• facebook
  • rss
  • Slalomem dla małego orła

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    Gdy Szymon był mały, marzył, by kiedyś mógł latać. Dziś ma 14 lat i marzy, by znów móc biegać.

    Trudną naukę ponownego chodzenia już opanował. Wózek inwalidzki kilka miesięcy temu zniknął z jego pokoju, bo chłopak ma w sobie mnóstwo siły, a każdy kolejny dowód na to, że rehabilitacja przynosi efekty, jest dla niego motywacją, by walczyć dalej. Nawet w tenisa próbuje już grać i potrafi wbić piłkę do bramki, choć o bieganiu po boiskach jeszcze nie ma mowy.

    1200 skoków

    Z wypadku, który wydarzył się blisko 3 lata temu, Szymon Olek nic nie pamięta. – Mózg mi wtedy nawalił – mówi bez ogródek, pokazując zdjęcie zrobione na skoczni narciarskiej w Wiśle, na którym ma 7 lat i dumnie trzyma swoje pierwsze narty. Opowiada też, że już wtedy obserwował ptaki czy owady i podziwiał je, marząc, by kiedyś, tak jak one, oglądać świat z wysokości. Samoloty i paralotnie też mu się podobały. Gdy więc trafił do profesjonalnego klubu LKS Klimczok Bystra i zaczął treningi na skoczni narciarskiej, czuł się, jakby dostał gwiazdkę z nieba. Latał i był szczęśliwy. – Zasady jazdy na nartach Szymek sam opanował. Mieszkamy blisko lasu, były warunki do ćwiczeń. W końcu okazało się, że wykombinował, jak się skręca i hamuje. Wtedy pomyślałam o klubie dla niego, ale stawiałam na proste zjazdy albo slalom. Wszyscy jednak mówili, że z jego drobną sylwetką najlepsze będą skoki – opowiada Katarzyna Gancarczyk, zastępcza mama Szymka, który trafił do jej domu, gdy miał niecałe 3 lata, w 2005 roku. Chłopiec trenował ten sport przez 4 lata – oddał co najmniej 1200 skoków na skoczniach o różnej trudności. Było widać, że ma talent i jest dla niego nadzieja na przyszłość. A że Szymek to ambitny chłopak, za wzór stawiał sobie dwóch polskich orłów: Adama Małysza i Kamila Stocha. Bardzo chciał im dorównać.

    Będzie chodził

    Niestety, piękne marzenia zostały przerwane. 25 lutego 2014 r., podczas zawodów na Maleńkiej Krokwi w Zakopanem, Szymek po wylądowaniu zjeżdżał z zeskoku. Tam trafił na lód i przewrócił się. Mimo że upadek nie wyglądał groźnie, a chłopiec miał na głowie kask, okazało się, że doszło do wylewu krwi do mózgu. Co więcej, pojawił się w nim krwiak, który rósł z każdą godziną, a gdy ze szpitala w Zakopanem Szymek trafił do krakowskiego Prokocimia, dobrze nie było. Nie ruszał lewą stroną ciała i nie mówił. Z pomocą dla Szymona wkrótce pospieszył Polski Związek Narciarski, a gdy fizjoterapeuta polskich skoczków odwiedził go w szpitalu, zawyrokował: chłopak będzie chodził. Z kolei skoczkowie, gdy dowiedzieli się o małym orzełku, jako pierwsi – na zakończenie sezonu, w Zębie – zorganizowali dla niego zbiórkę pieniędzy na rehabilitację. To słowo dla pani Katarzyny brzmiało wtedy jak abstrakcja, bo Szymek tylko leżał. Potem jednak pieniądze stały się bardzo przydatne i pozwoliły (także dzięki wsparciu wielu innych osób) na zorganizowanie dodatkowej, prywatnej rehabilitacji, która miesięcznie kosztuje ok. 4–5 tys. zł. Ale to właśnie dzięki niej Szymek wraca do sił, choć do pełnego sukcesu droga jeszcze długa.

    Plastron od Kamila

    Na szczęście z nieba spadła kolejna gwiazdka. Wieść o chłopcu dotarła do Małopolskiego Okręgowego Związku Narciarskiego i do Klubu Narciarskiego „Yeti”, które od kilku lat współorganizują akcję „Krzysiek pomaga pomagać”, a wcześniej wspierały samego Krzyśka (Graczyka), który dziś spłaca dług wdzięczności. Jego historia trochę splata się z historią Szymka. 31 grudnia 2004 r., gdy chłopak miał 15 lat i wielki talent sportowy, na mecie I Krakowskiego Biegu Sylwestrowego zaczął swą walkę o życie. Doznał wtedy rozległego udaru mózgu i tylko dzięki uporowi rodziców (Romana Graczyka i Krystyny Czerni) oraz swojej silnej woli dziś – na przekór lekarzom, którzy przygotowywali rodziców na śmierć syna – biega, pływa, jeździ na nartach i rowerze. Cały czas jest też rehabilitowany, jednak już dawno temu postanowił, że skoro dostał drugą szansę, to będzie pomagał tym, którzy mają gorzej od niego. Co roku Krzysiek, który ma już 27 lat, wraz z całym stowarzyszeniem „Krzysiek pomaga pomagać”, wyszukuje więc kolejne osoby czekające na przyjazną dłoń. Tym razem, w ramach 6. już akcji, znalazł Szymona Olka. To dla niego 18 lutego na stoku w stacji narciarskiej w Suchem odbędzie się slalom gigant, a 25 lutego w krakowskim hotelu Qubus koncert – cały dochód z opłat startowych i biletów zostanie przekazany na rehabilitację Szymona. Podczas koncertu odbędzie się też aukcja, na którą wystawiono m.in. dzieła Jerzego Nowosielskiego czy plastron podarowany przez Kamila Stocha, w którym trenował dzień przed wygraniem ostatniego Turnieju Czterech Skoczni. Szczegóły na: www.krzysiekpomaga.org

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół