Nowy numer 25/2018 Archiwum

Szkoła... cięć

Urzędnicy bronią publicznych pieniędzy, rodzice i nauczyciele – swoich szkół. I tak jest przy każdej próbie zmian na edukacyjnej mapie miasta.

Trudno odmówić racji władzom miasta, bo odpowiadają za budżet. A w szkołach dzieci ubywa. Na jednego pedagoga przypada w Krakowie 9 uczniów, podczas gdy średnia europejska to 16 uczniów. Ale inna jest perspektywa prezydenta, który odpowiada za całe miasto, a inna rodziców, którym zamykają ich ulubioną szkołę i proponują inną, na sąsiednim osiedlu.

Co chcemy osiągnąć?

Wiadomo – oszczędności. Anna Okońska-Walkowicz, która odpowiada za reorganizację siatki szkolnej, mówi o prawie 6 mln zł rocznie. Na zarzuty, że miasto chce spłacać długi kosztem dzieci, pada odpowiedź, że zaoszczędzone pieniądze... będą przekazane na edukację. Chodzi zatem o racjonalność wydatków. Trudno jednak do niej przekonać rodziców, gdy patrzy się na losy budynków po już zlikwidowanych placówkach. Trzy z nich wciąż pozostają niezagospodarowane. Nawet w tak atrakcyjnej lokalizacji jak ulica Stradomska. Oczywiście, logika budżetowa jest specyficzna. Dla skarbnika miasta 20 tys. zł wydane rocznie za utrzymanie jednego pustostanu to pestka, bo tyle miesięcznie zaoszczędzi, nie płacąc nauczycielom ze zlikwidowanych szkół. Inna powinna być jednak logika wydatków publicznych. Nieprzypadkowo edukacja to jedna trzecia budżetu, a zapewnienie możliwości realizacji obowiązku szkolnego to jedno z głównych zadań samorządu. Mówimy o racjonalności, ale nie usłyszeliśmy od władz miasta jakiegoś spójnego pomysłu, jak ma wyglądać krakowska oświata. Najpierw powinien zostać przedstawiony pewien model, konkretna strategia, by móc rozmawiać o cięciach.

Konsultacje czy ciuciubabka?

Oczywiście, utopijna jest teza, że taka rozmowa zakończyłaby się powszechną zgodą. Protesty byłyby bez względu na wszystko, bo zmiany są nieuniknione. Chodzi raczej o jasny komunikat – w imię czego są one przeprowadzane. Jaka myśl i logika za nimi stoją? Okrągły Stół Edukacyjny obradował w Krakowie osiem miesięcy, ale nie przedstawiono w trakcie jego obrad sensownej strategii edukacyjnej. Tak przynajmniej twierdzą uczestniczący w obradach rodzice i nauczyciele, którzy określili stół „narzędziem pacyfikacji oporu społecznego”. Im bliżej końca roku, tym „strona społeczna” była bliżej wyjścia. Ostatecznie demonstracyjnie zrezygnowała z udziału w ostatnich spotkaniach. Można taki gest uznać za formę protestu... albo ucieczkę od brania odpowiedzialności za niepopularne decyzje. Szkoda, że – zamiast społecznego dialogu – na ostatniej prostej mieliśmy już tylko zabawę w ciuciubabkę. Trudno inaczej określić ogłoszenie listy szkół do likwidacji w Wigilię czy wyznaczenie ostatecznego terminu głosowań na czas ferii szkolnych.

Protest integracyjny

Przy ustalaniu listy skupiono się na kryteriach, według których można ułożyć ranking szkół. I to był błąd. Po pierwsze dlatego, że co do kryteriów nie uzyskano powszechnej zgody, po drugie – że przecież nie da się zlikwidować szkół najsłabszych. Chodzi o operację na społecznej tkance. I okazało się, że przy układaniu listy w zbyt małym stopniu uwzględniono np. to, na ile szkoła integrowała osiedle, jak wyglądał socjologiczny profil jej uczniów (sympatie i podziały kibicowskie), czy można zapewnić porównywalną opiekę dzieciom niepełnosprawnym albo czy jest pomysł na zagospodarowanie pomieszczeń po szkole. Wszystko to spowodowało falę pikiet i wieców. Tyle że nie do każdego protestu można odnosić się tak samo. Rodzice walczący o los dzieci, o jakość życia na swoim osiedlu w sposób naturalny budzą sympatię. Dyrektor czy nauczyciele wywieszający transparenty oraz organizujący pikiety dzieci mogą już być posądzani, że walczą tylko o swoje miejsca pracy. A spór toczy się o coś więcej. Dużo więcej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma