• facebook
  • rss
  • To była najstraszniejsza śmierć

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 39/2017

    dodane 28.09.2017 00:00

    Całun Turyński to być może najlepiej przebadany przedmiot świata. Doczekał się nawet własnej, interdyscyplinarnej gałęzi nauki – syndonologii. Kraków ma szanse stać się jej polskim centrum.

    W sanktuarium św. Jana Pawła II od 5 lat można oglądać przygotowaną przez Zgromadzenie Księży Legionistów Chrystusa we współpracy z Fundacją „Othonia” wystawę „Kim jest Człowiek z Całunu?”. Teraz pod Wawelem ma powstać Polskie Centrum Syndonologiczne, czyli instytucja zajmująca się popularyzacją wiedzy o Całunie Turyńskim.

    Od wystawy do centrum

    Wszystko zaczęło się, kiedy o. Mariusz Kiełbasa, jeden z trzech polskich legionistów Chrystusa, studiował w Rzymie. Jego wykładowcą był o. Héctor Guerra, zaangażowany w propagowanie wiedzy o całunie właśnie przez tworzenie na całym świecie poświęconych mu wystaw. To on zaproponował, by taka ekspozycja powstała w Polsce. Wybór padł na będące wtedy jeszcze w budowie sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach. Na wystawie znalazło się 25 informacyjnych plansz, kopia przechowywanego na co dzień w skarbcu katedry św. Jana Chrzciciela w Turynie całunu w skali 1:1, rzeźba włoskiego artysty Luigiego E. Mattei oraz trójwymiarowa wizualizacja Człowieka, którego wizerunek widnieje na płótnie. To właśnie ten ostatni element jest znakiem rozpoznawczym ekspozycji przygotowywanych przez legionistów Chrystusa. Takich wystaw jest na świecie 11 – pierwsze powstały w Jerozolimie i Rzymie, krakowska była 7. z kolei. – W sanktuarium jesteśmy od początku. Teraz, po 5 latach, postanowiliśmy pójść o krok dalej – mówi o. Kiełbasa. Tym krokiem jest powstanie Polskiego Centrum Syndonologicznego. Będzie ono filią założonego w 1950 roku w Turynie Międzynarodowego Centrum Syndonologii. Zadaniem instytucji będzie popularyzacja wiedzy o całunie i jednoczenie polskiego środowiska syndonologicznego. – Spotykam się na co dzień z ludźmi zainteresowanymi tym tematem i wiem, że wielu z nich chciałoby się spotykać, rozmawiać, wymieniać doświadczeniami i wiedzą, słuchać ciekawych gości – zapewnia Krzysztof Sadło, który jest przewodnikiem na wystawie „Kim jest Człowiek z Całunu?”.

    Nauka i Ewangelia

    O tym, że w Polsce jest grono osób zainteresowanych Całunem Turyńskim, świadczy m.in. frekwencja na krakowskiej wystawie. Choć są dni, że odwiedza ją zaledwie kilku ludzi, to w szczycie sezonu jest nawet 1000–2000 osób na tydzień. Byłoby zapewne jeszcze lepiej, ale – jak mówi K. Sadło – nie wszyscy odwiedzający sanktuarium św. Jana Pawła II, nawet w ramach zorganizowanych pielgrzymek, wiedzą o istnieniu wystawy. Mimo to krakowska ekspozycja cieszy się najwyższą frekwencją spośród wszystkich syndonologicznych wystaw na świecie, przygotowanych przez legionistów Chrystusa. – Praktycznie każdy, zwłaszcza wśród osób mających 30 i więcej lat, słyszał o Całunie Turyńskim – zaznacza K. Sadło. – Niewiele osób wie jednak, czym dokładnie jest całun, nie mają nawet świadomości, co dokładnie na nim widać. Mylą go czasem z Chustą z Manoppello czy Sudarionem z Oviedo – dodaje. Jak mówi, podczas oprowadzania grup (wystawę można też zwiedzać indywidualnie, korzystając z opisów na planszach) zaczyna właśnie od dokładnego przedstawienia tego, na co patrzą zwiedzający. Chodzi o to, by odróżnić nadpalenia czy plamy od tego, co najważniejsze – odbicia Człowieka, który był całunem owinięty. Po tej części, a przed opowiadaniem o naukowych dowodach na autentyczność całunu (obecnie nawet ponad 90 proc. zgromadzonej wiedzy za nią przemawia) przewodnik zadaje pytanie: „Czy nawet jeśli kiedyś będziemy mieli całkowitą pewność, że jest to płótno, w które owinięto ciało Jezusa, składając je do grobu, ludzie zaczną się od tego nawracać?”. – Ja myślę, że nie – zaznacza K. Sadło. Przypomina, że ludzi, którzy uwierzyli w Chrystusa, kiedy chodził po ziemi, można podzielić na dwie grupy – tych, którzy nawrócili się, bo widzieli cuda, i tych, którzy nawrócili się, bo słyszeli Jego naukę. – Jest jednak osoba, która nie pasuje do żadnej z tych grup. To dobry łotr, który nawrócił się, bo widział, jak Jezus umierał. Myślę sobie, że każdy z nas ma w sobie coś z dobrego łotra. Czasem musimy zobaczyć coś takiego, by doświadczyć Bożej miłości – przekonuje K. Sadło. Podkreśla, że to właśnie te duchowe zagadnienia są dla zwiedzających najważniejsze. – Zauważyłem, że osoby odwiedzające wystawę w większości nie mają problemu z autentycznością całunu, ale z odniesieniem tego, co on pokazuje do własnego życia – mówi przewodnik. Dodaje, że rozmowa o Całunie Turyńskim jest także okazją do wyjaśnienia, dlaczego Jezus musiał umrzeć, dlaczego nie mógł inaczej zbawić ludzi. – Bóg jest sprawiedliwy i prawdomówny. Nie mogło być inaczej, skoro w Biblii jest napisane, że karą za grzech i jego konsekwencją jest śmierć – wyjaśnia K. Sadło. – Całun jest więc jednocześnie świadectwem Bożej sprawiedliwości, ale też i Jego miłosierdzia – bo Bóg posłał swojego Syna, który naszą karę wziął na siebie – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół