Nowy numer 48/2020 Archiwum

Gdyby nie one, byłby koniec

– Te osoby w najpełniejszy sposób uczestniczą w zbawczej misji Chrystusa – mówi o duszach-ofiarach s. Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. – Słuchając ich historii bez wiary, można się zgorszyć albo posądzić Boga o okrucieństwo.

Składam dobrowolnie z siebie ofiarę za nawrócenie grzeszników, a szczególnie za te dusze, które straciły nadzieję w miłosierdzie Boże. Ofiara ta polega na tym, że przyjmuję z zupełnym poddaniem się woli Bożej wszystkie cierpienia i lęki, i trwogi, jakimi są napełnieni grzesznicy, a w zamian oddaję im wszystkie moje pociechy w duszy, które płyną z obcowania z Bogiem – zapisała w swoim „Dzienniczku” św. s. Faustyna. Nie tylko ona złożyła taką ofiarę.

Od kucharki do przełożonej

Przełożona generalna s. Faustyny również należała do dusz-ofiar. S. Michaela Moraczewska cierpiała przez 20 lat. – Siostry dziwiły się, dlaczego Bóg doświadcza tak oddaną Mu osobę – opowiada s. Elżbieta Siepak. Wszystko stało się jasne po jej śmierci. Swoje życie ofiarowała także s. Symeona Rędzia, która w klasztorze zajmowała się posługami domowymi w kuchni, refektarzu, rozmównicy. Przez 30 lat była przykuta do łóżka w klasztorze częstochowskim, a swoją chorobę ofiarowała za kapłanów. – Złożenie ofiary z życia to zgoda, by Bóg dowolnie nami dysponował – wyjaśnia s. E. Siepak. Najwięcej dowiadujemy się o tym z „Dzienniczka” s. Faustyny. Pisze ona, że to Bóg zaprasza do takiego aktu, ale zawsze pozostawia wolny wybór: nawet jeśli ktoś nie odważy się złożyć w ofierze swojego życia, On nie cofnie swojego błogosławieństwa. – Bóg wybiera takie osoby, które bardzo kochają i Jego, i świat, który stworzył – mówi siostra. – On wie, kto jest w stanie udźwignąć taki ciężar.

Uwikłani w historię

– Mówi się, że to Iwan Koniew ocalił Kraków przed zniszczeniem, ale ktoś inny stał za tym, że on wiedział, jak poprowadzić działania wojenne – mówi s. Elżbieta. W tej intencji modliła się i złożyła ofiarę s. Kaliksta Piekarczyk, wychowawczyni, mistrzyni nowicjatu, krakowianka. Jako mała dziewczynka chodziła do kościoła, w którym kiedyś sprofanowano Najświętszy Sakrament. Od tamtej pory chciała Bogu wynagradzać za ten grzech. Choć miała wielkie doświadczenia duchowe, pragnęła pozostać skromną siostrą, jak wszystkie dusze-ofiary. – Zwykle dopiero po śmierci dowiadujemy się, że złożyły życie w ofierze i w jakiej intencji. Za życia nikt, poza spowiednikiem i przełożonymi, o tym nie wie – tłumaczy rzeczniczka Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. – Świat o nich też nie wie, a są to osoby niezwykle mocarne – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama