• facebook
  • rss
  • Poczuj się kochany

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 41/2015

    dodane 08.10.2015 00:00

    O splocie mistyki i współczesności z reżyserem Dariuszem Reguckim i producentem Andrzejem Sobczykiem ze Stowarzyszenia „Rafael” rozmawia Monika Łącka.

    Monika Łącka: Za 8 miesięcy chcecie przekonać widzów, że ulicami Krakowa chodzili nie tylko święci i błogosławieni, ale że przechadza się tu sam Bóg. Odważni jesteście.

    Dariusz Regucki: Właśnie tak! W murach starego Krakowa jest zapisana historia miasta i ludzi, którzy przez wieki zanosili przed tron Boga swoje smutki i radości. Gdy mówimy, że Kraków jest miastem Boga, uznajemy, że ponad płaszczyzną rzeczy widzialnych jest jeszcze Ktoś, kto razem z nami przechodzi tę wędrówkę ziemską, wypełniając treścią i sensem czas pomiędzy naszymi narodzinami i śmiercią.

    Chcecie też udowodnić, że „Bóg nigdy nie męczy się okazywaniem człowiekowi miłosierdzia, bo tak bardzo go kocha”.

    D.R.: To istota Boga. Chodzi o miłość i miłosierdzie. Nie o moralizatorstwo, czyli „popraw się, bądź lepszy” itd. Bo chociaż bylibyśmy najmądrzejsi i najbogatsi, to każdy z nas w pewnym momencie stanie przed ścianą. Mój film będzie pokazywał, że życie z Bogiem może być fantastyczną przygodą, w której możesz się poczuć kochany, odzyskać radość życia i poczuć jego smak.

    Bóg działa – nawet wtedy, gdy Kraków próbuje czasem żyć tak, jakby Go nie było?

    Andrzej Sobczyk: Można mówić, że świat odchodzi od wartości i że się pogubiliśmy, ale tak naprawdę ludzie szukają w życiu piękna i porządku, a idąc jeszcze głębiej – tęsknią do kogoś, kto ich poprowadzi. Niektórzy powiedzą, że robimy film na przekór prawom rynku, ale my chcemy zrobić obraz, który zbuduje i wzmocni. Tego ludziom trzeba! D.R.: Człowiek cały czas chce się do kogoś przytulić i usłyszeć, że ktoś go kocha. Wiek nie ma znaczenia. Chodzi o to, żebyśmy przestali być żebrakami ludzkiej miłości, a postawili na Tego, który nie stawia żadnych warunków wstępnych. Nasz film nie będzie moralitetem, tylko opowieścią o konkretnych ludziach. Mamy potężną liczbę świadectw ukazujących otrzymane łaski i choć wynika z nich, że nie zawsze rak znika, to ludzie zostają przemienieni, bo Bóg dotknął ich serc. Na przykład przed figurką Dzieciątka Koletańskiego spotkałem modlącego się mężczyznę, który przychodzi tam codziennie przed pracą, bo – jak mi powiedział – „wtedy lepiej mu na duszy”. To znaczy, że pomiędzy Bogiem a nim wydarza się coś ważnego.

    Fabuła „Boga w Krakowie” jest niezwykła – niecodziennie robi się filmy splatające wątki mistyczne z tymi do bólu współczesnymi.

    A.S.: Łącznikiem między światami ludzkim i mistycznym będzie św. Brat Albert, chodzący po współczesnym Krakowie z niedokończonym obrazem i zbierający wszystkie ludzkie nieszczęścia. Film składa się aż z siedmiu wątków, a w każdej z tych historii interweniują święci. D.R.: Zależało mi, aby zrobić film, który opowiada konkretne i mocne historie, porusza ważne społecznie sprawy. Mamy więc małżeństwo, które idzie w kierunku rozwodu, i małżeństwo, które nie może mieć dzieci. To nie są infantylne opowiastki, ale historie prawdziwe, bo chciałem, aby widz choć w jednym z epizodów odnalazł siebie, by po wyjściu z kina powiedział, że aktorzy byli prawdziwi, bo właśnie tego od nich wymagałem: wejścia w głąb siebie i emocji. W efekcie wszyscy czuliśmy, że to, co robimy, jest ważne.

    Udało Wam się zgromadzić na planie znane nazwiska: Trela, Pazura, Linde-Lubaszenko, Pomykała, Lesiak, Baar – chętnie przyjmowali religijną propozycję?

    D.R.: Przyjęli chętnie i ciepło. Na planie filmu było wiele niezwykłych momentów. Na przykład Jadwiga Lesiak, czytając scenariusz, odkryła, że jej filmowy mąż ma na imię Henryk – tak, jak jej własny, nieżyjący już mąż. Pisząc plan zdjęciowy, nie wiedziałem, że 21 sierpnia, 50 lat temu, brali ślub, a właśnie na ten dzień rozpisane były zdjęcia odnowy przysięgi małżeńskiej naszych bohaterów w 50. rocznicę ślubu. Dla Jadwigi to było bardzo wzruszające. A.S.: Aktorzy mówili nam, że cieszą się, iż mogli stworzyć film, który niesie wartości. Bardzo cenią też współpracę z Darkiem. Z planu w pamięci szczególnie utkwiła mi scena, w której Kamila Baar modli się przed krzyżem św. Jadwigi. Jako aktorka weszła maksymalnie w rolę. Pomyślałem wtedy, że nie jest możliwe, aby nie spotkała się wtedy z Bogiem. Jego obecność na planie to jak bonus z nieba dla nas wszystkich.

    Premiera filmu odbędzie się w Krakowie na 2 miesiące przed ŚDM, a potem obraz ruszy w świat, by widzowie zatęsknili za Krakowem, choć jeszcze w nim nie byli, i przyjechali na ŚDM. Ambitny plan.

    A.S.: Film ma mocną warstwę duchową i na razie rozsiewamy o nim informacje, by znalazły się instytucje, które podejmą się jego dystrybucji w kinach albo w ramach lokalnych przygotowań do ŚDM. Chcemy, by ci, którzy go zobaczą, byli pewni, że w Krakowie spotkają Boga. • Film „Bóg w Krakowie” to kolejna, po „Karolinie”, pełnometrażowa produkcja Stowarzyszenia „Rafael”. Zajmuje się ono także promocją filmów religijnych sprowadzonych z zagranicy. 6 listopada odbędzie się premiera hiszpańskiego obrazu „Zakazany Bóg”, opowiadającego o prześladowaniach Kościoła w XX wieku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół