• facebook
  • rss
  • By każdy wziął tę oazę...

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 24/2014

    dodane 12.06.2014 00:00

    – Nie chodzi o bigos ani o przeglądnie starych, pożółkłych zdjęć, ale o doświadczenie rzeczywistej wspólnoty Kościoła. Nie bądźmy w niej aktorami, nie grajmy – mówi oazowicz bp Grzegorz Ryś.

    Oazowicze z naszej archidiecezji, którzy przed laty należeli do Ruchu Światło–Życie, spotykają się nie od dziś. – Na początku to było bardzo trudne. Wiadomo, jakie były czasy, nie dysponowaliśmy żadnymi listami. Miałam jedynie w domu dwa zeszyty z rekolekcji z adresami. I zaczęliśmy szukać w parafiach, po sołtysach wsi – śmieje się pani Ania. Udało się. Dzisiaj grupa liczy sporo osób, które spotykają się w krakowskich parafiach kilka razy w roku.

    Powrót do matki

    – Staramy się również wyjeżdżać na weekendy. Już teraz organizujemy wyprawę na Bachledówkę, która odbędzie się w drugi weekend września. Zapraszamy wszystkich dawnych oazowiczów, których jeszcze nie ma wśród nas! – zachęca pani Ania. Do oazy należy razem z dwiema siostrami. – Oaza daje pewne hamulce w życiu rodzinnym, zawodowym. Dla nas to był niesamowity czas. Wspólne rozmowy, wyjazdy. Patrzyliśmy na siebie i świat z Bożej perspektywy – zaznacza Elżbieta Waradzyn (z domu Skowronek). Oazowiczka jest dzisiaj znanym lekarzem pediatrą na Podhalu. – To miejsce jest jak serce matki, do którego niektórzy dzisiaj przybywają po latach już ze swoimi rodzinami. Myślę, że to spotkanie uświadamia nam, jak mocno oazę nosimy w sobie, o czym mówił kard. Karol Wojtyła w czasie pamiętnego dnia skupienia na niedalekim Błyszczu koło Tylmanowej – podkreśla ks. Mariusz Susek, moderator diecezjalny służby liturgicznej i Ruchu Światło–Życie Archidiecezji Krakowskiej. To on z inicjatywy bp. Rysia zorganizował spotkanie na Kopiej Górce, w którym wzięło udział 150 oazowiczów. – Nie boję się o przyszłość Ruchu Światło–Życie. Wśród tylu pseudoatrakcji młody człowiek będzie zawsze szukał dla siebie tej pustyni duchowej, gdzie pozna swoje wnętrze, odnajdzie przyjaciół, podąży autentyczną drogą Ewangelii – dodaje ks. Susek.

    Przyjaźnie trwają do dziś

    Kiedy pytamy oazowiczów, co najbardziej zapamiętali z rekolekcji, zgodnie odpowiadają, że niezwykłą atmosferę i wzajemną życzliwość. – Mogliśmy poznać nową formę kontaktu z Panem Bogiem, ale jednocześnie zawiązaliśmy tu prawdziwe przyjaźnie, które trwają do dzisiaj – mówi Elżbieta Łabuzek z Nowego Targu. Podkreśla, że oazowicze wspierają się nawzajem, kiedy komuś potrzebna jest pomoc. – Nasza koleżanka prowadzi rodzinny dom dziecka. Wystarczy, że się skrzykniemy i szybko jesteśmy do jej dyspozycji – zaznacza. Żartów nie szczędził dawny oazowicz, obecnie biskup, Grzegorz Ryś, który do Krościenka na spotkanie po latach przyjechał z wielką radością. Wspólnie z innymi kapłanami związanymi z Ruchem Światło–Życie odprawił Mszę św. przy grobie sł. Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. – To nie jest spotkanie sentymentalne, gdzie będziemy wspominać, jak to było dawniej, oglądać stare zdjęcia. Doświadczymy wspólnoty Kościoła. Chodzi o to, aby ona była rzeczywista. Proszę was, abyście w tej wspólnocie nie byli aktorami, abyście niczego nie odgrywali – mówił bp Ryś. W czasie liturgii udzielił sakramentu bierzmowania 7 dorosłym osobom, które przygotowywały się do jego przyjęcia na Seminarium Odnowy Wiary w krakowskich parafiach. Na zakończenie spotkania oazowicze spotkali się na agapie (był nawet sławny bigos) oraz na godzinie świadectw na Kopiej Górce. Pierwotnie miał to być Błyszcz, ale pogoda pokrzyżowała nieco plany organizatorów. Każdy uczestnik dostał pamiątkowy emblemat z wizerunkami ks. Franciszka Blachnickiego i kard. Karola Wojtyły oraz fragmentem wystąpienia ówczesnego metropolity do młodzieży oazowej, które wygłosił 16 sierpnia 1972 r. w kościele w Tylmanowej. „Jesteście tutaj na oazie. Trzeba, ażeby każdy wziął tę oazę w siebie i żeby stał się taką oazą, i żeby tymi oazami zagęścić jak najbardziej pustynię” – mówił wówczas kard. Wojtyła.

    Zdrowy i mocny kręgosłup

    Elżbieta Waradzyn (z domu Skowronek), lekarz pediatra

    – Do oazy należałam razem z moimi siostrami, które teraz, zwłaszcza Ania, tak bardzo angażują się w organizację spotkań dawnych oazowiczów, nie tylko tutaj, na Kopiej Górce, ale cyklicznie w krakowskich parafiach. Co mi dał Ruch Światło–Życie? Na pewno zdrowy i mocny kręgosłup w podejmowaniu różnych wyzwań, dawaniu świadectwa wiary. Oczywiście nie jest to łatwe, trzeba stale go umacniać przez modlitwę, podejmowanie różnych inicjatyw. O oazie rozmawiamy z naszymi dziećmi, wiedzą, czym ona jest. Młodzi ludzie mają bardzo szeroką ofertę spędzania wolnego czasu, ale od rodziców zależy, czy wskażą im właściwą drogę – drogę Ewangelii. Do Krościenka wracam zawsze z wielką radością. Tak się moje życie potoczyło, że właśnie stąd pochodzi mój mąż, także oazowicz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół