• facebook
  • rss
  • Nie ma takiej ciemności...

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    W drodze do Rzymu. Czterech byłych więźniów idzie do Wiecznego Miasta, ciągnąc specjalnie przygotowany wózek. Chcą zawieźć ojcu świętemu obraz Jezusa Miłosiernego.

    Jesteśmy ludźmi, którzy wędrują i „modlą się nogami”. Oddajemy to miłosierdzie, które kiedyś do nas przyszło – mówi Roman Zięba, jeden z pielgrzymów. Wyruszyli w Niedzielę Miłosierdzia, 12 kwietnia, z Łodzi. Na początku było ich pięciu – Seweryn Trafankowski, Grzegorz Gryniewicz, Marek Trzebowski, Roman Zięba i Wojciech Jakowiec. Tak dotarli do Krakowa. Teraz idą w czterech – Seweryn musiał wrócić do pracy. – Najpiękniejsi w tej pielgrzymce są ludzie, uratowani przez Jezusa i idący za Nim. Każdy z nich ma niezwykłe doświadczenie Bożego miłosierdzia, wie z autopsji, że Jezus żyje i kocha, podnosi nawet z największego bagna – zaznacza s. Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, która przyjęła pielgrzymów w sanktuarium w Łagiewnikach.

    Świat się wali, gdy rodzina odchodzi

    Pielgrzymi przyznają, że ciemności w ich życiu nie brakowało. Swoje historie opowiadają także po drodze. Wieczorem, w miejscowościach, w których nocują, umieszczają obraz w kościele, uczestniczą w Mszy św. i dzielą się świadectwami. Wojtek: – Pojechałem z kolegą raz, drugi, trzeci. Nie wiadomo kiedy, okazało się, że chodzi o jakieś przestępcze historie, ale pokazał się jakiś grosik, rosła ciekawość, ważna była grupa, „towarzysze broni”. Potem w zarzutach była nawet przestępczość zorganizowana – zostałem zatrzymany do tzw. sprawy Oczki ze Szczecina. Wyrok był długi – 9 lat i 3 miesiące, ale bałem się nie samego więzienia, tylko tego, czy żona wytrzyma rozłąkę. Mieliśmy już syna – opowiada. I rzeczywiście żona przyszła po dwóch latach do więzienia i powiedziała mu, że jest ktoś inny. – W tym momencie zdałem sobie sprawę, że mojego ukochanego syna, największe szczęście w moim życiu, będzie wychowywał inny mężczyzna. Świat runął. Na dnie bardzo głębokiej depresji, w totalnej bezsilności, padły słowa: „Boże, zrób coś!”. I wtedy wszystko zaczęło się klarować, układać. Pogodziłem się z sytuacją, relacje z żoną były cywilizowane, kontakt z dzieckiem się nie urwał. A ja, gdy wyszedłem, wprost spod bramy więzienia poszedłem do Lichenia na pielgrzymkę – wspomina. Grzegorz: – Długo by opowiadać. W więzieniu byłem jednym z trójki – na kilkuset więźniów – „pilnujących porządku”. Byliśmy elitą, uczyliśmy innych, rozstrzygaliśmy spory. Kiedyś zagrałem z kolegą w karty „o duszę”. Przegrałem, spisaliśmy umowę, a ja poczułem dziwny niepokój, lęk. Niedługo później, gdy kładłem się spać, ale zanim usnąłem, zobaczyłem naprzeciwko mojego łóżka ubraną na biało dziewczynkę, całą rozświetloną, w pięknej sukience. Wierzę, że to był mój Anioł Stróż. Wtedy poczułem, że moja dusza jest bardzo ważna, że muszę o nią walczyć. Stanąłem trochę na nogi, ale szatan też ciągnął w swoją stronę, zwłaszcza po wyjściu z więzienia. Naprawdę mocny przełom nastąpił dopiero, gdy zmarła moja mama. Ona zawsze przyjeżdżała do mnie pełna miłości, a ja nie potrafiłem wyjść zza tego duchowego muru, za którym byłem. Te spotkania były dla mnie bardzo trudne. Widziałem w jej oczach cierpienie, choć ona o tym nie mówiła. Zacząłem się bardzo dużo modlić o łaskę nieba dla niej i ta modlitwa zaczęła mnie zmieniać. Niewiele z tego rozumiem, ale Bóg działa. Ja wiem, że się mam modlić, spowiadać, przyjmować Komunię i nie opuszczać wspólnoty. Roman: – Trzy lata studiowałem medycynę, potem zarządzanie. Rzuciłem studia i zostałem przemytnikiem – od złota po ludzi na fałszywych dokumentach. Później w amerykańskich firmach uczyłem ludzi zarządzać sukcesem, zajmowałem się zarządzaniem kryzysowym, „optymalizowałem procesy” w dużych korporacjach, doradzałem zarządom. To mnie zaprowadziło do sukcesu materialnego. W moim życiu było wszystko oprócz Boga. Po sześciu latach wyszły moje sprawki z przeszłości i to wszystko runęło w ciągu pół roku. Jakby mi ktoś dywan spod nóg wyciągnął – mówi. Stracił żonę, potem dowiedział się, że ma raka, wylądował w celi z blaszaną miską – prosto z salonów. – W bezsilności zobaczyłem, że mam dwie drogi. Albo śmierć, albo „coś jeszcze”. Nie wiedziałem, co to może być, nie znałem Boga, ale przyszły łaska, pokój, światło. Nie wiedząc, co się dzieje, modliłem się swoimi słowami. Poszedłem na pierwszą pielgrzymkę, poznaliśmy się najpierw z Wojtkiem, później z Grzesiem. Połączyło nas doświadczenie wyjścia z niemocy – dodaje. Teraz razem pielgrzymują. W drodze muszą sobie radzić nie tylko ze zmęczeniem, zmianami pogody, ciężarem wózka, ale też ze swoimi charakterami. – Pan Jezus jest z nami i udziela nam się Jego pokój – zapewnia R. Zięba. – To jest cudowne, kiedy dwóch typów o skrajnie różnych charakterach po jakiejś zwadzie pada sobie w ramiona. Potem każdy może drugiemu powiedzieć: „To dzięki tobie dzisiaj zyskałem”. I to jest nasza pielgrzymka – dodaje W. Jakowiec.

    Płótno z arabskim napisem

    Do sanktuarium w Łagiewnikach pielgrzymi przybyli w przeddzień 80. rocznicy pierwszego publicznego uczczenia obrazu Jezusa Miłosiernego. W kwietniu 1935 roku w Ostrej Bramie wystawiony został właśnie wizerunek „wileński” (pędzla Eugeniusza Kazimirowskiego), którego kopię wiozą ze sobą pielgrzymi. Ten znany z krakowskiego sanktuarium, namalowany przed Adolfa Hyłę, powstał nieco później. Co odróżnia wileński obraz „Jezu, ufam Tobie” od najsłynniejszego wizerunku z łagiewnickiej kaplicy? – Jest bardziej wschodni, uproszczony, nie ma na nim dynamicznego ruchu, tło jest jednolite. To elementy wprost z kanonu ikonograficznego – tłumaczy R. Zięba, na co dzień zajmujący się pisaniem ikon (ma swoją pracownię, organizuje kursy, warsztaty). Jedna rzecz nie pasuje jednak w tym obrazie do ikonograficznego objaśnienia. Tło jest czarne, a we wschodnich ikonach kolor ten nie występuje wcale. – Malarz wyjaśnił nam, że to właściwie nie jest czerń, ale głęboki granat. Dla nas to tło oznacza, że nie ma takiej ciemności, do której Pan Jezus by nie wszedł i w której nie czekałby tam na grzesznika – mówi R. Zięba. Kopia, którą wiozą pielgrzymi, ma jednak nietypową cechę. Napis „Jezu, ufam Tobie” jest po arabsku, ponieważ płótno malarza Fabiana Jałochy miało pierwotnie trafić do jednego z kościołów w Kairze. Przeszkodziły temu narastające problemy chrześcijańskich wspólnot w Egipcie. Autor nie wiedział więc, co ma zrobić z gotowym obrazem, szukał nawet sposobu, żeby dostarczyć go na własną rękę. W końcu udał się do wspólnoty „Iskra Bożego Miłosierdzia” w Łodzi. Tam powstał pomysł, żeby obraz przekazać do Stolicy Apostolskiej, do ojca świętego. Tak obraz trafił do wspólnoty „Pielgrzymów Miłosierdzia” i wraz z nimi wyruszył w drogę do Rzymu. Podróżuje na specjalnie zbudowanym wózku (razem z obrazem waży on ponad 300 kg). Płótno jest w nim zabezpieczone przed wilgocią i wstrząsami (filcowymi podkładkami i gąbkami), wózek ma hamulce, światła. Jeśli w górzystych terenach pielgrzymom zabraknie sił, wózek jest przystosowany także do tego, by holować go za samochodem. To jednak, jak zapewniają pielgrzymi, byłaby ostateczność.

    Jezus jest jeden

    Pierwsze poważniejsze wzniesienia pojawiły się na ich trasie niespełna dwa tygodnie po starcie. „Kończy się rozgrzewka i zaczynają się góry” – napisali 23 kwietnia na swoim profilu na Facebooku (można go znaleźć, wpisując w wyszukiwarkę hasło: „Idzie Człowiek”; losy pielgrzymów można też śledzić na stronie: www.idzieczlowiek.pl). Dwa dni później dotarli do Łagiewnik. W nocy z 25 na 26 kwietnia w klasztornej kaplicy znalazły się dwa obrazy Miłosiernego. – To spotkanie dwóch najbardziej znanych wizerunków Jezusa Miłosiernego niesie przesłanie o tym, o czym mówił Jezus św. Faustynie – że nie w piękności farby ani pędzla jest moc tego obrazu, ale w Jego łasce. Nie jest najważniejsze to, który z tych obrazów czcimy, ważne jest to, aby ufać Jezusowi Miłosiernemu i stawać się Jego żywym obrazem przez świadczenie dobra bliźnim z miłości do Niego – mówi s. Elżbieta Siepak. Roman dodaje, że nie ma sensu spierać się, który z nich jest „właściwszy”. – Pan Jezus jest jeden, a różne wizerunki wybiera sobie może właśnie po to, żebyśmy się do żadnego zbytnio nie przywiązywali i nie zastanawiali się, „który jest prawdziwy”. Jego prawdziwe oblicze to twarz człowieka spotkanego na ulicy, który potrzebuje miłości, szuka pomocy, pyta o drogę – uważa pielgrzym.

    Niosą każdą intencję

    W sumie grupa pielgrzymów zmierzających do Rzymu z obrazem Jezusa Miłosiernego ma do pokonania ok. 2 tys. kilometrów. Trasa została wytyczona przez Słowację, Węgry, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację i Włochy. Do Watykanu chcą dotrzeć w połowie czerwca. Czasem ktoś na krótszy lub dłuższy odcinek dołącza do ciągnących wózek mężczyzn. Tak jak na ostatniej prostej przed kościołem w Skawinie. – Pchamy Pana Jezusa, pot się leje z tych gości, a oni się modlą! Każdy ma różaniec w ręku. Pod górę (kościół jest na wzniesieniu) przyspieszamy, bo chłopaki chcą zdążyć na „Anioł Pański”. Wjeżdżamy na dziedziniec, a oni od razu padają na kolana – wspomina Jakub Folfasiński, który poznał Romana Ziębę na kursie pisania ikon, a gdy zobaczył pielgrzymów nieopodal swojego domu, spontanicznie „podpiął się” do grupy (mimo że był w garniturze). – To było niesamowite uczucie – wspomina. Postoje w parafiach to także czas, kiedy można się dopisać do księgi intencji, którą niosą pielgrzymi. Jeszcze w Łodzi ktoś wpisał się do niej po arabsku. Przetłumaczyć tekst udało się dopiero podczas spotkania z Myrną Nazzour, stygmatyczką z Syrii, która przyjechała do Polski. Okazało się, że wpis zostawił muzułmanin. Bierze on w obronę islam – pisze, że „prawdziwy islam to religia pokoju”, że dla ludzi wierzących w Boga wartości są wspólne, że nikogo nie wolno prześladować. – Co ciekawe, to musiało być wpisane w kościele – podkreśla R. Zięba. Inne wpisy to podziękowania i prośby: o zdrowie, pomoc, pokój na świecie. Wszystkie z nich pielgrzymi „omadlają” co kilka dni. – Wiara ludzi jest potężna, powierzają nam takie sprawy, że czasem zatyka mnie, gdy to czytam – mówi R. Zięba. – My tylko robimy swoje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół