Nowy numer 42/2020 Archiwum

Rok nie kończy się sylwestrem

Dlaczego ludzie chcą „ruszyć w drogę”? Ile można chodzić i to jeszcze tą samą trasą?

Podobne pytania często rodzą się w głowach tych, którzy nigdy nie uczestniczyli w pielgrzymce. Nie znajdą na nie odpowiedzi, jeśli nie powiedzą „tak” rekolekcjom w drodze.

Rodzinne spotkania

Każdy pielgrzym jest inny i nie ma dwóch takich samych pielgrzymek, choć – używając dużego uproszczenia – pątników można podzielić na dwie grupy: tych, których droga wciągnęła, i tych, którzy poszli „dwa razy” – pierwszy i zarazem ostatni. Bo czasem jest tak, że coś „nie zaskoczy”, nie wypali i pielgrzym już więcej na trasę nie wyruszy. Ale to tylko nieliczne przypadki... Zdecydowanie częściej bywa, że człowiek nieustannie jest w drodze. – Dla niego rok nie zaczyna się 1 stycznia i nie kończy w sylwestra. Dla zatwardziałego pielgrzyma początkiem roku jest dzień po pielgrzymce, a końcem – chwila przed obliczem Czarnej Madonny.

Wiem coś o tym – mówi ks. Mirosław Kulesa, pielgrzym portalu franciszkanska3.pl. – Pierwszy raz wyruszyłem z Wawelu na Jasną Górę w 1988 r., mając niespełna 15 lat. Ruszyłem sam, bez rodziców (choć, oczywiście, za ich wiedzą i aprobatą), bez kolegów. Poszedłem, by podziękować za ukończenie szkoły podstawowej i dostanie się do szkoły średniej. Na pielgrzymce poznałem ludzi, z którymi widuję się raz w roku, w czasie tych kilku dni wędrówki, ale których zawsze traktuję jak swoją rodzinę. W końcu nie od parady mówimy do siebie „bracie” i „siostro” – opowiada ks. Mirosław. – Tę pierwszą pielgrzymkę pamiętam najmocniej. Wróciłem wyczerpany, odwodniony, z obolałymi nogami, ale gdy mama zapytała, czy poszedłbym znowu, odpowiedziałem: „Nawet dzisiaj!”.

Ruszaj z nami!

Z biegiem czasu pielgrzymowi przybywało nie tylko lat, ale także funkcji oraz intencji niesionych do Częstochowy. – Im bardziej człowiek wchodzi w pielgrzymkę, tym więcej chce ofiarować i innym służyć pomocą. Już na drugiej szedłem jako porządkowy, później główny porządkowy grupy, następnie członu. Wtedy zrobiłem najwięcej kilometrów, gdyż nie było krótkofalówek czy telefonów komórkowych, więc wiadomości z początku członu na jego koniec przekazywało się „z buta” i to w miarę szybko – śmieje się ks. Mirek. – W latach seminaryjnych na pielgrzymce pełniłem rolę obsługi liturgicznej, a później... miałem długą przerwę. Pielgrzymki, na których nie byłem, też pamiętam. Każdego z owych sierpniowych dni myślałem: „Dziś są w Smardzowicach”, „Teraz przechodzą przez Ojców”, „Zaraz będą w Zadrożu”... Gdy tylko mogłem, jechałem na trasę, żeby choć na chwilę poczuć atmosferę pielgrzymki, i wracałem do obowiązków, które mnie zatrzymały w domu – opowiada. Ksiądz Kulesa dwa lata temu po raz pierwszy poszedł jako przewodnik grupy. Szczególnej, bo tworzonej przez pracowników i użytkowników portalu franciszkanska3.pl oraz gości: Jana Budziaszka, Tomasza Terlikowskiego, Marka Zająca, Dariusza „Maleo” Malejonka. – W tym roku nasza grupa idzie po raz trzeci. Znowu poniesiemy do Jasnogórskiej Pani intencje, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy zostawili na naszym portalu internauci. Będą też goście. Nie szukaj więc wymówek, bo nie jesteś ani za stary, ani za młody – dasz radę! – zaprasza ks. Mirek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama