• facebook
  • rss
  • Otwarte drzwi i serca

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 01/2015

    dodane 01.01.2015 00:00

    Światowe Dni Młodzieży. Opinie wielu uczestników poprzednich ŚDM są zgodne – nie ma lepszego zakwaterowania niż kawałek podłogi u miejscowej rodziny.

    Dlatego komitet organizacyjny stara się, by jak najwięcej osób, które przyjadą do Krakowa na ŚDM, znalazło noclegi w prywatnych domach i mieszkaniach. Zaczęło się od badania socjologicznego (dla oszacowania ile osób może liczyć na nocleg w samym centrum miasta), teraz rozdawane są specjalne deklaracje (więcej w ramce). Powstaną też plany i bazy danych, ale tak naprawdę najważniejsze pozostanie spotkanie człowieka z człowiekiem. – To była miłość od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna może się zakochać w chłopaku, chłopak w dziewczynie, a może też kobieta w kobiecie – i to dwa razy starszej od siebie – wspomina swoje pierwsze spotkanie z Janete Aleksandra Szymczak.

    Brazylijska mama

    W Rio de Janeiro Ola spędziła prawie rok jako wolontariusz długoterminowy przy poprzednich Światowych Dniach Młodzieży.

    Zajmowała się tłumaczeniami, potem pracowała w sekcji komunikacji komitetu organizacyjnego (tym zajmuje się także teraz, przygotowując krakowskie ŚDM). – Wchodzę tam z moimi wszystkimi tobołami, otwierają się drzwi, a ja mam wrażenie, że widzę przed sobą moją własną mamę – tylko z ciemną karnacją. Widzę kobietę i czuję, że ją kocham – opowiada. Chwilę później usiadły w kuchni i zaczęły rozmawiać. O wszystkim. Zapominając o dzielących je różnicach wieku czy języka. – Tak jakbym była jej córką, która właśnie wróciła z wycieczki. Kompletnie bez żadnego stresu spowodowanego tym, że się nie znamy ani tym, że jeszcze kaleczyłam portugalski, ani żadnymi dzielącymi nas różnicami – opowiada Ola.

    Tak miało być

    – Cały wyjazd był ogromnym zawierzeniem Bogu i – co ciekawe – pierwszym w moim życiu. Byłam wierząca, ale nie do końca świadomie. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale przed tym wyjazdem powiedziałam Bogu, że Mu się kompletnie oddaję. W odpowiedzi On od razu zorganizował mi bilet, bo nie było mnie na niego stać. Gdy tylko to powiedziałam, dostałam na maila ofertę przelotu trzy razy tańszą niż zwykle – wspomina Ola. Miesiąc przed wizytą u Janete, gdy przyjechała do Rio i zgłosiła się do komitetu organizacyjnego na „okres próbny”, pierwsze wrażenie nie było tak pozytywne. – Pracowaliśmy w budynku kurii, paskudnym, starym, dziesięciopiętrowym wieżowcu. Kilkadziesiąt osób przekrzykiwało się w jednym pomieszczeniu i nie wyglądało, jakby docierał tam „pierwiastek boski” – wspomina. Co chwilę wysiadała klimatyzacja i raz panował upał nie do zniesienia, a za chwilę trzeba było szukać zimowej kurtki, by jakoś wytrzymać. Na dodatek już podczas oprowadzania po biurze dowiedziała się, że codziennie w południe w kaplicy na drugim piętrze jest Msza św.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół