• facebook
  • rss
  • Pomóż, żeby wyrósł CEDR

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    – Jeśli plan uda się zrealizować, to będzie wielki cud, a ludzie zobaczą, jak działa Bóg – mówią zgodnie Agnieszka Górecka i Agnieszka Guzik.


    Pierwsza jest panią prezes, druga – panią wiceprezes Fundacji Wspierania Idei Marii Montessori „Ziarnko Maku”. Wspólnie od kilku lat prowadzą też w Krakowie Katolickie Szkoły Montessori. Pierwsza jest dyrektorem szkoły podstawowej, druga – gimnazjum. Teraz chcą zrealizować kolejny pomysł.

    
– Dzieci, które mają różnego rodzaju trudności rozwojowe, aby zostały zdiagnozowane, a potem uczestniczyły w terapii czy rehabilitacji, muszą jeździć od specjalisty do specjalisty w całym mieście. Marzy nam się, by wszystko to (ze szkołą włącznie) było w jednym miejscu – opowiadają.


    Wierzą też i czują, że mają Boże błogosławieństwo. – Wszystko opieramy na Bogu, również szkoły, które prowadzimy. I ten projekt jest mocno „omodlony”. Zostało nam też dane piękne słowo z Księgi Aggeusza – że mamy pracować, a Pan, do którego należą złoto i srebro, poruszy wszystko tak, że napłyną do nas potrzebne kosztowności. Wypełni też swoją chwałą ten dom, a na koniec obdarzy nas pokojem – nie kryje wzruszenia A. Górecka.


    Boży przypadek


    Pierwsze kroki w prowadzeniu placówek bazujących na pedagogice Marii Montessori dwie Agnieszki stawiały, współpracując z Centrum Edukacyjnym Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Po dwóch latach założyły jednak Fundację „Ziarnko Maku”, w której szansę na rozwój zobaczyło zgromadzenie zmartwychwstańców.

    
– Przygarnęło nas więc pod swoje skrzydła. W efekcie, 4 lata temu, przedszkole Montessori pozostało przy CE Caritas, a szkoła podstawowa przeniosła się na ul. ks. Pawlickiego 1, gdzie mieści się kuria Prowincji Polskiej zmartwychwstańców. Powstało też wtedy gimnazjum Montessori – wspomina A. Górecka.

    
Początkowo Agnieszki myślały, że to przypadek, iż tak się wszystko poukładało. Szybko jednak zrozumiały, że w tym „przypadku” Pan Bóg miał swój plan.
– Zgłębiając nauczanie pierwszych zmartwychwstańców, odkryłyśmy, jak bardzo koresponduje to z założeniami pedagogiki Montessori. Nawet zmartwychwstańcze hasło: „w wolności” pasuje tu idealnie. My też szanujemy indywidualizm każdego dziecka. Do niczego nie zmuszamy, ale zachęcamy, a dzieci tak bardzo lubią chodzić do szkoły i uczyć się, że w wakacje maluchy aż płaczą z tęsknoty – opowiada A. Guzik i dodaje, że wolność nigdy nie może być swawolą, dlatego w szkołach obowiązują jasne zasady. Dzięki nim wolność jednego człowieka nie przekracza wolności drugiego.


    Kolejnym owocem współpracy z zakonem jest przyjaźń obu pań z prowadzoną przez zgromadzenie Wspólnotą Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea”. I mimo że formalnie do niej nie należą, wiedzą, że „galilejczycy” mają je w duchowej opiece, a one same modlą się już „po galilejsku”.


    Dla mocnych i słabszych


    Dwie Agnieszki przyznają, że CEDR nie jest ich autorskim pomysłem, ale wzorują się na mistrzach, czyli na niemieckiej Fundacji „Promyk Słońca”, która od 20 lat prowadzi w Erfurcie szkoły Montessori oraz centrum diagnozy i terapii. Nauczyciele współpracują tam z lekarzami i rehabilitantami, a dzieci są obserwowane przez specjalistów. Fenomenem jest też, że terapia trwa czasem w samym tylko procesie nauki.


    – Niemcy pokazali nam, że metoda Montessori pasuje zarówno do pracy z dziećmi bardzo zdolnymi, jak i z tymi, które mają problemy. Indywidualne podejście sprawia, że żadne nie jest porównywane z kolegami i przez to każde rozwija się maksymalnie, na miarę swoich możliwości. Szkoły Montessori nie są jednak placówkami specjalnymi, więc proporcje w klasach muszą być wyważone. Wtedy do uczniów mocnych powoli dołączają ci słabsi – tłumaczy A. Górecka, a A. Guzik dodaje, iż ośrodek podobny do CEDR działa w Krakowie przy ul. Prochowej, z tym że jest on przeznaczony tylko dla dzieci przedszkolnych, które idąc do szkoły, mają problem, bo terapię muszą kontynuować w innym miejscu.


    – Dlatego właśnie chcemy zapełnić tę lukę i to nie tylko z myślą o uczniach z naszych szkół, ale także o tych z całego Krakowa, by przyjeżdżając do CEDR znajdowali tu kompleksową pomoc i czerpali z bogactwa metody Montessori. Chcemy też, by i rodzice byli otoczeni opieką i czuli się z nami bezpiecznie – podkreśla A. Guzik.


    Czas na jałmużnę


    Centrum Edukacji, Diagnozy i Rehabilitacji ma powstać w budynku, który od lat jest w stanie surowym i niszczeje. To nieukończona nigdy sala gimnastyczna, znajdująca się przy zgromadzeniu i seminarium zmartwychwstańców. Dwie Agnieszki dostały już zielone światło na jej przebudowę – obok nowoczesnej sali znajdzie się też miejsce na gabinety specjalistów (pediatry, psychologa, pedagoga, logopedy, rehabilitanta). Każdy szczegół został perfekcyjnie zaplanowany. Problem w tym, że aby marzenie się ziściło, potrzeba – bagatela! – 3 mln zł (na pierwszy etap prac wystarczy 500 tys. zł). Trzeba więc pomóc losowi.


    Za minimalną cenę powstały już: imponujący projekt architektoniczny (dzieło pracowni APP Architekci Izabeli i Artura Wiąków), ekspertyza konstrukcyjna budynku (wykonał ją Radosław Kwiatek, koordynator krakowskiej Winnicy „Galilea”), projekt instalacji (Jarosław Goraj) oraz projekt parkingu (Henryk Cionćko). Teraz dwóm Agnieszkom marzą się nowe okna.


    – Zależy nam, by projektem zainteresować media, a zaczynamy od „Gościa”. Mamy plan kampanii, a 23 kwietnia zapraszamy wszystkich na bal charytatywny. Wielki Post to z kolei dobra okazja, by wesprzeć CEDR poprzez jałmużnę na dzieło, które będzie służyło pokoleniom – zachęca Piotr Gajda, odpowiedzialny za promocję projektu. Szczegóły akcji „Wykuj serce” można znaleźć na: www.wykujserce.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół