• facebook
  • rss
  • Wcześniej z babcią, teraz z dziećmi

    Jan Głąbiński, Łukasz Kaczyński, Monika Łącka, Paulina Smoroń

    |

    Gość Krakowski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    W Więcławicach mieszka... Beata Szydło, która w swoim domu gościła pątników z wielu stron świata. – Nie wypraszam nikogo, bo przecież „gość w dom, Bóg w dom”. Ze względu na zdrowie już nie chodzę na pielgrzymki, ale za to do nas przychodzi cały świat – przekonuje.

    Na trasie pielgrzymki nie brakuje wyjątkowych miejsc, takich jak klasztor karmelitów w Czernej. W tym roku 10 pielgrzymów z grupy skawińsko-czernichowskiej właśnie w drodze do Częstochowy oddało się opiece Maryi, przyjmując szkaplerz. – Nie jestem zbyt obowiązkową osobą, ale chciałabym mieć mocniejszą wiarę. Szkaplerz będzie mi przypominał, dlaczego wierzę – mówiła Julia ze Swoszowic. Choć skończyła dopiero 16 lat, życie mocno ją doświadczyło, a Maryja – czyniąc prawdziwe cuda – pomogła przetrwać najgorsze chwile. – Kiedy u mojej mamy wykryto nowotwór, lekarze nie dawali jej szans. Maryja zachowała ją na tej ziemi i wszystko dobrze się skończyło – opowiada ze wzruszeniem.

    Wspólnota pomocy

    Tradycji stało się zadość – pielgrzymów ruszających na Jasną Górę rankiem 6 sierpnia pobłogosławił na Wawelu metropolita krakowski. W tym roku po raz pierwszy był to abp Marek Jędraszewski. Podczas kazania podkreślał rolę wspólnoty, która jest mocnym znakiem wiary, a na pielgrzymim szlaku opiera się przede wszystkim na wzajemnej pomocy. – Wyrażanej przez uśmiech, drobny gest, uprzejmość, zachętę. Jest to także budowanie wspólnoty między wami, pielgrzymami, a tymi wszystkimi, którzy zechcą was przyjąć do swoich domów – tłumaczył. – Życzę wam wspaniałych doświadczeń tego, co znaczy Kościół, co znaczy wspólnota wiary, nadziei i miłości, co znaczy pokrzepianie się Ciałem i Krwią Chrystusa w Eucharystii, co znaczy otwieranie się każdego dnia na Jego słowo. Życzę wam wielu radości mimo zmęczenia – powiedział abp Jędraszewski. Po Mszy św. metropolita odprowadził pielgrzymów na Rynek Główny i tam ich pożegnał. Dla niektórych pielgrzymów był to już... trzeci dzień pielgrzymki. Wspólnoty z Mszany Dolnej czy Suchej Beskidzkiej wyruszyły bowiem 4 sierpnia. – Na pielgrzymkę idę już po raz 7. Jest to dla mnie szczególny moment, bowiem kiedy wrócę od Królowej Polski, stanę przed ołtarzem i wspólnie z moją ukochaną Karoliną zawrzemy związek małżeński. Pielgrzymka jest dla nas szczególnym czasem i rekolekcjami w drodze – mówi Hubert, który współtworzy pielgrzymkowy zespół muzyczny, idąc w czwartej grupie.

    Łazanki najlepsze na świecie

    Jednym z przystanków Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej było Rokitno Szlacheckie. Na postoju pątnicy mogli liczyć na łazanki – ponoć najlepsze na świecie. – W tym roku ugotowałyśmy ich dla 600 osób i proszę zobaczyć – wszystko poszło! Dla nas to radość wielka – mówiły zgodnie panie Teresa, Maria i Elżbieta. – W tym roku to już 29. raz. Początki były skromne, ale z czasem wszystko zaczęło nabierać rozpędu i dziś w przyjęcie pielgrzymów zaangażowanych jest już wiele gospodyń, a pomagają nam też młode dziewczyny – wyjaśnia pani Halinka, szefowa tego kulinarnego przedsięwzięcia. Recenzję wystawiają co roku pielgrzymi. – Tym, co tu spotkaliśmy, jesteśmy szczerze zachwyceni! – mówili zgodnie, kiedy 9 sierpnia dotarli na postój w Rokitnie. – Dziś jesteśmy trochę zmęczone, bo od rana był do pokonania trudny odcinek drogi przez Pustynię Błędowską, ale teraz już nabieramy sił po obiedzie – zapewniały Gabrysia, Wiktoria i Agata. Oprócz jedzenia i picia pielgrzymi w drodze potrzebują jeszcze miejsca do spania. Jedną z wielu gościnnych miejscowości na ich szlaku jest Masłomiąca. Mieszka tam Dorota Dąbrowska, u której pątnicy znaleźli przytulne i rodzinne schronienie. Ani ona, ani jej rodzice nie mogą doliczyć się, jak wielu pielgrzymów przewinęło się już przez ich dom. – Dla nas to jest wielka radość! Zawsze pieczemy dla nich ciasto, żeby jak najlepiej ich ugościć, a na drogę szykujemy paczki. Rano, zanim każdy rozejdzie się w swoją stronę, uczestniczymy razem w Mszy św. Dla nas to też wielkie przeżycie – opowiada Dorota. Nieopodal, w Więcławicach, mieszka z kolei Beata Szydło, która w swoim domu gościła pątników z wielu stron świata. – Nie wypraszam nikogo, bo przecież „gość w dom, Bóg w dom”. Ze względu na zdrowie już nie chodzę na pielgrzymki, ale za to do nas przychodzi cały świat – przekonuje.

    Ciągle razem

    Pątnikom zmierzającym na Jasną Górę dokuczają zmęczenie, bąble, obtarcia, zbyt mocna opalenizna. Jak przyznają, bardzo ważne jest to, że chwile zwątpienia czy braku sił można przeżywać we wspólnocie. – Jestem pierwszy raz na pielgrzymce i to, co mnie zaskoczyło, to relacje między ludźmi. Ta odczuwalna w każdym zwyczajnym geście pomocy wspólnota, w której idzie się razem i modli. To niezwykłe doświadczenie Pana Boga w drugim człowieku – przyznaje Marcelina z Nowego Targu. Sens wędrowania z zawierzaniem siebie Maryi często pielgrzymi rodzice przekazują młodszym pokoleniom. – Kiedy byłam dzieckiem, na pielgrzymki zabierała mnie babcia i myślę, że to otworzyło mnie na wiarę, nadzieję i miłość oraz zbudowało zaufanie do Matki Bożej w trudnych chwilach. Dlatego jestem tutaj z dziećmi – tłumaczyła pani Ania ze Szczecina, która wędruje z synem Michałem i córką Weroniką. Pielgrzymka to ważna lekcja wiary także dla kapłanów. Opowiada o tym o. Łukasz Buksa OFM, który zauważa, że często tuż po powrocie do domu pielgrzymi są „naładowani” Panem Bogiem. – Ale potem to szybko znika. Uczmy się wypracowywać w sobie taki system, aby nie wyzbywać się Boga, ale jeszcze bardziej się w Nim rozkochiwać – apeluje. Przekonuje też, że wystarczą do tego małe gesty, które następnie zaowocują życiem z Bogiem. Jako kapłan z grupy franciszkańskiej wspiera wiernych w drodze śpiewem, czyli swoją wielką pasją. – Jestem dla nich przez rozmodlenie, rozśpiewanie i roztańczenie. W tym roku dodaliśmy też rozmiłowanie ciszy, czyli takie etapy, które poświęcamy na kontemplację słowa – opowiada. Z kolei zdaniem bp. Grzegorza Rysia, są w czasie pielgrzymowania takie momenty, w których księża są niezastąpieni. Mają być przewodnikami wiernych, a ich posługa w tym czasie najpełniej realizuje się w sakramentach. – Głoszenie słowa można zlecić diakonom, prowadzenie modlitwy – siostrom zakonnym, ale w rozgrzeszeniu i konsekracji chleba na ołtarzu nikt nie zastąpi kapłana – wyjaśnia biskup. Księża na Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej nie opuszczają swoich wiernych. Tak samo dokuczają im upały i bolące nogi. Bp Ryś tłumaczy jednak, że kapłaństwo w drodze jest bardzo sensowne i to sprawia, że nie jest trudne. – Kapłan, jeśli chce, może tu w pełni realizować to, do czego otrzymał święcenia. Nie ma tu miejsca na dystans i koturnowe noszenie się, o które łatwo jest w parafiach. Tam można odgrodzić się od ludzi systemem alarmowym i bramką z napisem: „zły pies”. Tu jesteśmy ciągle razem – podkreśla biskup.

    Relacje z trasy 37. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej oraz galerię zdjęć można znaleźć na: krakow.gosc.pl/Pielgrzymka-krakowska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół