• facebook
  • rss
  • Nie każdy ma takiego Sąsiada

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    Urszulanki Unii Rzymskiej. – To nie ja wybrałam ten akademik, ale Opatrzność mnie tu przyprowadziła, a dobra duszyczka pokierowała – cieszy się Joasia Raszczuk, studentka IV roku stomatologii.

    Przed przyjazdem na studia do Krakowa chciała zamieszkać u sióstr zakonnych, ale nigdzie nie było już miejsc. Zamieszkała więc na stancji, ale po kilku miesiącach została okradziona. Dwa dni później trafiła do akademika urszulanek. – Do dziś nie wiemy z mamą, kim był człowiek, który dał jej telefon do sióstr, ale dobrze się stało. Siostry bardzo ciepło mnie przyjęły i czuję się u nich bezpiecznie jak w domu. A na dodatek tuż obok mnie mieszka Jezus i w każdej chwili mogę wpaść i się z Nim przywitać – opowiada Joasia.

    Podwójna miłość

    W Krakowie siostry ze Zgromadzenia Urszulanek Unii Rzymskiej mieszkają już 140 lat. Pod Wawel przywędrowały w 1875 r. z Poznania, gdzie był ich pierwszy dom. Podczas kulturkampfu musiały go jednak opuścić. W nowym miejscu szybko się zadomowiły (choć mieszkały w dość prowizorycznym lokum, które na dodatek udostępniały potrzebującym) i zaczęły swoją apostolską działalność, zgodną z misją przekazaną im przez założycielkę zakonu – św. Anielę Merici. – Często mówi się, że naszym charyzmatem jest prowadzenie szkół, ale tak naprawdę chodzi o coś znacznie głębszego – twierdzi s. Kinga Klepek OSU, przełożona klasztoru przy ul. Starowiślnej 9. – Św. Aniela, prosta włoska kobieta działająca w XVI-wiecznej Brescii, nazywana przez wielu „suor-madre” (siostrą i matką), nie określiła szczegółowo, co mają robić urszulanki. W perspektywie Ewangelii znaczenie ma więc nie tylko to, w jakim zawodzie pracujemy. O wiele ważniejsze jest, dlaczego podejmujemy codzienne obowiązki. Powołanie urszulanki – jak chce tego św. Aniela – realizuje się w pogłębianiu osobistej relacji z Jezusem. To Chrystus i Jego miłość sprawiają, że zaczynamy żyć jedyną, a zarazem podwójną miłością: Boga i człowieka. Konkretnym wyrazem tej miłości do człowieka jest wychowywanie w oparciu o wartości ewangeliczne – tłumaczy. Aniela Merici, zakładając w 1535 roku w Brescii nową wspólnotę, dała jej za patronkę św. Urszulę, męczennicę z przełomu III i IV wieku. – Wraz z nazwą „Towarzystwo św. Urszuli” przekazała tym, które pójdą w jej ślady, zadanie wierności Chrystusowi aż do męczeństwa – wyjaśnia s. Kinga. – Jesteśmy zgromadzeniem międzynarodowym, urszulanki posługują na całym świecie. Siedziba naszej przełożonej generalnej znajduje się w Rzymie, stąd nazwa: urszulanki Unii Rzymskiej – dodaje. W archidiecezji krakowskiej od 1921 r. istnieje też wspólnota urszulanek w Sierczy, niedaleko Wieliczki. Jak większość placówek w Polsce, ma ona za sobą burzliwe dzieje związane z okresem rządów komunistycznych. Od 1991 r. siostry prowadzą tam (po kilkudziesięcioletniej przerwie) przedszkole dla ok. 100 dzieci oraz klasę „zerową”.

    Siostry nas rozpieszczają!

    Przedszkole i szkoła podstawowa znajdują się też w budynku przy ul. Starowiślnej 7, który dosłownie tętni życiem i raz po raz rozbrzmiewa śmiechem. Nie tylko dlatego, że w klasztorze mieszka 36 obdarzonych wewnętrznym pokojem sióstr, ale przede wszystkim dlatego, że od rana do wczesnego popołudnia uczęszcza tu prawie 400 dzieci – 100 przedszkolaków i 281 uczniów. – Siostry są super! – mówią zgodnym chórem. Zadowoleni są też rodzice. – Siostry są po prostu kochane! – zapewnia Joanna Drobińska-Bysiek, która wraz z mężem powierzyła urszulankom dwoje dzieci. Córkom chcieli zapewnić nie tylko dobrą edukację, ale też wychowanie, a przede wszystkim opiekę – domową, a nie w formie „przechowalni”, z mnóstwem zajęć od rana do wieczora. – Instytucjom państwowym nie mogliśmy zaufać, prywatnym – też nie do końca, a skoro jesteśmy katolikami i wiara jest dla nas bardzo ważna, to postawiliśmy na urszulanki. Dzieciom są oddane całym sercem – przekonuje pani Joanna. Najpierw do przedszkola w Sierczy (mieszkają kilka kilometrów dalej) zapisali starszą córkę Adę, która teraz jest w II klasie szkoły przy ul. Starowiślnej. – Była tam przeszczęśliwa, a my razem z nią. Gdy trzeba było zapisać do przedszkola i młodszą córkę Tosię, wybór był oczywisty: Siercza – opowiada. Jak dodaje, wraz z mężem bardzo cenią też dobre relacje z urszulankami, z którymi można porozmawiać na każdy temat – szkolny i nie tylko. – Od początku siostry stawiają na współpracę z rodzicami i dobry kontakt z dziećmi, które im ufają, a nie boją się nauczycieli, jak w zwykłej szkole. One wręcz rozpieszczają nas emocjonalnie i duchowo – mówi pani Joanna. Do szkoły urszulanek chodzą też dwie córki Magdaleny Maziarz. – Zaufaliśmy z mężem dobrej opinii, którą o szkole mieli nasi znajomi. I rzeczywiście, jesteśmy zadowoleni, nasze dzieci są w szkole bezpieczne i dobrze „zaopiekowane”, a siostra dyrektor zna każde dziecko po imieniu – mówi pani Magda. Ważna jest też nowoczesność zamknięta w zabytkowym budynku. – Szkoła jest bardzo zadbana i świetnie wyposażona, a siostry wychodzą naprzeciw zgłaszanym przez rodziców sugestiom. Tym, co wyróżnia szkołę, są wspólne wyjazdy rekolekcyjne dla rodzin („Zadomowieni w Bogu”), które odbywają się w gościnnym ośrodku w Skomielnej Czarnej. Cieszą się bardzo dużą popularnością. Również prężnie działający chór rodziców pod dyrekcją Huberta Kowalskiego (jednego z rodziców) jest świetnym miejscem rozwoju i służby talentami społeczności, jaką tworzą siostry, dzieci i rodzice – opowiada pani Magda. – Tym, co przyciąga rodziców, jest urszulańska atmosfera wspólnoty, rodzinne ciepło, chrześcijańskie wartości, ale też dobra kadra i poziom nauczania. Co ważne, wszystkie nasze placówki są publiczne (choć nie rejonowe), tylko specyficzne od wewnątrz, a rodzice, oddając dzieci pod naszą opiekę, godzą się na proponowany regulamin – mówią siostry Bożena Lubocka OSU (dyrektor szkoły) i Bernardeta Stępniewska OSU (dyrektor przedszkola). – Dzieci nie są tu więc przeciążane, bo rozwój ma być równomierny. Każdego dnia wszyscy zbieramy się też na apelu, podczas którego czytana jest Ewangelia. Bo ziarno zasiane w dzieciństwie po latach może wydać stokrotny owoc – tłumaczą.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół