• facebook
  • rss
  • Największy dar od Boga

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 07/2015

    dodane 12.02.2015 00:00

    Jeśli każdy dzień przeżywamy z Bogiem i dostrzegamy Go w każdym człowieku, to wszystkie sprawy dzieją się z automatu – tak, jak trzeba – przekonuje Włodzimierz Walerowski.

    Wie, co mówi, bo razem z żoną Barbarą, z którą świętują właśnie 35. rocznicę ślubu, założyli przed laty, że w ich życiu Pan Bóg zawsze będzie na pierwszym miejscu. – I tego się trzymamy. Na drugim miejscu jesteśmy my, jako małżeństwo, potem nasze dzieci i ludzie, którzy nas otaczają i którym służymy, jak tylko umiemy. I to działa, bo budować trzeba zawsze na solidnym fundamencie, a nie zaczynać od dachu domu – zapewniają. Za tę służbę „pełną serca, ciepła, życzliwości i oddania bliźniemu” (jak pisali ci, którzy na niego głosowali) pan Włodzimierz został wyróżniony tytułem Miłosiernego Samarytanina Roku 2013 w kategorii „osób niezwiązanych ze służbą zdrowia ani z żadną organizacją charytatywną”.

    Za głosem serca

    – Bardzo byłem zaskoczony tą nagrodą. Nie szukam uznania u ludzi, bo to dla mnie krępujące. Początkowo nawet zastanawiałem się, czy iść na galę – przecież tyle jest osób bardziej zasłużonych ode mnie. A ja cóż robię wielkiego? – pyta skromnie pan Włodzimierz. – Zrozumiałem jednak, że trzeba przyjąć wolę Boga także i w tej sprawie. Zobaczyłem, że zostałem dostrzeżony przez ludzi, którzy na mnie zagłosowali, ale też wskazany przez samego Boga, bo to On wszystkie karty rozdaje – zauważa. Do pójścia przekonał go też ks. Lucjan Szczepaniak SCJ, kapelan Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Bo choć pan Włodzimierz lekarzem nie jest ani chorymi dziećmi w żaden sposób się nie opiekuje, od wielu lat pracuje w szpitalu w dziale technicznym. – To dusza człowiek. Reaguje, widząc każdą potrzebującą pomocy osobę – mówią zgodnie medycy i wszyscy, którzy go tam znają. W tej szpitalnej rzeczywistości każdego dnia spotyka rodziny chorych dzieci, widzi ich dramaty i ogrom cierpienia. Jest bardzo dyskretny. Patrzy, obserwuje i idzie za głosem serca, czyli za Bożą podpowiedzią. – Część z tych rodziców przy dziecku spędza całe dnie, noce, tygodnie. Nie zawsze mają się gdzie przespać, więc przytulamy ich i użyczamy własnego mieszkania, które dawno opustoszało, bo czworo dzieci poszło już na swoje. Mamy też kilka zaprzyjaźnionych rodzin, które również goszczą tych naszych rodziców – opowiada jego żona. W szpitalu działa również grupa adoracyjna Najświętszego Sakramentu. – Należę do niej, a Pan Jezus w szpitalnej kaplicy jest wystawiony przez całą dobę. To wielka pociecha dla rodziców, a ja podczas adoracji powierzam Panu wszystkie ich sprawy – mówi pan Włodzimierz.

    Sam na sam z Jezusem

    – Pana Jezusa mąż bardzo kocha. Wiem o tym, dlatego ucieszyłam się, gdy proboszcz parafii Najświętszej Rodziny w Bieżanowie Nowym, w której mieszkamy, zapytał, czy zgodzę się, by Włodziu został nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej. Powiedziałam, że to będzie wielka łaska, radość i zaszczyt dla niego! – wspomina pani Basia. Jej mąż szafarzem został w 2008 r. – Odczytuję to jako najpiękniejszy plan, jaki Bóg miał wobec mnie, i największy dar, jaki od Niego dostałem. Żonę dał mi wspaniałą, ale móc brać Go w dłonie, rozmawiać z Nim sam na sam, przytulać się do Jego serca i dawać Go tym, którzy tak bardzo na odwiedziny Boga czekają – to jest coś niezwykłego – mówi. W parafii Najświętszej Rodziny szafarzy jest pięciu. Chorych odwiedzają w każdą niedzielę, święta, pierwsze piątki, soboty i na życzenie. – Wiele z tych osób to ludzie starsi, samotni. Kiedyś codziennie chodzili do kościoła. Spotkanie z Chrystusem, którego im niesiemy, to dla nich wielka radość. W służbie szafarzy widzę wielkie dzieło miłosierdzia, dlatego odbierając wyróżnienie, dedykowałem je też wszystkim moim braciom szafarzom – opowiada pan Włodzimierz. – Czasem troszkę zazdroszczę mężowi tego obcowania z Panem Bogiem, jednak wiem, że do takiej funkcji bym się nie nadawała. Ale każdego dnia podczas Eucharystii przyjmujemy Jezusa do serca, więc oboje jesteśmy „chodzącym tabernakulum” – uśmiecha się pani Basia. Jak dodaje, idealną rodziną wcale nie są, bo jak w każdej, tak i w ich problemy są. Dlatego sami nic by nie mogli, ale „wszystko mogą w Tym, który ich umacnia”. I idą ku Dobru. – Czasem myślę nad tym, gdzie kończy się czyn dobry, a zaczyna miłosierny. Dobry koncentruje się na „tu i teraz”. Miłosierny sięga dalej, widzi świat wieczny. By zaistniał, potrzebny jest dotyk Boga – przekonuje pan Włodzimierz.

    Zagłosujmy!

    W ub. roku tytułem Miłosiernego Samarytanina nagrodzonych zostało 12 osób. Kto wyróżnienie odbierze w tym roku? Plebiscyt na Miłosiernego Samarytanina Roku 2014, organizowany przez Wolontariat św. Eliasza, trwa do 1 marca. Jak zawsze podzielony jest na dwie kategorie. Pierwsza dotyczy pracowników służby zdrowia, dla których „pomoc cierpiącym jest powołaniem, a nie tylko wypełnianiem obowiązków i pracą zarobkową”. Druga promuje ludzi niezwiązanych z żadną organizacją charytatywną, dla których „motywem do czynienia miłosierdzia wobec potrzebujących jest przykazanie miłości”. Głosować można listownie (pisząc pod adres: Wolontariat św. Eliasza, ul. por. Wąchały 5, 30-608 Kraków), telefonicznie (dzwoniąc pod numer: 12/ 263 61 56 lub 885 512 500), poprzez e-mail (biuro@eliasz.org oraz koordynator@eliasz.org.pl) lub wysyłając wypełniony formularz poprzez stronę www.eliasz.org.pl. Głosując, należy podać imię i nazwisko oraz adres lub numer telefonu osoby, którą chcemy wyróżnić, a także uzasadnić swój wybór. Gala Samarytan odbędzie się w auli św. Jana Pawła II w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Plebiscytowi, jak co roku, patronuje „Gość Krakowski”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół