• facebook
  • rss
  • Bóg go w biegu zatrzymał...

    Monika Łącka

    |

    Gość Krakowski 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Gdy wchodził do pokoju, z każdym witał się w jego ojczystym języku, a współpracowników lubił zabierać na obiad. Tam, gdzie inni szukają problemu, on mówił: „Jednym słowem – jest dobrze, a w dwóch słowach – bardzo dobrze”.

    Ci, którzy znali ks. Marka Leśniaka, mają wątpliwości, czy jego doba na pewno miała tylko 24 godziny – ciągle coś załatwiał, gdzieś się spieszył, komuś chciał pomóc... Był wykładowcą teologii moralnej, etyki biznesu i spowiednictwa na UPJPII, działał w Arcybractwie Miłosierdzia, Fundacji św. Jana Kantego, Komisji ds. Dialogu Społecznego przy Sejmiku Wojewódzkim, był kapelanem Rycerzy Kolumba, udzielał się też w Duszpasterstwie Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent” i wciąż znajdował sobie nowe zajęcia. Albo raczej: to one znajdowały jego.

    Obiady czwartkowe

    – Co ważne, Marek w to, co robił, mocno się angażował, a w tym wszystkim bardzo ważny był dla niego drugi człowiek. Miał genialne pomysły i dbał o dobre relacje z tymi, których spotykał na swojej drodze. Każdemu życzę takiego szefa i przyjaciela – mówi ks. Andrzej Wołpiuk, który ks. Leśniaka poznał w 1990 r., gdy przyszedł do krakowskiego WSD. – To on wprowadzał mnie w seminaryjną rzeczywistość. Święcenia przyjął w 1993 r., ja – w 1996 r. Potem cały czas mieliśmy kontakt dzięki wspólnym znajomym i Rycerzom Kolumba, w których działalność byliśmy zaangażowani. W końcu obaj trafiliśmy do Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016, gdzie w Sekcji Rejestracji Marek dał się poznać jako człowiek, który dla każdego był serdeczny. Byliśmy tam jak rodzina, a Marek był jej głową – opowiada ks. Wołpiuk. Ks. Jarosław Chlebda, który również pracował w tej sekcji, a z ks. Markiem współpracował także w parafii św. Floriana, mówi z kolei, że w tym, czym ks. Leśniak zajmował się na co dzień, na pierwszym miejscu był Bóg i Kościół oraz jego sprawy, a zaraz potem – człowiek. – Nasza sekcja w KO ŚDM zawsze była najlepiej zaopatrzona, a ks. Marek sam wiele rzeczy organizował i za nie płacił, także za to, żeby w jeden dzień w tygodniu wspólnie iść na obiad – na pizzę, pierogi... To były nasze „obiady czwartkowe”. Miał wiele planów na przyszłość. Żył w biegu i Bóg go w tym biegu zatrzymał, by zabrać do siebie... – mówi ks. Chlebda.

    Niestandardowy i odważny

    Przemysław Bednarz ks. Leśniaka znał od 11 lat, czyli odkąd Rycerze Kolumba pojawili się w Polsce, a ks. Marek został ich kapelanem. Jak opowiada, ks. Leśniak nie tylko sam był świetnym organizatorem, ale też pomagał innym osiągać wielkie rzeczy. – Wiele razy doświadczyłem jego pomocy, a szczególnie wtedy, gdy byłem bezrobotny i szukałem pracy. To on stanął wtedy na mojej drodze – wspomina. Dodaje, że ks. Markowi zależało także na młodym pokoleniu, któremu pomagał w Fundacji św. Jana Kantego. Z kolei Artur Kalicki z Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent” przyznaje, że ks. Leśniak lubił szukać sposobu na to, jak przełożyć katolicką naukę społeczną na praktykę i rzeczywistość gospodarczą w Polsce, a swoją wiedzą chętnie się dzielił – zarówno podczas konferencji organizowanych przez „Talent”, jak i podczas nieformalnych spotkań na kajakach. – Na te wyprawy kajakowe znajdował czas nawet wtedy, gdy ja już mówiłem, że nie mam siły. Był bardzo towarzyski i elokwentny, a rozmawiać z nim można było długo na różne tematy. Miał też ważną zaletę: potrafił otworzyć człowieka małomównego, jakim jestem – wspomina brat starszy Arcybractwa Miłosierdzia, w którym ks. Leśniak był m.in. prokuratorem (skarbnikiem). – Znaliśmy się 20 lat i wiem, że to za mało powiedzieć, iż Marek był człowiekiem niezwykłym. Był niestandardowy i odważny w głoszeniu pozytywnych rzeczy. Tam, gdzie ludzie szukają problemów, on szukał dobra i mówił: „Jednym słowem – jest dobrze. A w dwóch słowach – bardzo dobrze”. Budował wzajemne zaufanie, a podejmowane decyzje opierał na wcześniejszych rozmowach. Co więcej, nigdy nie bał się podejmować decyzji trudnych, ale zawsze robił to w prawdzie i w interesie Kościoła – opowiada brat starszy AM i wspomina ostatni dzień jego życia, który – w dużej części – spędził z ks. Leśniakiem. – Najpierw mieliśmy w arcybractwie 4-godzinny zarząd, po którym Marek był bardzo zmęczony. Poszliśmy jeszcze jednak do banku, gdzie złożył swój ostatni podpis, a następnie do kurii. Po południu pojechaliśmy na Salwator, gdzie załatwialiśmy sprawę, by pomóc jednemu z naszych współbraci. Tam, u proboszcza, nieco odżył, bo upał dawał mu się we znaki. W końcu ja wsiadłem do auta, a on na swój rower, ale do celu już nie dojechał... Rozległego zawału doznał na Plantach – opowiada i dodaje, nie kryjąc wzruszenia, że ks. Marek był dla niego jak wspaniały brat, jakiego nigdy nie miał. Ks. Leśniak zmarł 1 sierpnia, w wieku 49 lat i 24 lat kapłaństwa. 8 sierpnia (czyli już po zamknięciu tego numeru „GK”) miał zostać pochowany w krypcie kolegiackiej bazyliki św. Floriana, gdzie był duszpasterzem przez ostatnich 10 lat, a od 2013 r. był też kanonikiem Kapituły Kolegiackiej przy tej bazylice.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół