• facebook
  • rss
  • Lekarz odesłał mamę... do kaplicy

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 37/2015

    dodane 10.09.2015 00:00

    Cud beatyfikacyjny. – Wiele lat temu, jeszcze podczas mojej formacji zakonnej, powiedziałam, że chciałabym doczekać beatyfikacji naszej matki Klary. Modliłam się o to, ale nie sądziłam, że to pragnienie ziści się tak szybko! – cieszy się s. Liliana Mozdyniewicz, krakowska sercanka.

    Tragiczne wydarzenia rozegrały się 11 marca 2001 roku. – Pamiętam, że to była sobota. Rano poszliśmy z klasą na wycieczkę, zwiedzać Wawel. Gdy wróciłem do domu, mama poprosiła, żebym poszedł jeszcze do pobliskiej cukierni po ciastka. Potem jakby mi się urwał film... Obudziłem się dopiero w szpitalu, a mama powiedziała, że miałem poważny wypadek, zostałem potrącony przez samochód. Byłem zdziwiony, bo nie czułem się źle. Właściwie nic mnie nie bolało, tylko byłem nieco słaby i kręciło mi się w głowie – wspomina 25-letni dziś Michał. Do zdrowia wrócił wtedy dzięki wstawiennictwu matki Klary Ludwiki Szczęsnej, współzałożycielki Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Jego historia, po dokładnym zbadaniu przez wielu lekarzy i teologów, została uznana za cud, który przyczynił się do wyniesienia na ołtarze matki Klary. Jej beatyfikacja odbędzie się już za dwa tygodnie – 27 września – w sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach w Krakowie.

    Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół