Nowy numer 2/2021 Archiwum

Małżeństwo to też pielgrzymka

Z Chrzanowa przez świat. Poznali się przez internet, a żeby dowiedzieć się o sobie więcej, poszli pieszo do Częstochowy. Choć listopadowa pogoda im nie sprzyjała.

Chcieliśmy się sprawdzić w trudnych warunkach – mówi Jacek Matuszczak, wspominając pierwszą pieszą wędrówkę z Darwiną. Oboje są zakochani w pielgrzymowaniu do tego stopnia, że dziś trudno im policzyć, ile kilometrów już przeszli. – Rzym – 1500 km, Santiago – 700 km, Camino Polaco – kolejne 700 km – wylicza Jacek. – Ale to tylko te większe i już wspólne. Gdyby dodać coroczne pielgrzymki do Wilna, a wcześniej do Częstochowy, uzbierałoby się jeszcze kilka tysięcy kilometrów – mówi. Darwina, od ponad 5 lat żona Jacka, przypomina jednak, że nie chodzi o liczbę kilometrów do przejścia, ale o modlitwę.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Pierwszą wspólną długą pielgrzymką Jacka i Darwiny była wędrówka do Rzymu w 2010 roku. Trasę wytyczyli na mapie on-line, potem przerysowali to do atlasu i... wyrwali potrzebne kartki, żeby plecak był lżejszy. – Musieliśmy wtedy nie tylko kupić najważniejszy ekwipunek, taki jak buty czy szybko- schnące rzeczy, ale też nauczyć się odpowiednio pakować – mówi Darwina. Wspomina, że próbowali zastosować się do wskazówek znalezionych w internecie: – Wydawało nam się, że robimy to dokładnie według opisu, ale tam plecak ostatecznie ważył 7 kg, a nasz – 14 kg – śmieje się. Choć pielgrzymka miała trwać niespełna dwa miesiące, a każdego dnia do przejścia było kilkadziesiąt kilometrów, okazało się, że nie przygotowali się kondycyjnie. Nie planowali też noclegów. – Wiedzieliśmy, do jakiego miasta dotrzemy, ale nie ustalaliśmy dokładnie, gdzie będziemy spać. Od tamtej pory nigdy nie zajmujemy się tym przed wyruszeniem w drogę – z uśmiechem mówi Jacek. – Najlepiej jest po prostu zawierzyć swoim Aniołom Stróżom, a po dotarciu do celu zapytać kogoś, gdzie mieszkają dobrzy ludzie – tłumaczy Darwina. Podkreśla, że dzięki temu każdy dzień jest wyjątkowy, bo niesie ze sobą spotkania z innymi osobami. O skuteczności działania Aniołów Stróżów przekonali się nieopodal San Marino. W jednym z miast trafili do kościoła, gdzie spotkali włoskiego biskupa, który pracował na misjach w Afryce. Nie tylko zaprosił ich do siebie i przenocował, ale podczas Mszy św. tak serdecznie o nich opowiadał, że Włosi podchodzący, by przekazać im znak pokoju, wciskali im do rąk banknoty, szepcząc: „Pizza, pizza”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama