• facebook
  • rss
  • Remont przed zimą

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    – Gdyby nas wtedy nad Wisłą nie było, to pewnie ktoś inny też pomógłby temu mężczyźnie – mówi skromnie Ania, która niedawno uratowała tonącego w rzece człowieka.

    Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w upalny letni wieczór, gdy Ania i jej chłopak spacerowali Bulwarami Wiślanymi.

    Nie zrobiłam nic wielkiego

    – Nagle zobaczyliśmy, że na wodzie unosi się coś dziwnego, co z daleka przypominało głowę. To był starszy mężczyzna, który wołał, by mu pomóc. Był przerażony. Utrzymywał się na powierzchni, ale mówił, że nie da rady podpłynąć. Brzegiem Wisły spacerowało i jeździło na rowerach bardzo wiele osób, ale większość nie zauważała, co się dzieje. Oprócz nas zatrzymało się jeszcze tylko pewne małżeństwo – opowiada dziewczyna. Gdy wspólnie zastanawiali się, co zrobić, Ania wymyśliła, że przydać się mogą linki holownicze.

    – Razem z tym panem pobiegłam na most zatrzymywać auta, a nad brzegiem zostali jego żona i mój chłopak. Tylko dwóch kierowców zareagowało na nasze prośby. Udało nam się jeszcze zdobyć zaczepioną na kijku siatkę do łowienia ryb. W ten sposób wyłowiliśmy mężczyznę z wody – wspomina Ania. Dopiero wtedy przypłynął wodny patrol policji i przyjechała karetka pogotowia. – Mężczyzna był w szoku. Nie wiedział, jak się nazywa ani jak się znalazł w wodzie. Choć raczej nie przypadkiem, bo był w samej tylko bieliźnie, a swoje rzeczy zostawił na brzegu. Cieszę się, że udało się mu pomóc, ale przecież nie zrobiliśmy nic wielkiego, to było coś oczywistego – dodaje dziewczyna, na co dzień studentka III roku filologii polskiej. Jej siostra Agnieszka zaczyna właśnie naukę w I klasie liceum. Od 7 lat dziewczyny wychowują się i mieszkają z babcią, która stworzyła im ciepłą i pełną miłości rodzinę zastępczą. Rodzice, ze względu na problem z alkoholem, nie byli w stanie opiekować się córkami. Choć pani Janina robi, co może, by wszystko wnuczkom zapewnić, to z emerytury (1900 zł) i pieniędzy, które co miesiąc rodzinie zastępczej przekazuje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (1320 zł), nie jest łatwo się utrzymać. By wspomóc babcię, Ania nocami pracuje w piekarni, lecz w roku akademickim ciężko jest jej pogodzić naukę z takim zajęciem. O większych inwestycjach w domu nie ma jednak mowy. A te są sprawą bardzo pilną, bo bez remontu mieszkania zima może być bardzo dotkliwa.

    Radzimy sobie, jak umiemy

    Przechodząc obok starych krakowskich kamienic, nikt nie zastanawia się, w jakich warunkach żyją ich lokatorzy. A rzeczywistość czasem zaskakuje. – Pewnie trudno to sobie wyobrazić, ale dawniej toaleta była na zewnątrz kamienicy. Teraz malutką łazienkę mam w mieszkaniu – opowiada pani Janina. Mieszkanie ma 24 mkw. Oprócz łazienki jest jeszcze niewielka kuchnia (która jednocześnie jest spiżarką i pokojem dziennym) i pokój-sypialnia, w którym mieści się tylko jedno łóżko. Ania dzieli je z babcią, a Agnieszka śpi na materacu, na drewnianej antresoli podwieszonej pod sufitem. Wchodzi do niej po drabinie. – Mam 75 lat, a mieszkam tu od 50. Mąż zmarł 3 lata temu, moje zdrowie też poupada. Mam problemy z poruszaniem się – jestem po operacji stawu kolanowego, drugie kolano i stawy biodrowe też się psują. Bieżące rachunki pochłaniają ogromną sumę pieniędzy (rachunek za sam tylko prąd w sezonie grzewczym wyniósł aż 3 tys. zł) i sama remontowi nie podołam – mówi babcia Ani i Agnieszki.

    Najważniejszą sprawą jest wymiana okien, które mają już wiele lat i w zimie wiatr i mróz mocno dają się we znaki. – Mieszkanie ogrzewamy piecem elektrycznym i małymi grzejnikami, bo w starej kamienicy ogrzewanie gazowe nie wchodzi w grę – nie ma tu odpowiedniej wentylacji – wyjaśnia. Koniecznie trzeba też wymalować ściany, wymienić podłogi, sypiące się meble i kuchenkę gazową, która jest w złym stanie. – Radzimy sobie, jak umiemy i nie narzekamy. Najważniejsze, że dziewczyny nie chorują, dlatego staram się, by dobrze i zdrowo jadły, bo lepiej wydawać pieniądze na warzywa i owoce niż na drogie lekarstwa. Z początkiem jesieni trzeba też będzie znaleźć pieniądze na podręczniki i książki – dodaje pani Janina. – Babcia dziewczynek, pomimo wielu chorób, ma w sobie mnóstwo dobrej energii i bardzo wspiera wnuczki. Serdeczność i miłość, które tu panują, sprawiają, że jest to ciepły dom, do którego chętnie się przychodzi (choć dziewczyny nie lubią zapraszać znajomych, bo trochę wstydzą się warunków, w jakich mieszkają). Z kolei Ania i Agnieszka, choć sporo już w swoim życiu przeszły, nie zrażają się przeciwnościami losu, ale starają się zmienić swoje życie na lepsze. Są subtelne, delikatne, niezwykle skromne, chętnie też pomagają innym – opowiada Kinga Borowiecka, koordynator pieczy zastępczej MOPS, która opiekuje się rodziną. – Wśród naszych podopiecznych są naprawdę wspaniałe rodziny, które potrzebują wsparcia. Same niechętnie mówią o swojej sytuacji, choć mogłoby to rozwiązać ich problemy. Dlatego to my staramy się być ich rzecznikami. Prosimy o pomoc dla rodziny pani Janiny. Na pewno się ona nie zmarnuje. Może – za pośrednictwem mediów – znajdą się osoby lub firmy, które zechcą kupić panele, farby, okna...? – dodaje Marta Chechelska-Dziepak, rzecznik krakowskiego MOPS.

    Imiona bohaterek zostały zmienione. Osoby lub firmy, które chciałyby pomóc rodzinie, prosimy o kontakt z redakcją „Gościa Krakowskiego” (tel. 12/ 421 49 83) lub z Martą Chechelską-Dziepak (tel. 12/ 616 53 53).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół