• facebook
  • rss
  • Nie może zabraknąć ciszy

    dodane 23.11.2017 00:00

    O tym, jaki powinien być idealny kleryk i jak powinna wyglądać formacja kapłanów w XXI wieku, mówi ks. prof. Janusz Mastalski, który od lipca kieruje Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej.

    Kl. Marcin Stopka: To dla Księdza pierwszy rok akademicki na stanowisku rektora seminarium. Był Ksiądz zaskoczony decyzją abp. Marka Jędraszewskiego?

    Ks. prof. Janusz Mastalski: W ogóle nie brałem tego pod uwagę. Nie myślałem, że arcybiskup może mi coś takiego zaproponować, zwłaszcza że jestem nadal urzędującym prorektorem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, a raczej nie ma możliwości połączenia obu tych stanowisk. Kiedy już toczyły się rozmowy na ten temat, towarzyszyły mi dwa odczucia – ogromnej odpowiedzialności związanej z tą funkcją i lęku przed tym, czy moja koncepcja, moja osobowość wkomponują się jakoś w ogromną tradycję seminarium krakowskiego i bielsko-żywieckiego.

    Jak Ksiądz teraz, po tych kilku miesiącach, czuje się w roli rektora WSD?

    Odpowiedzialność jest nadal, ale w miejsce lęku coraz więcej jest we mnie nadziei. Widzę, że statystyczny kleryk jest osobą, która chce coś zmienić. Ma duży potencjał – zarówno chęci, jak i możliwości, by się dobrze do swojego kapłaństwa przygotować. Naprawdę jestem dobrej myśli.

    Jakie zadania przed Księdzem Rektorem bezpośrednio postawił arcybiskup?

    Jakichś wielkich postulatów nie było. Chodziło o to, że seminarium ma być miejscem, które ciągle się rozwija, miejscem odpowiadającym na potrzeby współczesnego Kościoła i miejscem, w którym będzie się zwracać uwagę na przychodzącego człowieka. Ma to być seminarium XXI wieku, dla Kościoła XXI wieku. Oczywiście ja jestem tylko kontynuatorem. Nie chodzi o żadną rewolucję, jeżeli już – to jakieś zmiany ewolucyjne.

    Czy da się stworzyć profil „kleryka idealnego”, przychodzącego do seminarium?

    Chrześcijański pedagog nigdy nikogo nie przekreśla, chyba że są jakieś bezpośrednie przeszkody do święceń. Nie wiem, czy da się opisać idealnego kleryka. To musi być człowiek, który buduje swoje powołanie na naturze, czyli na tym czynniku ludzkim, a każdy z nas jest inny. Zatem można wskazać zaledwie pewne elementy, które powinien mieć dany człowiek, wychodząc z seminarium jako neoprezbiter. Sytuacja jest tak dynamiczna, że trudno mówić o jakimś jednym, spójnym, idealnym profilu.

    Czy to, jak Ksiądz wspomina swoje czasy seminaryjne, ma wpływ na spojrzenie teraz, z perspektywy rektora?

    Ja byłem klerykiem w innych czasach – seminarium liczyło prawie 400 kleryków, w związku z tym całkiem inaczej wyglądała chociażby relacja we wspólnocie rocznikowej. To był czas, kiedy było ogromne zagęszczenie. Byliśmy pokoleniem ludzi, którzy głęboko wierzyli, że nawet jeżeli są jakieś niedogodności, to trzeba to przetrwać, bo robi się to dla Kościoła i Pana Boga. Byliśmy pokoleniem Jana Pawła II, choć dziś niektórzy twierdzą, że coś takiego nie istnieje. To był też czas, w którym nie było sal wykładowych, więc na zajęcia biegało się po całym Krakowie. Ja to wszystko mam gdzieś z tyłu głowy, zwłaszcza patrząc, ile mamy dziś wygód, ile rzeczy się zmieniło. Zmieniła się również mentalność kleryka, zmieniły się ich rodziny – nie ma co ukrywać, że dziś przychodzą tu zupełnie inni ludzie. Dla mnie istotne jest to, aby w seminarium – na tyle, na ile jest to możliwe – stworzyć dom. Aby to było miejsce, w którym chce się być i do którego później chce się wracać, gdzie człowiek czuje się bezpiecznie. Ja takie seminarium zapamiętałem.

    Co decyduje o takim obrazie seminarium?

    Ono powinno być przede wszystkim miejscem otwartym. Musimy mądrze wykorzystywać wszystko to, co niesie ze sobą cywilizacja, otwierać się na to. Nie mam żadnych wątpliwości, że priorytetem w seminarium musi być duchowość. Rozmodlony kleryk, który ma dobrze poukładane priorytety, to człowiek, który jest w stanie poradzić sobie z wieloma problemami, również duszpasterskimi. Na pewno moja wizja opiera się na wychowaniu integralnym, czyli zaangażowaniu całego człowieka w rozwój, a nie tylko jakiejś części. Chciałbym, żeby było jeszcze więcej zaufania i otwarcia się na drugiego człowieka, szczególnie w relacji kleryk–przełożony i odwrotnie. To również kwestia związana z wyjściem w kierunku nowej ewangelizacji. Myślę, że na tej płaszczyźnie seminarium może zrobić wiele dobrego. Jest to wizja seminarium, które przygotowuje młodego kleryka do radzenia sobie w sytuacji zderzenia z różnymi zjawiskami społecznymi we współczesnym świecie. Nie ukrywam, że niezwykle ważne miejsce w tym schemacie odgrywa cisza, bo kiedy nie będzie miejsca na ciszę – nie chodzi tutaj tylko o brak hałasu, ale o wyciszenie siebie – to zabraknie refleksji nad sobą, nad Kościołem, nad powołaniem. To dla mnie istotny element pracy nad sobą.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół