Nowy numer 48/2020 Archiwum

Szybka lokalizacja

By zmniejszyć liczbę ofiar lawin, trzeba postawić na edukację i zdobywanie doświadczenia w odpowiednim planowaniu wyprawy w góry i szacowaniu ryzyka.

W ramach akcji Lawinowe ABC na zakopiańskich Kalatówkach otwarto stacjonarne treningowe centrum lawinowe. Jak podkreśla Agnieszka Szymaszek z Tatrzańskiego Parku Narodowego (który wspólnie z PZU sfinansował zakup niezbędnego sprzętu), ma ono służyć wszystkim chętnym – turystom, narciarzom, wspinaczom. Jest to pierwszy tego typu w Polsce system uruchomiony do publicznego użytku. Do tej pory z takich urządzeń w Tatrach korzystał tylko TOPR. Podobny punkt działa w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.

Zestaw treningowy składa się z konsoli sterującej oraz zakopywanych pod śniegiem „ofiar” (nadajniki). Stosując własne zestawy lawinowe i ustawiając odpowiednio trening na konsoli sterującej, można uzyskać sytuację podobną do tej na lawinisku, gdy pod śniegiem znajdują się zasypani ludzie, a osoby pozostałe na powierzchni muszą jak najszybciej je odnaleźć, wykorzystując detektory lawinowe, sondy i łopatki. – Gdy na konsoli sterującej wybierzemy liczbę „ofiar”, wyświetli nam się czas, w jakim powinniśmy je zlokalizować i wydobyć. Oczywiście w sytuacji autentycznego wypadku warunkiem powodzenia akcji jest posiadanie zarówno przez ofiarę, jak i poszukującego detektorów lawinowych – tłumaczy A. Szymaszek.

Działają emocje

Zdaniem Jana Krzysztofa, naczelnika Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, najważniejsze dla zmniejszenia liczby ofiar lawin jest upowszechnienie wiedzy i zdobywanie doświadczenia w odpowiednim planowaniu wycieczki i szacowaniu ryzyka. – Sukces wymaga rozległej wiedzy i ciągłego doskonalenia. Osoby, które nie mają możliwości zdobycia tej wiedzy, nie powinny podejmować wyjścia w teren wysokogórski zagrożony lawinami lub powinny korzystać z pomocy fachowców – mówi Jan Krzysztof. Dodaje, że w momencie zagrożenia ważną sprawą jest też ratownictwo koleżeńskie. – By uratować osobę zasypaną lawiną, mamy tylko kilkanaście minut, a może nawet mniej. Szanse na uratowanie daje tylko posiadanie przez każdego z uczestników wyprawy detektora lawinowego, sondy i łopatki oraz umiejętności posługiwania się tym sprzętem – podkreśla naczelnik TOPR. Z otwarcia centrum cieszy się również Paweł Skawiński, dyrektor TPN. – Choć uważam się za osobę znającą góry i mającą odpowiednie doświadczenie, cały czas się szkolę. Warto korzystać z możliwości technicznych, jakie daje centrum. Gdy zdarza się wypadek, działają olbrzymie emocje, jesteśmy w przepaścistym, zagrożonym lawiną terenie. W takiej sytuacji wyszkolone podczas ćwiczeń umiejętności na pewno nam pomogą– uważa P. Skawiński. I dodaje, że nawet jeśli ktoś ma pewną wiedzę, ale jej nie odświeża, to to też jest za mało. Brak odpowiedniego doświadczenia może nawet spowolnić akcję ratunkową i uniemożliwić odszukanie ofiar pod lawiną.

Przy popularnych szlakach

Centrum umiejscowione jest na Kalatówkach, blisko popularnych szlaków turystycznych, nieopodal Hotelu Górskiego. Dojście z Kuźnic zajmuje ok. 30 minut. Centrum otwarte jest dla wszystkich chętnych od świtu do zmierzchu. Dodatkowo w każdą sobotę i niedzielę (aż do zejścia pokrywy śniegu) od godz. 10 do 15 na Kalatówkach będzie można odbywać ćwiczenia pod okiem przeszkolonych wolontariuszy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wyposażeni także w dwa zestawy lawinowe (detektor, sonda, łopatka), będą prezentować działanie centrum, pomagać w treningu, a w razie potrzeby udostępniać sprzęt do treningu osobom, które go nie mają. Otwarcie centrum zbiegło się z tragicznymi wydarzeniami na Broad Peak. Z wyprawy nie powrócili Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka, zakopiański himalaista. W ich intencji zostały odprawione Msza św. w kościele Świętej Rodziny przy Krupówkach i Msza św. z ostatnim pożegnaniem w sanktuarium na Krzeptówkach. Na nabożeństwach, oprócz rodzin i przyjaciół, zgromadzili się także ludzie gór, pracownicy TPN i TOPR. Przypomnijmy, że himalaiści zdobyli Broad Peak (jako pierwsi w zimie), ale w drodze ze szczytu organizatorzy wyprawy stracili z nimi kontakt. Jacek Berbeka, brat jednego z zaginionych, chce zorganizować w wakacje wyprawę po ciała zaginionych. Wcześniej nie było takiej sytuacji w historii polskiego himalaizmu, by sprowadzano ciało z tak dużej wysokości. W skali całego świata był jeden taki przypadek, dotyczył austriackiego alpinisty. Jego ciało zniesiono z wysokości 8000 tys. metrów, również z Broad Peak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama