Nowy numer 43/2020 Archiwum

Spadają z nieba...

Stowarzyszenie „Budujemy Nadzieję”. – Czasem aż łzy radości płyną, że mogę na nich liczyć. To wspaniali młodzi ludzie! Dzięki nim człowiek stanął na nogi. Zawsze są, gdy trzeba – mówi pani Basia, która od młodych wolontariuszy pomoc dostaje i... sama im pomaga.

Kilka lat temu, jeszcze jako wolontariusz Stowarzyszenia „Wiosna” i lider rejonu „Skawina”, zapukałem do domu mieszkającej w Przytkowicach pani Basi. Wiedziałem, że jej 9-osobowa rodzina mieszka w ciężkich warunkach i prawdopodobnie potrzebuje wsparcia – opowiada 20-letni Norbert Pachel, tegoroczny maturzysta i założyciel oraz prezes działającego w Skawinie, Krakowie i okolicznych miejscowościach Stowarzyszenia „Budujemy Nadzieję”.

U nas jakoś to jest...

Okazało się, że podczas wypełniania ankiety, niezbędnej do zorganizowania Szlachetnej Paczki, pani Basia myślała nie tylko o potrzebach swojej rodziny, ale także sąsiadów i znajomych. Bo w Przytkowicach mieszka dużo rodzin, które słowo „bieda” znają aż za dobrze. Przy wielu pozycjach, nawet podstawowej żywności, mówiła więc: „Może innym to się bardziej przyda. Bo u nas jeszcze jakoś to jest”.

– Najbardziej zaskoczyła mnie tym, co uznała za specjalny, luksusowy podarunek. Nie był to komputer czy coś drogiego, jak często się zdarza. Poprosiła o... pantofle dla całej rodziny. I nie była pewna, czy nie chce zbyt wiele, ale ja byłem pewien, że to kobieta niezwykła – dodaje Norbert. Panią Basię, mamę siedmiorga dzieci w wieku od lat 3 do 24, życie nigdy nie rozpieszczało. Wie, czym są ciężka praca, ubóstwo, alkohol w rodzinie. Mówi, że kiedy przyszedł moment, gdy bardzo brakowało jej sił, by biedę dalej pchać do przodu, Pan Bóg dał jej kolejne dziecko. I tak mała Ania stała się dla swojej mamy największą motywacją do tego, by powalczyć o lepsze jutro. Nie było jej lekko, gdy dzwoniła do różnych instytucji i opowiadała swoją historię, prosząc o pomoc. W końcu z nieba spadli jej aniołowie – wolontariusze pod wodzą Norberta Pachela. Szybko okazało się, że rodzina pani Basi może zostać włączona w Europejski Program Pomocy Żywnościowej PEAD, realizowany przez Caritas. I znowu dzielna kobieta postanowiła, że nakarmić trzeba także inne rodziny.

Bariery pokonane

– Sama zorientowała się, kto w Przytkowicach powinien być objęty programem – znalazła aż 18 takich rodzin. Zebrała niezbędne dokumenty, m.in. z MOPS i zorganizowała transporty żywności, którą – we współpracy z Caritas – do Przytkowic wozimy aż z Krakowa (w Skawinie z PEAD korzysta kolejnych 10 osób). To nie wszystko. Chęć pomagania zaszczepiła już w jednej ze swoich córek – opowiada Rafał Sowa, wiceprezes stowarzyszenia i dyrektor istniejącego w nim Wydziału Socjalnego, odpowiedzialny m.in. za współpracę z Caritas (realizację programów PEAD i „Skrzydła”) oraz zdobywanie i przekazywanie potrzebującym ubrań czy środków czystości. Córka pani Basi, gimnazjalistka Kasia, niedawno zasiliła szeregi wolontariuszy i w ramach projektu „Pokonać bariery” (otaczającego opieką osoby starsze, schorowane i samotne) odwiedza 70-letnią panią Anię, cierpiącą na pląsawicę Huntingtona. W jej domu sprząta, parzy herbatę, rozmawia i – jak sama mówi – po prostu jest. Z kolei „anioł” Rafał troszczy się o panią Teresę. – Chodzę, ale mam problemy z kolanami i czasem trudno jest mi przynieść zakupy. Mój blok znajduje się na wzniesieniu, mieszkam na trzecim piętrze, nie powinnam dźwigać ciężkich rzeczy. Jestem pełna podziwu dla wszystkich wolontariuszy ze stowarzyszenia – oni naprawdę robią wiele dobrego. Są potrzebni, bo w Skawinie nie ma zbyt wielu miejsc, które dają wsparcie. Stowarzyszenie spadło z nieba – mówi ze wzruszeniem.

Zapał i dobre chęci

Nazwę istniejącemu od roku stowarzyszeniu (zostało zarejestrowane 29 lipca 2011 r.) przyniosło życie. Gdy dwa lata temu powódź zabrała wielu ludziom cały dorobek, 18-letni wówczas Norbert Pachel był asystentem kuratora sądowego dla kilkunastoletniej dziewczynki. Akurat w tym czasie jej dom został zniszczony przez wielką wodę. Kiedy się o tym dowiedział, wpadł na pomysł, aby wolontariusze działający wraz z nim w akcji charytatywnej „Anioł na jeden dzień” pomogli tej rodzinie. Zaczęli działać, ale szybko zorientowali się, że nie wystarczą tylko zapał i dobre chęci. Zrozumieli, że muszą współpracować z jakąś organizacją pozarządową. Powód był prosty – zgodnie z prawem nie mogli przeprowadzać publicznych zbiórek pieniędzy na cele charytatywne, nie mając konta bankowego. – Wyszukaliśmy więc wszystkie organizacje, które zajmowały się czymś podobnym. Mówiliśmy im, że sami wszystko zrobimy. Prosiliśmy, by tylko sygnowali nas swoją nazwą i patronowali jej. Chcieliśmy odbudować dom, czyli nadzieję na lepsze życie, ale także pomóc mamie mojej podopiecznej znaleźć pracę, a jej skończyć szkołę. Niestety, wszyscy nam odmawiali. W końcu trafiliśmy do Skawiny, gdzie działała Fundacja „Dar serca”, utworzona przez nieżyjącą już Teresę Morawską. Dzięki owocnej współpracy zebraliśmy pieniądze (m.in. w parafiach) i zdobyliśmy sponsorów na odbudowę domu – wspomina Norbert. Te doświadczenia podsunęły mu pomysł, by założyć własne stowarzyszenie. Po wielu próbach udało się i choć „Budujemy Nadzieję” niedługo będzie świętować dopiero pierwsze urodziny, to na koncie ma już wiele zrealizowanych projektów i kilkudziesięciu wolontariuszy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama