• facebook
  • rss
  • Serafitki: Nie mamy nic do ukrycia

    Jan Głąbiński

    dodane 08.09.2016 18:30

    Jak naprawę wygląda życie w Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez serafitki w Białce Tatrzańskiej? Sprawdziliśmy. Niepełnosprawne osoby mają dobrą opiekę.

    - W całym zamieszaniu zapomniano o dobru naszych wychowanków. My naprawdę nie mamy nic do ukrycia - podkreśla s. Grażyna Gacek, od sierpnia dyrektor DPS w Białce Tatrzańskiej.

    Wokół Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Intelektualnie (a często także fizycznie), prowadzonego przez zgromadzenie sióstr serafitek, cały czas trwa jednak medialna wrzawa, a pod adresem sióstr padają kolejne oskarżenia, jakoby w placówce dochodziło do znęcania się nad podopiecznymi. Aferę rozpoczęła "Gazeta Krakowska" publikacją, jaka ukazała się w poniedziałkowym wydaniu (z datą 5 września). W ślad za nią poszły inne media, powtarzając zarzuty o maltretowaniu niepełnosprawnych chłopców.

    - Przeżywamy istny najazd dziennikarzy. Wokół domu były ustawione kamery, które filmowały nas dzień i noc. Tymczasem nasza placówka jest otwarta dla każdego, nie mamy naprawdę nic do ukrycia - zapewnia s. Grażyna Gacek.

    W całej sprawie media nie zauważają - albo nie chcą zauważyć - ważnego faktu. Otóż, o ile dom jest prowadzony przez siostry, to pracują w nim również osoby świeckie. Tymczasem dziennikarze wydali już wyrok na zakonnice, że to one są bezpośrednio winne rzekomych nieprawidłowości.

    Obecnie w placówce pracuje 40 osób, w tym 10 sióstr. Pod ich opieką znajduje się ponad 60 mieszkańców domu, w różnym wieku. - Są podzieleni na kilka grup (głównym opiekunem każdej grupy są siostry) w zależności od wieku, schorzenia. Cały czas pracują z nimi nasi rehabilitanci, są pod opieką lekarzy specjalistów, w tym także psychiatrów. Dysponujemy całą dokumentacją medyczną, w której wszystkie działania są dokładnie opisywane, także te związane z autoagresją. Bo i z nią mamy do czynienia - podkreśla s. Gacek.

    - Pracuję w Białce już kilka lat. Proszę mi wierzyć, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z żadnymi przypadkami opisywanymi przez media. Mam nawet wrażenie, że niektóre historie po prostu zostały zmyślone. Może jest to też forma zemsty osób, które kiedyś były tu zatrudnione, albo z którymi siostry nie chciały dalej współpracować - zastanawia się jeden ze świeckich pracowników DPS. Dla dobra sprawy prosi jednak o zachowanie anonimowości. 

    - Dla mnie to nie jest przypadek, że dzień po kanonizacji Matki Teresy ukazuje się pierwsza publikacja próbująca ukazać nas w złym świetle, a potem rusza cała lawina. Zło nie może wytrzymać tej fali dobra, która tutaj jest naprawdę widoczna - zauważa inny z pracowników domu.

    - Najstarsza grupa chłopców jest bardzo rozumna. Oni wszyscy oglądają telewizję, słuchają radia i dobrze wiedzą o całym zamieszaniu. Obawiają się, że mogą być stąd zabrani, że dom będzie zamknięty. Cały czas im tłumaczymy zaistniałą sytuację, aby ich jakoś uspokoić - podkreśla s. Gacek.

    Dom w Białce to bardzo nowoczesny kompleks z salami do rehabilitacji, świetlicami, pokojami gościnnymi dla rodziców chłopców. Jest nawet podgrzewany basen. Wychowankowie mają do dyspozycji rozległy teren wokół ośrodka. Wszędzie jest bardzo czysto i schludnie.

    Cały reportaż o DPS będzie można przeczytać w numerze 38. "Gościa Krakowskiego" (z datą 18 września).

    O sprawie piszemy również w komentarzu Kanonizacja i polowanie na zakonnice

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół