• facebook
  • rss
  • Odpowiedź krakowskiego księdza

    Ks. Ireneusz Okarmus

    dodane 02.10.2014 15:58

    List otwarty do Marcina Wójcika, autora tekstu „Intymny dziennik kleryka”.

    Panie Redaktorze Marcinie,

    Przeczytałem Pana tekst zamieszczony w „Dużym Formacie”. Od razu chcę wyjaśnić, że zrobiłem to tylko dlatego, że ktoś mi go podsunął z zapytaniem, ile w tym tekście jest prawdy.

    Właściwie takich „dzieł” nie trzeba czytać, bo należą one do tego „gatunku” dziennikarskiego, który ma niewiele wspólnego z opisywaną rzeczywistością, a treść służy tylko potwierdzeniu tezy zleconej przez kogoś lub postawionej przez autora zanim zaczął zbierać materiały dziennikarskie. Taka „twórczość” jest często wytworem wyobraźni, przyprawionej co najwyżej szczyptą prawdy.

    Z Pana tekstu płynie przesłanie, mniej lub bardziej zawoalowane, że klerycy krakowskiego seminarium duchownego to homoseksualiści, pijacy, donosiciele, złodzieje, intelektualne miernoty, idące do kapłaństwa tylko po to, aby ułożyć sobie życie. A przełożeni to półgłówki o mentalności twórców wojskowej fali.

    O jakim seminarium Pan pisze? Na pewno nie o obecnym. Pana dwaj rozmówcy (fikcyjni?), będący bohaterami „dziennika intymnego” mówią o swoich przełożonych, że mianował ich kard. Macharski. Takich w krakowskim seminarium już nie ma.

    Poza tym, Dawid i Konrad (imiona zmienione) byli ponoć w seminarium w czasach pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Której? Nie wiadomo. To oznacza, że dla Pana nie istnieją jakieś ramy czasowe, w których można umieścić opisywane negatywne zjawiska w szeregach przyszłych duchownych. Z tego wnioskuję, że w tym tekście nie chodzi o prawdę.

    Przesłanie „dziennika intymnego”, jakie ma dotrzeć do ludzi jest takie, że w seminariach było, jest i będzie źle. A klerycy, czyli kandydaci do kapłaństwa, od samego początku są poddawani praniu mózgu. To dlatego uważam, że mam prawo do napisania tego listu otwartego, gdyż ja też byłem klerykiem krakowskiego seminarium w czasach, gdy Jan Paweł II przyjeżdżał do Polski. I chcę z całą mocą podkreślić, że bardzo się Pan myli w swej ocenie.

    Pana tekst jest jak pisanie o ciemnej stronie księżyca, z jednoczesnym pomijaniem drugiej strony. Zaręczam, że na każdym roczniku bez trudu można znaleźć wielu kleryków, a nie tylko pojedyncze jednostki, którzy są wysokich lotów intelektualnych, nie mają skłonności homoseksualnych, są rozmodleni i zakochani w Panu Bogu, pragną Mu służyć i jego Ludowi. A oprócz tego są dojrzali emocjonalnie, panujący nad sobą, odróżniający miłość od seksu i pożądania. Ale czy interesuje Pana taki obraz seminarium? Gdyby Pan szukał prawdy, i chciał ją opisywać w dziennikarskiej pracy, to powinien Pan napisać za tydzień drugi tekst o klerykach, którzy na wzór papieża Jana XXIII pisali „dziennik duszy”, z którego bije czystość serca, umiłowanie Boga i pragnienie świętości, teraz zaś są duchownymi najwyższych lotów. Jednak nie czarujmy się, Duży Format tego nie kupi, prawda?

    Cały problem, Panie Marcinie, leży w tym, że Pana spojrzenie na seminarium jest jednostronne, i nie waham się stwierdzić zionące niechęcią do duchowieństwa. Wiem, że w obronie własnej będzie Pan argumentował, że nie mam prawa tak Pana oceniać, jednak ocena moja wynika z analizy pańskiego tekstu. Ileż w nim ukrytego jadu pod adresem biskupów, którzy rzekomo są chamscy i rozwiąźli; ileż kontestacji instytucji seminarium i metod formacji przyszłych duchownych. Na koniec nasuwa mi się jedno pytanie: komu i czemu służą takie publikacje?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Stanisław_Miłosz
      03.10.2014 12:05

      1. "Red. Marcin" nie opublikował swojego "utworu" na swoim prywatnym blogu, nie opublkował też na dzierżawionych do swobodnego użytku od Agory szpaltach WO. To red. WO zamówiła tę "beletrystykę" i zdecydowała o publikacji.

      Zresztą nawet dla tzw. artykułów sponsorowanych (najczęściej reklam jakiś cudowynych produktów, ale bywa politycznych i innych) redakcje stawiają jakieś warunki co do ich treści. Zatem to nie "red. Marcin" powinien być adrestam tego listu, lecz redakcja WO.

       

      2. Po co ta koleżeńskość w tytułowaniu. Kolega jakiś, czy co?

       

      3. Po co to pytanie: "komu i czemu służą takie publikacje?" Przecież wiadomo komu i czemu.

       

      4. Po co zachęta do dalszej polemiki? Z GW się nie polemizuje, GW się spłukuje. Dla pewności - ze trzy razy.

       

       

      A tak skoro już zeszliśmy na GW klimaty-tematy, to szambo wybiło:

      http://wpolityce.pl/media/216378-przypadek-dunin-i-karpowicza-kto-z-kim-spi-czyli-przez-lozko-na-szczyty-literackiej-kariery
       

       

      doceń 10
    • MariaW
      03.10.2014 13:55
      Jest to naprawdę wstyd dla nas wiernych, że nikt nie broni kapłanów przy takim nasileniu skierowanej przeciwko nim agresji i oszczerstw niewielkiej liczby nienawistnych osób i muszą bronić się sami. Kapłani są już nawet obrażani, kiedy idą ulicą.
      Obudźmy się i nareszcie podziękujmy Bogu za powołanie, trud i posługę kapłanów.
      doceń 12
    • Jan76
      03.10.2014 18:18
      Wystarczy wejść na forum GW czy "Wprost" i już wiadomo, że to grochem o ściane.
    • Pitagoras
      08.10.2014 12:34
      Przeczytalem tekst"Intymny dziennik kleryka". No coz, opisane wydarzenia moga byc prawdziwe. Tacy ksieza jacy ludzie. Znalem wielu ksiezy, mialem z nimi nawet bliskie kontakty (nieseksualne oczywiscie). Widzialem podpitych ksiezy, widzialem ksiezy, ktorzy bili dzieci albo flirtowali z kobietami. Mialem tez do czynienia z ksiezmi, we ktorych widzialem, ze to ludzie swieci. Od nich bilo az bozym blaskiem. Spotkalem jednak jednego ksiedza, ktory jawnie na mszy podczas kazania powiedzial: "Jestem grzesznikiem tak jak wy".
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół