• facebook
  • rss
  • Tęsknota za Komunią

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    – Najpiękniejszy owoc tego duszpasterstwa będzie wtedy, gdy wszyscy spotkamy się w niebie – mówi ks. Jan Abrahamowicz.

    Duszpasterstwo tworzą osoby o pogłębionym życiu religijnym. Takie, którym w pewnym momencie brakło Pana Boga, bo decyzja o związku niesakramentalnym oddaliła ich od Niego. A teraz znów Go szukają – opowiada ks. Jan. 15 lat temu ks. Abrahamowicz zaproponował osobom w niesakramentalnych związkach małżeńskich rekolekcje w parafii Świętego Krzyża, gdzie był wtedy proboszczem.

    – Zastanawiałem się, jak przybliżyć Boga tym, którzy czekają na łaskę spotkania z Nim. Po nagłośnieniu rekolekcji w mediach przyszło na nie ok. 400 osób – wspomina. Wiele z nich zapytało, co dalej, czy będą regularne spotkania. Inicjatywa była więc oddolna. Albo raczej odgórna, bo to Bóg zaprasza do duszpasterstwa, które wtedy powstało, i upomina się o człowieka. Spotkania odbywające się zazwyczaj w 3. piątki miesiąca (związane z tajemnicą miłosierdzia Bożego) próbę czasu przetrwały, choć w 2010 r. duszpasterstwo przeniosło się wraz z ks. Janem z serca Krakowa do parafii... Miłosierdzia Bożego na nowohuckich Wzgórzach Krzesławickich. Dla osób z duszpasterstwa odległość nie ma jednak znaczenia – przyjeżdżają nawet ze Skawiny, Nowego Targu, Chrzanowa, Bochni (diecezja tarnowska). Najmłodsi małżonkowie mają 35 lat, najstarsi – ponad 80.

    – Modlitewne spotkania to nie wszystko. Moim zadaniem, jako kapłana, jest poznanie ludzi należących do grupy, zrozumienie ich problemów i bycie z nimi. Jan Paweł II w encyklice „Familiaris consortio” nakazał wręcz, by osoby pozostające w związkach niesakramentalnych otoczyć opieką duszpasterską, bo choć w ich życiu jest sytuacja nieprawidłowa, to nie mogą być pozostawione same sobie. Wspólnie mamy iść w kierunku, który mógłby im przywrócić życie sakramentalne. Nie zawsze jest to jednak możliwe, dlatego to nie jest główny cel, ale ważny element na drodze ich duchowego rozwoju – zauważa ks. Jan.

    Przez wszystkie lata przez duszpasterstwo przeszło ok. 150 osób (obecnie na liście jest ich ok. 80). Niektóre uzyskały orzeczenie o nieważności sakramentalnego małżeństwa i mogły zawrzeć ślub kościelny. Inne dojrzały do złożenia przysięgi życia w tzw. białym małżeństwie. Są też osoby, które w duszpasterstwie trwają od samego początku. – W związku niesakramentalnym jestem już 30 lat. Żona zostawiła mojego męża, później się spotkaliśmy i pokochaliśmy. Od Kościoła nigdy nie odeszliśmy, bo potrzeba bliskości Boga, mimo wszystko, zawsze była w nas bardzo mocna. Naszą dorosłą już córkę wychowaliśmy jak najbliżej Chrystusa. Sytuacje, gdy razem z nią nie mogliśmy przystępować do Komunii, były straszne – dla niej i dla nas – opowiada, nie kryjąc łez, Magdalena. Z tego względu byłaby gotowa na decyzję o białym małżeństwie. – Mąż jednak tego nie chce. Szanuję to i rozumiem, i dlatego wiele ciężkich sytuacji łatwiej jest mi przejść dzięki duszpasterstwu – mówi. Brak możliwości przystępowania do Komunii wciąż ją boli, ale nie ma w niej ani grama pretensji o ten fakt. – Rozumiem swoją sytuację i to, że to był mój wybór. A ze spotkania z Bogiem i kapłanem w konfesjonale korzystam, bo to oczyszcza z innych grzechów, choć rozgrzeszenia dostać nie mogę. Mam jednak wrażenie, że Bóg mnie nie opuścił, ale jest przy mnie – wyznaje. – We mnie natomiast trochę buntu jest, ale słucham ks. Jana i wiem, że to on tu ma rację i chce naszego dobra. To dzięki duszpasterstwu odnalazłem miejsce, w którym dostaję jasno wytłumaczoną Ewangelię i ugruntowaną wiarę w Boga, której bardzo potrzebuję – mówi z kolei Stanisław. Białego małżeństwa nie chce, bo nie wyobraża sobie, że przystępuje do Komunii w parafii, w której spotyka kogoś znajomego. To mogłoby rodzić plotki, a trudno tłumaczyć się każdemu. – Decyzja o białym małżeństwie musi być wspólna, a często jedna strona jest już gotowa, a druga jeszcze nie. Tęsknota za życiem sakramentalnym jest jednak w ludziach mocna, dlatego takie postanowienie tli się w nich, aż w końcu zapłonie. Decyzja musi być też trwała, potwierdzona czasem próby, który trwa minimum rok – tłumaczy ks. Jan. Białe małżeństwo dotyczy osób, które rozstać się nie mogą – ze względu na wspólne dzieci, chorobę, wiek. – Takie postanowienie w formule, którą proponujemy, mocno akcentuje chęć powrotu – mimo wspólnego zamieszkania – do wierności Bogu i sakramentalnemu małżonkowi, choć zejście się z nim nie jest możliwe. Trzeba więc interesować się losem żony (męża) oraz dzieci, bo być może ktoś jest chory albo nie radzi sobie w życiu – podkreśla ks. Jan. Lucynę do decyzji o białym małżeństwie doprowadziło kilka spraw. Z sakramentalnym mężem rozstała się, gdy zaszła w ciążę – nie chciał dziecka i mówił, by je usunęła. Urodziła, a kilka lat później poznała drugiego męża, z którym była 30 lat. – Przełomem była pielgrzymka do Rzymu i indywidualna audiencja u Jana Pawła II. Potem trafiłam do duszpasterstwa, a gdy oglądałam „Pasję”, w momencie biczowania zobaczyłam siebie, że to ja zadaję ból Jezusowi. Wiedziałam, że coś musi się zmienić w moim życiu. Cywilny mąż początkowo godził się na abstynencję seksualną, ale po dwóch latach zaproponował rozwód. Zgodziłam się, dzieci były już dorosłe. Dziś jestem sama i każdego dnia staram się zbliżać do Boga. Także poprzez bycie w neokatechumenacie – opowiada. – Doświadczenie pokazuje, że w Kościele wciąż mała jest świadomość potrzeb tzw. niesakramentalnych. A oni, oprócz Eucharystii, w której nie mogą w pełni uczestniczyć, potrzebują pogłębionego słowa Bożego. Bo też chcą się zbawić... – zaznacza ks. Jan Abrahamowicz.

    Imiona bohaterów zostały zmienione. Kolejne spotkanie duszpasterstwa odbędzie się w piątek 15 maja o godz. 18 w parafii Miłosierdzia Bożego (os. Na Wzgórzach 1A). Więcej na: www.niesakramentalni.diecezja.pl i na: krakow.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół