepak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół