• facebook
  • rss
  • Kardynał we wspomnieniach

    dodane 11.08.2016 00:00

    Pasterz, książę Kościoła, ten, który czynił miłosierdzie. I... po prostu dobry człowiek – mówią o kard. Macharskim ci, którzy go znali.

    Dobromiła Salik
    redaktor GN:

    Luty/marzec 2000. Do Polski, na zaproszenie Ruchu Światło–Życie, przyjeżdża Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolari. W czasie tego pobytu oprócz udziału w XXV Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło–Życie, poproszona przez kard. Józefa Glempa, wygłosi też przemówienie do polskich biskupów. Z grupą przyjaciół jedziemy powitać ją na lotnisko w Balicach. Jest wśród nas także kard. Franciszek Macharski. Samolot jest spóźniony. Co w tym czasie robi kardynał? Przekomarza się z dziećmi. Schyla się do nich, zaczepia je. Jednym z maluchów jest Kazik, nasz sześcioipółletni syn. Po powitaniu Chiary wychodzimy na zewnątrz. Polonez kardynała już czeka. Jest zimno i pada deszcz. Kardynał żegna się z Kazikiem (patrz: zdjęcie), wsiada do samochodu i nadal przyjaźnie zagaduje. Nasz synek ma na głowie ciepłą czapeczkę z pomponem. Z auta wysuwa się kardynalska ręka, a w niej... beret. – To co, zamieniamy się czapeczkami? – pada pytanie. I to jest ten decydujący moment. Kazik jest gotów, jasna sprawa! Jednak... matka jak to matka – włącza ludzkie myślenie. Jest zimno, pada deszcz, kardynał zaraz będzie wysiadał z samochodu...

    – Oj, nie, Ksiądz Kardynał zmoknie... – wypowiadam słowa, których żałuję do dziś. Każdy odjeżdża ze swoją czapeczką. Wkrótce wysyłamy kardynałowi pamiątkowe zdjęcie. Odpowiedź z Franciszkańskiej 3 przychodzi niebawem. To kilka ciepłych zdań wystukanych na maszynie do pisania z błogosławieństwem i odręcznym podpisem. Ważna pamiątka. A Kazik mówi odtąd o krakowskim hierarsze: „mój kardynał”. Czerwiec 2016. Przychodzi mi myśl, by napisać do kard. Macharskiego, przypomnieć sytuację sprzed lat i powtórnie poprosić o błogosławieństwo. Odkładam ten list z dnia na dzień. Szkoda. Gdy kardynał trafia do szpitala, czuję, że może już być za późno. Sierpień 2016. Wspominając tę rodzinną anegdotkę, zawsze mówiliśmy, że Kazik „stracił kapelusz kardynalski”. Czy dlatego po latach wybrał nie stan kapłański (w którym co niektóre osoby go widziały...), lecz małżeński? Bóg to wie. Ja wiem, że to nie całkiem przypadkowe, że ślub Kazimierza i Dominiki wypada akurat kilka dni po ostatnim pożegnaniu „jego kardynała”. Pewnie będzie machał młodym małżonkom z nieba swoim beretem, błogosławiąc ich miłość i rodzącą się Bożą rodzinę!

    Bp Grzegorz Ryś
    biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej:

    Kardynała Macharskiego wspominam jako człowieka wielkiej wiary. To obraz, który zostanie mi na zawsze, a zrodził się on w czasie długiej rozmowy z kardynałem o tym, jak kierował on Kościołem krakowskim. Dotarliśmy do tematu stanu wojennego. Kardynał napisał wtedy list do Ojca Świętego, co mnie nie zdziwiło. Zdziwiła mnie prośba, którą w tym liście zawarł. A prosił o kanonizację o. Maksymiliana i beatyfikację Brata Alberta. Pomyślałem sobie, że to ostatnia rzecz, która przyszłaby mi do głowy w momencie, gdy zaczyna się stan wojenny. To jest prorockie widzenie rzeczywistości. Takich momentów było wiele. To był człowiek wielkiej klasy, wielkiego dialogu.

    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
    prezes Fundacji im. Brata Alberta w podkrakowskich Radwanowicach:

    Był to, według mnie, ostatni wielki książę Kościoła, człowiek o niezłomnych zasadach, który wiele od siebie wymagał. Wspaniale zachowywał się w okresie stanu wojennego. Zawsze uważał, że Kościół powinien kierować się zasadami ewangelicznymi i nie jest jego zadaniem bezpośrednie angażowanie w politykę. Stąd jego dystans do polityków w okresie III RP. Druga jego bardzo ważna cecha to wielka wrażliwość na ludzką biedę. Gdy został metropolitą krakowskim, wspierał wszelkie dzieła dobroczynne w archidiecezji. Tak było m.in. z Fundacją im. Brata Alberta. Nie zapomnę Wielkiego Tygodnia w roku 2000. Okradziono wówczas kasę fundacji z pieniędzy zebranych na kwestach. Gdy nasi podopieczni poszli w Wielką Sobotę do kardynała, dowiedział się od nich o tym bolesnym wydarzeniu. Jeszcze tego samego dnia zostałem wezwany do kurii. Podszedł do mnie sam kard. Franciszek i bez słowa wręczył mi grubą kopertę. Były w niej pieniądze, które ofiarowano mu na cele charytatywne z okazji 50. rocznicy jego święceń kapłańskich.

    Grzegorz Kozakiewicz
    fotoreporter:

    Zadaniem fotoreportera jest robienie dobrych zdjęć. Kardynał Macharski był pod tym względem idealnym modelem. Miał wyjątkowe wyczucie. Żartowaliśmy w gronie kolegów, że nikt ci nie „ustawi” zdjęcia tak, jak kard. Macharski. Pamiętam imprezę w Filharmonii Krakowskiej, gdy dzieci miały dostawać jakieś nagrody. Gromadkę maluchów ustawiono na estradzie, a przed nimi postawiono rząd krzeseł, na których mieli siedzieć prominentni goście. Fotoreporterzy denerwowali się, że – fotografując z dołu – będą mieli w obiektywie na pierwszym planie nie te osoby, które w danej chwili były najważniejsze. Nagle zza kulis wyszedł kard. Franciszek, popatrzył na dzieci, na krzesła i na nas, ustawił dzieci w szeregu i chwycił pierwsze z nich za rękę. Po czym cały rządek tych dzieci wyprowadził przed te krzesła i z uśmiechem usiadł za ich plecami na krześle. Zorientował się bowiem, że hierarchia ważności została zachwiana.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół