• facebook
  • rss
  • Po aborcji nadal jest się matką

    Monika Łącka Monika Łącka

    dodane 23.11.2017 09:42

    - Nie jestem specjalistką od problemu aborcji ani psychologiem. Jestem świadkiem - mówi o sobie s. Małgorzata Słomka, szarytka pracująca od wielu lat z kobietami, które zabiły swoje dziecko.

    Zaczęło się w 2005 r., gdy s. Małgorzata wyjechała na misję do Magadanu, gdzie od pewnego czasu posługiwały siostry miłosierdzia z Alaski. - Tam spotkałam starszych ludzi, którzy wiele lat spędzili w sowieckich łagrach, w nieludzkich warunkach. Byli bardzo nieufni i pokiereszowani przez życie. Pan Bóg stopniowo pokazywał mi przestrzenie do działania. Najmocniejsza była jednak ta dotycząca kobiet po aborcji - mówi s. Małgorzata.

    Pewnej niedzieli, gdy siostry zasiadały do obiadu, posługujący tam również ks. Michael zaczął płakać, a jego łzy kapały wprost do zupy. W końcu powiedział, że trzeba coś zrobić dla kobiet cierpiących z powodu aborcji, bo on już nie może ich dłużej spowiadać. - Chodziło o to, że spowiadały się wciąż z tego samego grzechu i zastanawiały się, kim teraz mogłyby być ich dzieci. Choć od ich śmierci minęło nawet kilkadziesiąt lat, ból był bardzo silny i nie dawał spokoju - wspomina s. Słomka. Co ważne, te kobiety nie zabijały dzieci dobrowolnie, ale były do tego zmuszane (w łagrach nie wolno było rodzić dzieci), a wcześniej wielokrotnie gwałcone.

    Choć każda ciąża od razu musiała być zgłaszana strażnikom, niektóre kobiety próbowały ją ukrywać, bo chciały ocalić poczęte życie. - Ciążę w jakimś momencie było jednak widać. Aborcja była wykonywana bez względu na jej zaawansowanie (nawet do 29. tygodnia) - bez znieczulenia i w prymitywnych warunkach - mówi szarytka, która po pewnym czasie zaczęła prowadzić dla tych starszych już kobiet rekolekcje oparte na wypracowanym w Pensylwanii programie "Winnica Racheli".

    - Te kobiety były podwójnymi ofiarami - najpierw przemocy seksualnej, a potem aborcji. Niektóre miały ich nawet kilkanaście, aż z czasem stawały się niepłodne - opowiada s. Słomka.

    Później na rekolekcje zaczęły się też zgłaszać młodsze Rosjanki - ateistki, które z różnych powodów zabiły swoje dzieci. - Przychodziły, bo słyszały, że to, co proponujemy, pomaga uporać się z dręczącym je bólem. Słuchając ich historii, odkrywałam w swoim sercu coraz większą miłość do nich i konfrontowałam ją z miłością, jaką Bóg darzy każdego grzesznika. Czułam, że On chce je uleczyć, a najpierw uporządkować ich życie i postawić je w prawdzie - podkreśla zakonnica.

    Dla wielu kobiet najważniejszym punktem rekolekcji było duchowe spotkanie ze zmarłym dzieckiem, nadanie mu tożsamości i imienia. To samo dzieje się również podczas rekolekcji, które s. Małgorzata wraz z ks. Arturem Ważnym prowadzi obecnie w Polsce, w Piwnicznej-Zdroju.

    - Przyjeżdżają na nie kobiety z całej Polski, w różnym wieku. Niektóre są bardzo młode, inne są starsze i przed odjazdem mówią, że kilkadziesiąt lat czekały na takie oczyszczenie, po którym mogą spokojnie umrzeć. Wszystkie cierpią, bo syndrom postaborcyjny daje o sobie znać na różne sposoby - mówi szarytka i dodaje, że w rozmowach z kobietami po aborcji jak bumerang powraca kłamstwo, któremu uległy. Uwierzyły, że aborcja będzie jak cofnięcie czasu i wymazanie faktu, że kobieta została matką.

    - Kobieta jednak matką pozostanie na zawsze, tyle tylko, że nie dziecka żywego, ale martwego. I kiedy ta prawda dociera do świadomości, ból jest wielki - zaznacza s. Małgorzata.


    S. Małgorzata Słomka 22 listopada była gościem spotkania "Oszukane? Prawdziwa cena aborcji". W ramach Pól Dialogu zorganizowały go redakcja "Gościa Krakowskiego" i krakowskie biuro Papieskiego Stowarzyszenia "Pomoc Kościołowi w Potrzebie". Świadectwo s. Słomki opublikujemy w numerze 48. "Gościa Krakowskiego" na 3 grudnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Mama
      25.11.2017 10:37
      Nie oceniamy wszystkich kobiet ta samą miarą . Może te młode kobiety zostały poprostu zmuszone do aborcji . A księża i siostry nie powinny się do tego mieszać. A ksiądz który spowiadał mnie po poronieniu sugerował mi jakoby ja abortowalam swoją ciążę. Dziecko na które tak czekałam nigdy bym nie abortowalam .Poprostu samo umarło . Niektórzy to chyba pomylili powołania .
    • Ags
      25.11.2017 10:49
      Nie jesteś ani psychologiem ani terapeuta ani lekarzem, nie masz pojęcia o byciu matką, ani o realnym życiu, nie wiem w jaki sposób możesz faktycznie myśleć, że pomagacie tym kobietom
      doceń 11
    • Kasia
      25.11.2017 10:49
      "nie jestem psychologiem ani specjalistą". To po co zabierasz głos? Byłaś kiedyś w ciąży? Planowanej albo niechcianej? Jeśli tak, to się nawet nie przyznasz. Ponownie, po co zabierasz głos? Prawo do aborcji albo jego brak nie jest Twoją sprawą. Zdecydowałaś się żyć w cieniu swojego boga i księży to zostań tam i siedź cicho tak, jak chcą tego Twoi sojusznicy z kościoła. Jesteś kobietą, a tam one nie mają prawa zabierać głosu, więc dostosuj się lepiej.
      doceń 10
    • sss
      25.11.2017 17:57
      Nie jestem specjalistą od wiary, ale według mnie ta pani wierzy tylko w wywyższanie się przez fasadową bogobojność
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół