On się z tych słów autentycznie ucieszył. Potrzebował tego, żeby ktoś, niekoniecznie ksiądz, dodał mu odwagi i pomógł spojrzeć na chorobę i cierpienie z innej perspektywy. Ja też musiałam dojrzeć do takich słów. Wzruszył się i podziękował za zrozumienie jego lęku – mówi Monika. Choć w szpitalu widzi dużo bólu i nieszczęścia, nigdy nie wychodzi stąd smutna. – Dla wielu osób może to zabrzmi dziwnie, ale każdy z wolontariuszy dostaje w szpitalu zastrzyk pozytywnej energii, takie dobre naładowanie. Choć wystarcza na długo, to wciąż chce się go więcej – śmieje się Monika i przytula pacjentów spotkanych na korytarzu krakowskiego Szpitala im. J. Dietla. Jej promienny uśmiech działa jak najlepsze lekarstwo.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








