• facebook
  • rss
  • Miejsce w sercach sercanek

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 24/2015

    dodane 11.06.2015 00:00

    Zgromadzenia. – Mamy tak zapatrzeć się w Boże Serce, by traktat o nim pisać całym swoim życiem – mówi s. Jadwiga Kupczewska SłNSJ.

    Pierwsze sercanki były siostrami bardzo prostymi. Świętemu Józefowi Pelczarowi chodziło o to, by siostry – wpatrzone w otwarte Serce ukrzyżowanego Jezusa – tak się z Nim zjednoczyły, aby miłość płynącą z Bożego Serca przekazywały innym ludziom. By obserwując nas, podobnie jak kiedyś pierwszych chrześcijan, zastanawiali się, skąd czerpiemy siłę, że tak miłujemy – tłumaczy s. Jadwiga. – Mamy być po prostu przepalone miłością promieniującą z Serca Jezusowego i w ten sposób pociągać innych ku Bogu. Do zakonu 18 lat temu przyprowadziło ją właśnie zafascynowanie tajemnicą Bożego Serca. – Ono zawsze mi towarzyszyło. Czasem nawet w „obcym” kościele okazywało się, że siadałam w ławce, nad którą było Serce Jezusa. Swoją drogę długo jednak rozeznawałam. W końcu zapukałam do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego – uśmiecha się s. Jadwiga.

    Zaczęło się od służących

    Zgromadzenie powstało... zrządzeniem Opatrzności, czyli Bożym przypadkiem. Istnieje już 121 lat. – W XIX wieku w odpowiedzi na potrzeby społeczne powstawały zgromadzenia o charakterze apostolskim, tzn. posiadały konkretną misję. Tak jak albertynki, których zadaniem była służba ubogim – wyjaśnia s. Jadwiga. Opieki potrzebowały też służące, które z różnych miejsc Galicji przyjeżdżały do Krakowa za chlebem. Zauważył to m.in. Józef Sebastian Pelczar – zdolny naukowiec, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, a z biegiem lat także prorektor i rektor uczelni, który do Krakowa przyjechał w 1877 roku. – Przede wszystkim był on jednak wrażliwym kapłanem, który dzięki swojej pracy duszpasterskiej poznawał problemy ludzi. Szybko przekonał się, że jego dwie ręce to za mało. W 1891 r. wraz z osobami, które wokół siebie zgromadził, założył Bractwo NMP Królowej Korony Polskiej. Jedną z gałęzi jego działalności było schronisko dla służących wraz ze szkołą praktyczną – opowiada s. Kupczewska. Wśród służących nie brakowało bowiem młodych (nawet 10- czy 12-letnich dziewcząt), które potrzebowały nie tylko dachu nad głową (także na czas choroby), ale również miejsca, w którym uczyłyby się szyć, prasować itd. Przytulisko początkowo prowadziły kobiety świeckie, jednak nie mogły w pełni poświęcić się pomocy służącym. – Ksiądz Pelczar dowiedział się, że w Królestwie Polskim o. Honorat Koźmiński założył żeńskie Zgromadzenie Sług Jezusa. Napisał więc prośbę o przysłanie sióstr do Galicji. Jedną z tych, które przyjechały, była Ludwika Szczęsna, nasza późniejsza współzałożycielka, czyli matka Klara. Opatrzność mocno wtedy działała – zapewnia s. Jadwiga. Będąc jeszcze Sługą Jezusa, w Lublinie prowadziła pracownię krawiecką i katechizowała służące. Ktoś jednak doniósł władzom, że prowadzone są spotkania religijne. Podczas przeszukania policja carska niczego nie znalazła, bo (opatrznościowo) konstytucje zgromadzenia podwiesiły się pod szufladę i nikt ich nie zauważył. Ludwika i pozostałe siostry musiały jednak opuścić Gubernię Lubelską. Wtedy nadeszła prośba od ks. Pelczara. Siostra Ludwika objęła więc prowadzenie krakowskiego przytuliska, a ks. Pelczar był zachwycony pracą sióstr. Dołączyło do nich kolejnych 12 dziewcząt i 15 kwietnia 1894 r. powstało Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. – Matka Klara jest obecnie służebnicą Bożą, trwa jest proces beatyfikacyjny. 5 czerwca papież Franciszek zatwierdził dekret Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznający cud za jej wstawiennictwem. To dla nas wielka radość i modlimy się, byśmy niebawem mogły cieszyć się z wyniesienia jej na ołtarze – mówi s. Jadwiga.

    Całe dla Serca

    Sercanki swoje domy – generalny i macierzysty – mają w Krakowie przy ul. Garncarskiej 24 i 26. W sumie w różnych zakątkach świata (Francja, Włochy, USA, Jamajka, Boliwia, Ukraina) sercanek jest prawie 500, z czego aż 375 mieszka w Polsce. Przed laty siostry zasłynęły tym, że w Watykanie służyły ojcu świętemu Janowi Pawłowi II. Obecnie we Włoszech siostry pracują w Rzymie przy parafii św. Stanisława, a także w domu pielgrzyma przy via Cassia, w Ośrodku Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II i w domu własnym zgromadzenia w Genzano. W Watykanie dwie siostry prowadzą też dom kard. Zenona Grocholewskiego. W innych państwach katechizują, pomagają ubogim, prowadzą sierocińce, szkoły, przychodnie czy kuchnie. Wszędzie poznać je można po habicie z charakterystycznym Sercem Jezusa otoczonym koroną cierniową, co nawiązuje do męki Pańskiej. To Serce jest więc ukrzyżowane, ale też goreje miłością, dlatego „wychodzi” z niego płomień. – Symbol Serca Jezusa jest także na pierścieniu, który dostajemy w dniu ślubów wieczystych – tłumaczy s. Kupczewska. W archidiecezji krakowskiej sercanek jest aż 150. Posługują – oprócz Krakowa – w Bystrej (pomagają prowadzić Dom Rekolekcyjny „Maksymilianum”), Zakopanem (pracują w szpitalu oraz kancelarii parafialnej) i w Spytkowicach k. Zatora (katechetki i zakrystianka). Pod Wawelem pracują natomiast w Kurii Metropolitarnej (w sekretariacie kard. Stanisława Dziwisza, w archiwum oraz w kuchni), w Centrum św. Jana Pawła II, a na Garncarskiej prowadzą infirmerię dla sióstr starszych i chorych, muzeum z bezcennymi pamiątkami po swoich założycielach i św. Janie Pawle II oraz opiekują się małym kościółkiem – symbol serca znajduje się nawet na klamce u jego drzwi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół