Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dwa talenty i dwie możliwości

Był poetą, katolickim publicystą, świadkiem burzliwej epoki, w której przyszło mu żyć.

Śmierć przyszła po niego 12 marca wieczorem, w krakowskim szpitalu im. Narutowicza.

Psalmy według Marka

Od 1958 r. miejscem jego zamieszkania i pracy był Kraków. Urodził się jednak 30 kwietnia 1930 r. w Grodnie. Dzieciństwo spędził najpierw w kresowym Ostrogu, Kutnie, potem w wojennej Warszawie, która stała się jego „krajem lat dziecinnych”. Po powstaniu w 1944 r. wywieziono go wraz z matką do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Do Krakowa przyjechał po studiach polonistycznych i bibliotekoznawczych w Warszawie. Przez kilkadziesiąt lat był redaktorem i publicystą „Tygodnika Powszechnego”, członkiem zespołu katolickiego miesięcznika „Znak”. W „Tygodniku” pisywał m.in. felietony pod pseudonimem „Spodek”, rozpisywał ważne ankiety dające pogląd o stanie katolicyzmu polskiego, zaś po 1978 r. publikował cenione reportaże z pielgrzymek Jana Pawła II. Pisał również poezje, powieści, książki wspomnieniowe, m.in.: „Minione a bliskie”, „Czas ucieka, wieczność czeka”, „Mój Miłosz”, „Namiot Karola Wojtyły”, tłumaczył wiersze anglojęzyczne. W sumie opublikował ponad 50 książek.

Jego życie toczyło się – jak wspominał – „z Krakowem w tle”. Stąd wyruszał w dalekie podróże po Europie i Ameryce, stąd jeździł do Rzymu, aby towarzyszyć Janowi Pawłowi II w pielgrzymkach na wszystkie kontynenty. Zagraniczni koledzy reporterzy, mając trudności z wymówieniem jego nazwiska, ochrzcili go po prostu „Markiem z Krakowa”. Niektóre z utworów poetyckich, nad którymi pracował Skwarnicki, są dobrze znane katolikom polskim, choć nie wiedzą zapewne, kto jest ich autorem. Mało kto bowiem orientuje się, że teksty psalmów responsoryjnych śpiewanych w naszych świątyniach zostały poetycko opracowane na podstawie filologicznego przekładu benedyktynów tynieckich właśnie przez Skwarnickiego. Był również autorem modlitewników.

Papież jak ojciec

Bardzo ważną osobą dla Skwarnickiego był Jan Paweł II. Poświęcił mu kilka książek – od reportaży, przez biografie, aż po poetyckie pośmiertne „Requiem”. „Po jego śmierci uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem do niego przywiązany. Może dlatego, że przez większość życia nie miałem właściwie ojca, jego odczuwałem tak głęboko synowsko” – mówił w rozmowie z nami. Papież darzył go sympatią i zaufaniem. Świadczą o tym listy prywatne Jana Pawła II do Skwarnickiego, opublikowane w tomie „Pozdrawiam i błogosławię” (2005). Ufał jego wyczuciu poetyckiemu. W 1978 r. prosił Skwarnickiego i Jerzego Turowicza o przygotowanie do druku swoich wierszy i dramatów. Zezwolił mu także na opracowanie do publikacji swoich wierszy młodzieńczych („Renesansowy psałterz”). To Skwarnickiego radził się wreszcie przed wydaniem w 2003 r. poetyckiego „Tryptyku rzymskiego”. Zaprosił go na 10 dni do Rzymu, by debatować nad tym utworem. „Kiedy w 2003 r. wręczaliśmy papieżowi wydane przez »Białego Kruka« jego »Poezje zebrane«, nakreślił mi na jednym z egzemplarzy odręczną dedykację: »Dla Pana Marka Skwarnickiego, któremu zawdzięczamy ‘Tryptyk rzymski’, z serdecznymi życzeniami zdrowia i błogosławieństwa Bożego – dla obojga z Zosią i całą rodziną«” – wspominał Skwarnicki. Wspomniana w dedykacji żona Zofia i troje dzieci byli mu oparciem do końca życia. – Pan Bóg dał mu dwa talenty i dwie możliwości: bycie poetą i działanie w Kościele – mówi Leszek Wołosiuk, krakowski eseista.

O „Gościu” myślał ciepło

Skwarnicki działał aktywnie w międzynarodowym ruchu katolików świeckich „Pax Romana”, w latach 1977–1984 był członkiem Papieskiej Rady ds. Laikatu, a w latach 80. i 90. ub. wieku członkiem Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Krakowskiej. Od 19 lat był stałym gościem w naszej redakcji. „O »Gościu« myślę zawsze ciepło i dobrze. Jest robiony bardzo nowocześnie i z powodzeniem stara się objąć bogactwo Kościoła. Redakcja krakowska jest miejscem, gdzie zawsze zachodzi się z przyjemną świadomością, że rozmowa z pracującymi tam osobami przyniesie wiele pożytku” – powiadał nam często. Był życzliwy ludziom, miał duże poczucie humoru. – Na początku lat 70. ub. wieku pomógł mi bardzo, mało znanemu wówczas sobie młodemu człowiekowi, w adaptacji w Krakowie. Wdzięczność dla niego zachowałem do dziś – wspomina Leszek Wołosiuk. Publicysta Roman Graczyk w wydanej w 2011 r. książce „Cena przetrwania? SB wobec »Tygodnika Powszechnego«” podał, że komunistyczna bezpieka traktowała Skwarnickiego jako swojego informatora ps. „Seneka”. Autor umieścił jednak nazwisko redaktora w kategorii „przypadków osobnych”, nie równając go z innymi tajnymi współpracownikami. Sam Skwarnicki odrzucił sugestię bycia świadomym informatorem bezpieki. Podał, że jedyne kontakty, jakie miał z funkcjonariuszami MSW, to rozmowy przy odbieraniu i zwracaniu paszportu zagranicznego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama