• facebook
  • rss
  • Cały świat pod jednym dachem

    Monika Łącka Monika Łącka

    dodane 04.12.2017 23:20

    Na dwa dni przed mikołajkami w Domu Ronalda McDonalda niezwykłą ucztę przygotowali Sycylijczyk i polscy pasjonaci kuchni hiszpańskiej, libańskiej, indyjskiej i śląskiej oraz małopolskiej.

    - Na kilka chwil przed mikołajkami i przed świętami Bożego Narodzenia chcieliśmy zorganizować spotkanie, które zjednoczy wszystkich: mieszkańców (czyli rodziców chorych dzieci leczących się w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu), pracowników, wolontariuszy i przyjaciół tego miejsca - tłumaczy Dorota Skowerska, manager domu.

    I rzeczywiście, jedność była wielka, zaczynając od tego wszystkiego, co działo się w kuchni przed ucztą, a kończąc na wspólnym, radosnym biesiadowaniu. - Dzisiaj wyjątkowo nie było tu gości, ale wszyscy byli gospodarzami - cieszy się D. Skowerska.

    Rodzice chorych maluchów z definicji podróżować nie mogą, choć czasem marzą, by oderwać się od smutnej rzeczywistości i przenieść się w inny świat. To właśnie dlatego jakiś czas temu załoga domu postanowiła, że trzeba wymyślić coś, co da im namiastkę podróży i sprawi, że wiele krajów będzie wręcz na wyciągnięcie ręki. A skoro tym, co pomaga przełamywać wszelkie bariery jest wspólne gotowanie, decyzja była prosta: w Domu Ronalda McDonalda muszą odbywać się kulinarne spotkania z kulturą różnych stron świata.

    Do tej pory było tak, że gotował jeden gość specjalny i jego ekipa. 4 grudnia wszyscy dotychczasowi kucharze stanęli w kuchni ramię w ramię i przygotowali dania, które zimny i śnieżny Kraków zamieniły w słoneczną Hiszpanię, Sycylię, Liban i Indie. Nie zabrakło też kuchni małopolskiej i - z racji Barbórki - śląskiej.

    Za tę ostatnią odpowiedzialny był m.in. Łukasz, rodem z Gliwic. Na co dzień nie zajmuje się, co prawda, gotowaniem (poza domem), tylko programowaniem, ale żurek, który ugotował razem z koleżanką Anitą, zdobył uznanie biesiadników. Co ważne, Łukasz od ponad roku, wraz z żoną, jest również mieszkańcem domu. Jego syn, 6-letni Oliwier, toczy bowiem ciężką walkę z neuroblastomą.

    - Razem z żoną jesteśmy w rozjazdach między domem, szpitalem w Zabrzu a Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Prokocimiu, który koordynuje leczenie neuroblastomy u wszystkich dzieci - opowiada i chwali rodzinną atmosferę panującą w domu. - Tak jest każdego dnia, a spotkania takie, jak dziś, są czymś, co tworzy tu wyjątkowy klimat - zapewnia.

    Na pozostałych stanowiskach na uczestników uczty czekały także przysmaki bliskowschodnie (hummus, sałatka z bakłażana i granatów czy curry) i śródziemnomorskie (gazpacho, krem z avocado, tortilla, arancini) i słodkości z różnych stron świata.

    - Piękne jest też to, że nasi kucharze wspierają nas cały czas, a nie tylko podczas wizyt. Pochodzący z Sycylii Antonio Strano, właściciel krakowskiej restauracji Coca Typical Sicilian Food, pierwszy raz był u nas w maju i od tego czasu regularnie przyjeżdża, by opowiadać mieszkańcom domu o swoim kraju i częstować ich sycylijskimi smakołykami. Dziś też je przygotował, a w jego imieniu częstowała wszystkich jego córka Claudia - wyjaśnia D. Skowerska.

    Innym dobrodziejem domu jest z kolei grupa restauratorów z różnych stron Śląska, którzy w swoich lokalach zachęcają gości do datków na rzecz domu i sami mocno go wspierają.

    Kolejne kulinarne spotkanie pracownicy domu planują za karnawał.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • frania
      05.12.2017 10:15
      A juz myslalam ze Lacka zas o tej wigilii na rynku... (z masa kamer, 5 pierogami i polowa kubka barszczu jako wigilia)
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół