Nowy numer 48/2020 Archiwum

Chcę być prezydentem

Sensacją politycznego lata w Krakowie była zapowiedź odchodzącego rektora AGH o gotowości do ubiegania się o urząd włodarza miasta.

Obie rzeczy są nierozdzielne. Nie można mówić o wizji bez człowieka, który byłby w stanie ją zrealizować. Który nie będzie się bał naruszyć czyichś interesów, forsować korzystnych dla większości rozwiązań, łagodzić wynikających stąd nieuniknionych sporów. To ważne rozróżnienie w czasach, gdy lokalni politycy stają się zakładnikami konkretnych grup interesów. Właśnie ze względu na złe prawo, fatalne ustawodawstwo i porażki dobra wspólnego w starciu z lobbystami potrzebujemy w samorządzie najlepszych z najlepszych, bo tylko oni będą w stanie przełamać niemoc.

Podniesiona poprzeczka

Dziś, dysponując dużymi pieniędzmi i świetną obsługą prawną, można w Krakowie zrobić wiele, jeśli nie wszystko, zarówno dobrego, jak i złego. Stanowisko prezydenta jest więc kluczowe dla znalezienia odpowiedzi na pytanie o przyszłość miasta. Deklaracja prof. Tajdusia już wywołała ferment w partiach politycznych. Nie można przecież wykluczyć możliwości, że i one będą w stanie przedstawić dobrych kandydatów, silnych nie tylko poparciem Donalda Tuska albo Jarosława Kaczyńskiego. Rektor AGH podniósł poprzeczkę i uświadomił liderom politycznym, że wyborcy wcale nie muszą być ich zakładnikami. Także obecny prezydent zyska większą motywację zarówno do pracy, jak i ewentualnej walki o reelekcję. Oby w kolejnych wyborach nie sięgał znów po argument: „Nie chcę, ale muszę” (bo nie ma godniejszych). Oby nastał czas wyłącznie takich postaci, które mówią: „Chcę, choć nie muszę”. Bo Kraków jest tego wart.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama