• facebook
  • rss
  • Młodsza siostra Somosierry

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 24/2015

    dodane 11.06.2015 00:00

    Szarża pod Rokitną stała się symbolem dzielności żołnierza polskiego i częścią naszego mitu narodowego.

    Jadąc od krakowskiego klasztoru norbertanek ku Bielanom, po kilku minutach mija się w Przegorzałach po lewej stronie drogi długi budynek, w którym można kupić m.in. rozmaite narzędzia mechaniczne. Do jesieni 1988 r. stały tu stare austriackie koszary, w których w 1914 r. rtm. Zbigniew Dunin-Wąsowicz formował i szkolił kawalerzystów II szwadronu Legionów Polski. Jesienią 1914 r. młodzi, roześmiani ułani wyruszali stąd na front karpacki. Brzęczały szable, parskały raźno konie. Wielu z nich nie przypuszczało, że do Krakowa wróci dopiero po prawie 9 latach, w... trumnach.

    Szable błyszczały w słońcu

    13 czerwca 1915 r. pogalopowali szarżą na Moskali kryjących się w okopach besarabskiej wsi Rokitna. „Naprzód, dzieci moje!” – zawołał rtm. Dunin-Wąsowicz i ruszył naprzód na swojej klaczy Hochli. „Naprzód, polskie ułany!”, „Naprzód, Przegorzalczyki!”, „Naprzód, stara wiaro!” – dodawali sobie animuszu ułani w szarży. – W ciągu 3 minut, pod silnym ogniem rosyjskich karabinów maszynowych, przeszli trzy linie okopów rosyjskich. Niepodtrzymani jednak przez własną piechotę, zostali prawie w całości wystrzelani. Z 60 szarżujących ułanów, nietkniętych pozostało zaledwie kilku – mówi Adam Roliński, historyk z Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego. Bardzo plastyczne opisy szarży wyszły spod pióra dwóch krakowian, jej uczestników – Stanisława Rostworowskiego i Romana Senowskiego. 24-letni wówczas Senowski, w cywilu student Akademii Handlowej, relacjonował przebieg walki w liście wysłanym trzy tygodnie po szarży. „Z szablami do ataku galopem mkniemy tak jak wicher. Co to za cudny widok, ojcze. Ja, zawsze wrażliwy na piękno, nie zastanawiałem się, że na śmierć jadę, pędziłem i patrzałem na to, taka cudna jedna linia, tak równa, kożuszki tak powiewały, szable błyszczały w słońcu, bo dzień był taki cudny, te konie jakby w powietrzu były. (...) Świstu kul nie słychać, jeden łoskot karabinów i karabinów maszynowych, kartaczy, granatów, istne piekło” – pisał do ojca, aktora krakowskiego Teatru Miejskiego, w liście opublikowanym po 70 latach w „Tygodniku Powszechnym”. W szarży został ranny w czoło. Śmierć upomniała się o niego w 1920 roku. Zginął w pod Koziatynem w walce z bolszewikami. Pochowano go, o czym mało kto teraz wie, na krakowskim cmentarzu Rakowickim. „Widok pobojowiska zostanie w pamięci uczestników na całe życie. Zwłoki bohaterów, kurczowo trzymające gardy szabel, zwłoki porąbanych Moskali, trupy końskie świadczyły o strasznej walce, jaka się tu rozgrywała” – wspominał Stanisław Rostworowski, wówczas 26-letni wachmistrz na bocznym patrolu, później zaś generał Wojska Polskiego, wielokrotnie opisujący przebieg szarży rokitniańskiej, zamordowany w 1944 r. w Krakowie przez Niemców. Odnaleziono m.in. sczerniałe, zakrwawione zwłoki dowódcy szarży rtm. Dunin-Wąsowicza. Ciała poległych: rotmistrza, a także ppor. Jerzego Topór-Kisielnickiego i ppor. Romana Włodka oraz kilkunastu podoficerów i ułanów pochowano 15 czerwca 1915 r. na cmentarzyku w pobliskiej Rarańczy.

    Pozostał mit

    25 lutego 1923 r. trumny z ich ciałami sprowadzono do Krakowa. Dekorował je krzyżami Virtuti Militari marszałek Józef Piłsudski. Potem zaś w uroczystym kondukcie, przy biciu dzwonów, odprowadzono trumny rokitniańczyków na cmentarz Rakowicki. W 1925 r. na mogile stanął pomnik zaprojektowany przez Józefa Gałęzowskiego. Wyryto na nim napis ułożony przez Zygmunta Jagrym-Maleszewskiego, uczestnika szarży, który w rezultacie odniesionych wówczas ran stracił nogę: „Błyskawice ich szabel/ Były jutrzenką wolności/ Widziały ich śnieżne szczyty Karpat/ i srebrzyste wody Cisy/ i bystre fale Czeremoszu/ i lasy bukowińskie ich widziały/ i brzegi Prutu i błonia naddniestrzańskie/ i besarabskie stepy i Dzikie Pola/ Padli na polach Rokitny/ Ad Maximam Poloniae Gloriam”. – Szaleńczą szarżę rokitniańską od razu, dosłownie w dniu jej przeprowadzenia, zaczęto porównywać do słynnej szarży pod Somosierrą, w której wzięli udział przodkowie rtm. Dunin-Wąsowicza i wachm. Stanisława Sokołowskiego. Młodsza siostra Somosierry rychło stała się częścią polskiego mitu narodowego jako symbol dzielności naszego żołnierza. Powstawały dziesiątki wierszy i obrazów. Po latach nawiązał do niej Feliks Konarski w swoich „Czerwonych makach na Monte Cassino”: „Runęli przez ogień straceńcy,/ niejeden z nich dostał i padł/ Jak ci z Somosierry szaleńcy,/ Jak ci spod Rokitny sprzed lat” – mówi dr Jarosław Szarek, historyk z krakowskiego IPN. Centrum tego mitu pozostał Kraków, gdzie na cmentarzu Rakowickim grób mają rokitniańczycy polegli w szarży i dwóch ich kolegów, którzy zmarli w latach późniejszych – Tadeusz Brincken i Roman Senowski; gdzie odtwarzano 2. Puk Szwoleżerów Rokitniańskich, po którym dokumenty znajdują się w Bibliotece Jagiellońskiej; gdzie w Muzeum Narodowym jest portret bohaterskiego rtm. Dunin-Wąsowicza pędzla Kaspra Żelechowskiego, również legionowego ułana; gdzie wreszcie jest ulica nosząca imię dowódcy szarży.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół