Nowy numer 42/2020 Archiwum

Dwa lata po końcu świata

Kataklizm. Domy dla powodzian z Podchybia stoją blisko centrum Izdebnika. Wokół niektórych są już trawniki i kwiaty w gazonach. 27 czerwca kard. Stanisław Dziwisz będzie je poświęcał.

Pod koniec maja 2010 roku wody Wisły wezbrały do poziomu najwyższego od 160 lat. W Krakowie zostały przerwane wały powodziowe. Walkę z wielką wodą mieszkańcy okolic Lanckorony – Podchybia, Izdebnika i Łaśnicy – oglądali w telewizji. Podziwiali strażaków i wojskowych. Współczuli powodzianom. Nawet przez myśl im nie przeszło, że kilka dni później znajdą się w podobnej sytuacji.

Nie zapomnę tego widoku

– To było jak koniec świata – wspomina Jerzy Musiał, rencista z Podchybia. – Nasączona wodą ziemia ze zbocza, na którym stał nasz dom, zaczęła się zsuwać w dół jak rozpływający się w ciepłym pomieszczeniu tort. Krzyknąłem do swoich, że trzeba uciekać. Dom trząsł się w posadach. Widzieliśmy, że to samo dzieje się z zabudowaniami sąsiadów. Niektórzy dopiero co się wprowadzili. Do końca życia nie zapomnę tego widoku. Osuwająca się ziemia zaskoczyła mieszkańców Podchybia. – Nikt z nas nie przeżył czegoś podobnego – wzdycha Jerzy Musiał.

– Takiej sytuacji nie pamiętała nawet moja babcia, prawie 100-letnia osoba. Podobno w starych kronikach z naszego regionu była wzmianka o osuwającej się ziemi, ale ten zapis pochodził z 1550 roku! Zofia Oszacka, wójt Lanckorony, przytakuje. Mówi, że – co prawda – jej gminę ostatnio dość często nawiedzają klęski żywiołowe w postaci powodzi, ale osuwiska w takiej skali jak dwa lata temu pojawiły się po raz pierwszy. – Od 2003 r. mamy w gminie plan zagospodarowania przestrzennego. Są tam zaznaczone tereny zagrożone osuwiskami. Jednak te, które ujawniły się w 2010 r., tam nie figurowały. Dlatego ludzie nie mieli świadomości, że coś takiego może się wydarzyć.

Odzew był natychmiastowy

W czasie powodzi z maja 2010 r. w 1300 miejscowościach w Polsce ziemia osunęła się, niszcząc budynki i nawierzchnie dróg. Najwięcej osuwisk odnotowano w Małopolsce. W gminie Lanckorona w najtrudniejszej sytuacji znaleźli się mieszkańcy Podchybia, Izdebnika i Łaśnicy. Trzeba było w krótkim czasie ewakuować wiele rodzin. Niektórzy przenosili się do krewnych i przyjaciół. Pozostałym władze gminy zaproponowały tymczasowe lokum w ośrodku „Korona” w Lanckoronie. W tym czasie strażacy z Wadowic i Lanckorony wraz z funkcjonariuszami policji zabezpieczali tereny zagrożone osuwiskami. Zofia Oszacka wystąpiła w mediach z dramatycznie brzmiącym apelem o pomoc. Nie musiała długo czekać. – Odzew był natychmiastowy. Te odruchy serca, gesty solidarności, wszystko, czego doświadczyliśmy w tamtych dniach grozy, były niesamowite – wspomina. Ks. Bogdan Kordula, dyrektor Caritas Archidiecezji Krakowskiej, był jednym z pierwszych, którzy przyjechali na miejsce tragedii. – Właściwie mogę powiedzieć, że to wszystko działo się na moich oczach. Początkowo nie wyglądało tak groźnie. Nasza pomoc polegała głównie na tym, żeby nakarmić i napoić strażaków oraz innych ludzi, którzy próbowali udrożnić kanały odprowadzające wodę. Potem, nagle, domy zaczęły się rozpadać. Sytuacja stała się dramatyczna. Niektórzy, nie bacząc na niebezpieczeństwo, próbowali ratować dobytek. Trzeba było odciągać ich siłą. Pocieszyć. Znaleźć tymczasowe lokum. Zawoziliśmy ich do naszych ośrodków w Zakrzowie i Zebrzydowicach. Przebywali tam, oczywiście bezpłatnie, kilka tygodni. Jedna z rodzin do dzisiaj mieszka w Zebrzydowicach.

Z domów zostało niewiele

Zofia Oszacka jest pełna podziwu dla pracowników i wolontariuszy Caritas. – Zaczęli działać natychmiast po tragedii. Byli świetnie zorganizowani. Dowozili gorące posiłki, utworzyli punkt sanitarny, zapewnili pomoc psychologów dla rodzin, które niemal z godziny na godzinę straciły dom i cały dobytek. Jeszcze przez wiele tygodni pomagali, również finansowo, ludziom pochodzącym z terenów, gdzie osunęła się ziemia. Księdza Kordulę cieszą słowa uznania. Przyznaje, że jego podwładni i cała armia wolontariuszy robili, co mogli, żeby nakarmić 100, a czasem nawet 200 osób, dostarczyć wszystkim wodę pitną. Pielęgniarki z Caritas chodziły po domach i pytały o problemy zdrowotne poszkodowanych. Mierzyły im ciśnienie krwi, poziom cukru itd. Każda rodzina, która ucierpiała z powodu powodzi, dostała od Caritas po ok. 2200 zł. Te pieniądze były im potrzebne na bieżące wydatki i żeby zabezpieczyć to, co zostało z ich domów. A zostało niewiele. Nawet te nowe, niedawno wybudowane, zapadły się i popękały. Ten widok nikogo nie mógł pozostawić obojętnym. Kardynał Stanisław Dziwisz, który pojechał do Podchybia, żeby dodać otuchy poszkodowanym, przyznał, że był wstrząśnięty. – Tym ludziom bardzo potrzebne było duchowe wsparcie ze strony metropolity – mówi ks. Bogdan Kordula. – Chodzili z księdzem kardynałem po domach, pokazywali straty. To, że zostali wysłuchani przez swojego biskupa, było dla nich ważne. Widać było, że poczuli ulgę, opadły emocje, zaświtała nadzieja, że teraz będzie już tylko lepiej. Kardynał Dziwisz obiecał, że krakowska kuria przekaże działkę, na której będzie można wybudować domy dla tych ludzi. Słowa dotrzymał.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama