• facebook
  • rss
  • Hubert z dramatu papieża

    Bogdan Gancarz

    |

    Gość Krakowski 47/2016

    dodane 17.11.2016 00:00

    O jego grobie na cmentarzu Salwatorskim pamięta głównie mieszkająca w pobliżu rodzina. Jego dramatów nie uświadczysz teraz w teatrze, choć nazywano go niegdyś „Sofoklesem chrześcijańskim” i „największym po Wyspiańskim”.

    Teraz postać sławnego niegdyś krakowskiego dramaturga Karola Huberta Rostworowskiego (1877–1938) przypomniała w książce „Szczery artysta” jego wnuczka Maria Rostworowska. – O dziadku dowiadywaliśmy się głównie z ust babci Róży Rostworowskiej, która mieszkała z nami. „Babi” przekazywała nam jak mogła sympatię, szacunek i miłość do dziadka. Opowiadała o nim jako o człowieku ogromnie miłym, przyjemnym, spontanicznym, czasem zapalczywym, ale z gruntu dobrym, bardzo ludzkim. To były opowieści babci dla dzieci. Opowiadała mi o dziadku, czytała jego sztuki. Miałam 12 lat, gdy mi czytała „Judasza”. Starała się przekazać jak najwięcej. To, że w wolnych chwilach zajmuję się grzebaniem w dokumentach, co owocuje m.in. książkami, zawdzięczam właśnie jej. Ona wpoiła mi przekonanie, że warto zajmować się przeszłością. Dlatego kilka lat temu zabrałam się za napisanie biografii dziadka. Starałam się ukazać Karola Huberta Rostworowskiego nie tylko z perspektywy rodzinnej – mówi Maria Rostworowska, romanistka, córka śp. prof. Marka Rostworowskiego. Autorka przewertowała pilnie archiwa rodzinne i teatralne. Dzięki temu powstała potoczysta, pełna nieznanych szczegółów opowieść o człowieku, który będąc wielkim artystą, był jednocześnie mężem, ojcem, działaczem politycznym i społecznym.

    Niełatwa droga

    Czytelnik nieznający bliżej biografii Rostworowskiego będzie pewnie zdziwiony, że jego droga do wielkości i do religijności wysokiej próby nie była prosta. Choć ziemiański syn biedował, zmagał się z gruźlicą, był początkowo niespokojnym duchem. Zmieniał szkoły średnie, studiował w Niemczech rolnictwo, muzykę i filozofię. Prowadził tam hulaszcze życie. Pod wpływem lektur filozoficznych odszedł na 16 lat od praktyk religijnych. Dopiero potem zaczął się proces powrotu. Kilkakrotnie próbował się żenić, dopiął swego dopiero po czterdziestce, biorąc za żonę Różę Popielównę, z którą doczekał się trzech synów. Swoje wielkie dramaty napisał już jako człowiek dojrzały. Rostworowski miał to szczęście, że wielki aktor i reżyser Ludwik Solski nie zniechęcił się jego pierwszymi, niezbyt udanymi próbami dramatycznymi, lecz na scenie Teatru im. Słowackiego wystawiał kolejne sztuki, m.in. „Judasza z Kariothu” (1913), „Kajusa Cezara Kaligulę” (1917) i „Niespodziankę” (1929), przyjęte z aplauzem przez publiczność i krytykę. Sam Solski ponoć ubolewał, że w „Niespodziance”, wstrząsającej tragedii, gdzie ubodzy rodzice dla dolarów na kształcenie zdolnego syna mordują nocującego u nich przybysza, który okazuje się ich nierozpoznanym starszym synem, przez wiele lat pracującym w Ameryce, nie mógł zagrać świetnej dramaturgicznie roli matki.

    Pamiętała rodzina i Karol Wojtyła

    Dramaty Rostworowskiego i jego postawa moralna wpłynęły silnie na Karola Wojtyłę. Podczas spotkania z przedstawicielami świata kultury 8 marca 1991 r. w Teatrze Wielkim w Warszawie, zwracając się do Marka Rostworowskiego, ówczesnego ministra kultury, powiedział: „Trudno mi jednak w tej chwili, mówiąc do syna wielkiego polskiego dramaturga Karola Huberta Rostworowskiego, nie zaświadczyć, ile ja sam zawdzięczam jego postaci, jego twórczości. Niech ten hołd pośmiertny wobec wielkiego polskiego pisarza, wielkiego człowieka teatru, wielkiego chrześcijanina będzie jakimś spłaceniem długu, który przez powojenne pokolenie w Polsce nie był spłacony, raczej ojciec pański Karol Hubert Rostworowski był, powiedziałbym, tendencyjnie zapominany”. Nieprzypadkowo w „Bracie naszego Boga” pojawia się postać Huberta, która jest wzorowana na Rostworowskim. O swoim mężu, ojcu, dziadku i stryju pamiętała rodzina. Pozostała przecież wdowa Róża Rostworowska i synowie: Jan (poeta), Marek (wybitny historyk sztuki i muzealnik) oraz Emanuel Mateusz (wybitny historyk). Tę pamięć przekazywano w pozostałych na szczęście w rodzinnych rękach miejscach: na Salwatorze, gdzie Rostworowski mieszkał w latach 1935–1938 i gdzie umarł, w kamienicy Popielowskiej przy ul. św. Jana 20, gdzie mieszkał w latach 1918–1935 i gdzie napisał „Niespodziankę”, oraz wreszcie w odkupionym w latach 70. XX w. dworze w Rybnej, gdzie się urodził. Po wojnie wydawano wprawdzie dwukrotnie jego dramaty, a w drugiej połowie lat 70. udało się zaś w Teatrze Telewizji pokazać świetne realizacje trylogii dramatycznej Rostworowskiego, potem było jednak znów cicho. Został skazany na zapomnienie, przede wszystkim ze względu na swoje zaangażowanie polityczne w ruchu narodowym oraz chrześcijańskie przesłanie dramatów. Tę ciszę przerywa książka Rostoworowskiej. Przypadająca w 2019 roku 90. rocznica premiery „Niespodzianki” byłaby dobrą okazją do jej nowej inscenizacji na deskach Teatru im. Słowackiego. Maria Rostworowska, „Szczery artysta. O Karolu Hubercie Rostworowskim”, Kraków 2016, Znak, ss. 510.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół