Nowy numer 42/2020 Archiwum

Wybieram życie

Żadna z bohaterek tej książki nie oszukuje i nie mówi, że jeśli nie dokona się aborcji, to reszta będzie prosta i znikną wszystkie kłopoty. Wszystkie wiedziały, że będzie im ciężko, ale żadna nie żałuje, że urodziła dziecko.

Życie wybierają kobiety z krwi i kości, które znalazły się w skrajnie dramatycznej sytuacji. Robią to nie dlatego, że ktoś im tak kazał (Kościół albo księża) niekoniecznie też ze względów religijnych. Ta książka obala mit, że obrona życia to domena „katolickich oszołomów”. Nie wszystkie kobiety, które opowiedziały mi swoją historię, są katoliczkami. Niektóre są daleko od Boga i otwarcie Kościół krytykują lub są innego wyznania. Na urodzenie dziecka zdecydowały się z miłości, która jest silniejsza od strachu (przed nieplanowaną ciążą albo mężczyzną, który bije), biedy, a nawet bólu rozstania, gdy trzeba oddać swoje maleństwo do adopcji – przekonuje Brygida Grysiak, dziennikarka TVN i autorka książki „Wybrałam życie”, która ukazała się nakładem wydawnictwa „Znak”. To opowieść o matkach wszechmogących, która jest odpowiedzią na aborcyjny coming out, zapoczątkowany niedawno przez niektóre znane kobiety. Bo aborcja nie jest powodem do dumy. Zawsze jest dramatem kobiety. Daria kiedyś była prostytutką. Nie wie, kto jest ojcem jej starszej córki – zaszła w ciążę, gdy pracowała w agencji towarzyskiej.

Za namową koleżanek wzięła nawet pigułki wczesnoporonne. Nie zadziałały. Dziś – choć do kościoła nie chodzi – mówi, że wie na pewno, iż to Bóg chciał, by Amelka się urodziła. Tak miało być. Miało też być tak, że spotka mężczyznę, który pokocha ją, jej córkę i z którym stworzy szczęśliwy dom. Agnieszka myślała, że wielka miłość wszystko zwycięży. Bo Artura (choć wiedziała, że lubi alkohol) bardzo kochała. Gdy zaszła w ciążę, szalał z radości. Czekał na syna, lecz urodziła się dziewczynka. Z czasem wszystko zaczęło być winą Agnieszki – to, że mała się przewróciła, że chorowała. Zaczął więc uczyć dziecko, jak bić matkę, lub sam bił ją tak, że nie mogła podnieść się z podłogi. Nawet wtedy, gdy już od Artura odeszła i układała sobie życie od nowa. Spodziewała się drugiego dziecka. Myślała o aborcji, lecz znów Bóg chciał, by dziecko się urodziło – okazało się, że na zabieg zabrakło Agnieszce 200 zł. – W wielu historiach mężczyzna odszedł lub został, ale bił i pił. Ta książka pokazuje więc, jak bardzo otoczenie kobiety jest odpowiedzialne za decyzję, którą ona podejmuje. Tam, gdzie mężczyzna daje wsparcie, kobieta znajduje w sobie ogromną siłę i pokona wszystkie problemy – mówi B. Grysiak. Na szczęście są też wspaniali ojcowie, którzy stają na wysokości zadania. Tak jak mąż Anny, mamy Celi z zespołem Downa. Albo mąż Krystyny, mamy pięciorga dzieci. Tego piątego – małej Ani – nie planowali. Żyli w miłości i w ogromnej biedzie. Zdecydowali więc, że oddadzą córeczkę do okna życia. Tylko Krystyna wie, jak bardzo pękało jej serce, gdy kładła tam małą. Na szczęście w ostatniej chwili przed Krystyną pojawił się ksiądz. Zobaczył, że właśnie rozgrywa się dramat. Powiedział, by wzięła dziecko z powrotem. Obiecał pomoc. Dziś Ania jest szczęściem swoich rodziców. – Wierzę, że świadectwo kobiet, które wybrały życie, może poruszyć struny wrażliwości w niejednym czytelniku. Nie bójmy się być pro life. To jest trendy, a osób, które tak myślą, jest dużo. Nie jesteśmy ciemnogrodem – przekonuje B. Grysiak. Wśród Czytelników, którzy 18 czerwca napiszą do nas pod adresem: krakow@gosc.pl, rozlosujemy trzy egzemplarze książki „Wybrałam życie”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama