Nowy numer 2/2021 Archiwum

Ta praca uczy, cieszy i boli

– Nie chcę być urzędnikiem, choć biurokracja jest częścią tego zawodu. Wolę pomagać ludziom, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie – mówi Rafał Basista, Małopolski Pracownik Socjalny Roku 2012.

Ta praca uczy, cieszy i boli   Dzięki projektowi "Trzy kolory" mieszkanie tego starszego, niepełnosprawnego mężczyzny znów stało się czyste i przytulne Rafał Basista Obok sukcesów Rafał dobrze zna też smutki pracownika socjalnego. Jak przyznaje, ten rok był dla niego najtrudniejszy. Bo trudno nie wątpić, czy to wszystko ma sens, gdy efektów pracy z tzw. trudnymi rodzinami czasami w ogóle nie widać.

– Są sytuacje, gdy pracownik socjalny, po wykorzystaniu wszystkich możliwych sposobów działania, musi ograniczyć lub wstrzymać pomoc. Ta praca bardzo obciąża psychicznie, bo nie da się wyjść z niej o godz. 16 i zapomnieć o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia. Tak, jak dziś, gdy wiem, że za kilka chwil pójdę na interwencję do rodziny, w której jest podejrzenie molestowania seksualnego dziecka. Tylko ja i moi najbliżsi wiedzą, jak mocno przeżywam swoje obowiązki. Tym, co trzyma mnie w tej pracy, są m.in. ludzie, którzy z czystego, bezinteresownego serca uruchamiają lawinę pomocy. Bez nich wiele rzeczy byłoby niemożliwych – dodaje Rafał Basista.

Życie może być jasne

Wyróżnienie w konkursie organizowanym przez ROPS otrzymała też Maria Pawłowicz (specjalista pracy socjalnej  w Dziale Koordynacji Pracy Filii MOPS). To  weteranka pracy socjalnej, która po prostu kocha ludzi. Weteranka, bo w zawodzie pracuje już 37 lat, choć krakowski Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej świętuje właśnie dopiero 20. urodziny (wcześniej pani Maria zajmowała się opieką społeczną w innych instytucjach).

– Przez te wszystkie lata wiele razy ręce opadały z bezsilności i brakowało sił, by zmierzyć się z kolejnymi trudnymi sytuacjami, ale zawsze chciałam dalej pracować w tym zawodzie. Ta praca uczy cierpliwości, empatii, życzliwości i otwartości. Te cechy są kluczem do nawiązania dobrego kontaktu z drugim człowiekiem, zwłaszcza jeśli jest to człowiek chory i bardzo wrażliwy. Bycie pracownikiem socjalnym wciąga i obciąża emocjonalnie, ale też daje radość i satysfakcję, gdy uda się zmienić czyjeś życie na lepsze. Natomiast boli, gdy wszystkie próby nawiązania z kimś kontaktu kończą się porażką, a chorego trzeba umieścić w szpitalu lub w domu pomocy społecznej – bez jego zgody, ale na pewno dla jego dobra, bo tylko tak można mu pomóc – mówi M. Pawłowicz. Jej specjalność to pomoc osobom z zaburzeniami psychicznymi oraz ich rodzinom.

To dzięki niej w 2008 r. jedna z filii krakowskiego MOPS rozpoczęła realizację projektu socjalnego dla osób cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia psychicznie. – Zauważyłam, że rodziny tych osób potrzebują wsparcia, szukają informacji o tym, jak dobrze opiekować się swoim bliskim. Tak powstał projekt „Życie może mieć jaśniejszą stronę”. Na spotkania z rodzinami (które wymieniały się doświadczeniami, uczyły się, jak mądrze pomagać i jak dobrze porozumiewać się z chorym) zapraszaliśmy gości, m.in. lekarzy, psychologów, prawników, ekspertów w dziedzinie psychiatrii – opowiada M. Pawłowicz.

Z czasem powstawały kolejne projekty: „Sprostać wyzwaniu”, „Odkrywanie naszych możliwości” oraz „Znaczenie Rodziny”. Ten ostatni od 2012 r. prowadzony jest już we wszystkich filiach MOPS, w całym Krakowie. Obecnie działa w nim pięć grup edukacyjno-wspierających dla rodzin, dwie grupy samopomocowe oraz jedna grupa wsparcia dla osób zaburzonych psychiczne. W projekcie łącznie uczestniczy ponad 100 osób.

– To wspólny sukces wszystkich, którzy w projekt się włączyli. Dziękuję za to moim kolegom po fachu, czyli pracownikom socjalnym, psychiatrom, psychologom, zespołom lekarzy środowiskowych, stowarzyszeniom rodzin, pacjentów – mówi Maria Pawłowicz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama