GN 47/2020 Archiwum

Blondynka o ciemnych oczach

Naukowe odkrycia. Podczas badania szkieletów znalezionych w opactwie oo. benedyktynów w Tyńcu swoje siły połączyli antropolodzy i genetycy. – To ogromny krok naprzód – mówi dr hab. Henryk Głąb z Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Badania w podkrakowskim klasztorze były prowadzone przez antropologów z UJ już od początku lat 60. XX wieku. Jako pierwsze przebadane i opisane zostały szkielety dwóch opatów – „ołowianego” oraz „złotego”. Nadane im przydomki pochodziły od przedmiotów, które zostały złożone do grobów wraz z ciałami zakonników.
– W historii opactwa były okresy lepsze i gorsze – wyjaśnia Henryk Głąb, kierownik Zakładu Antropologii UJ. – Dlatego jeden z opatów został pochowany ze złotym kielichem i szkaplerzem, a drugi otrzymał jedynie ołowiane substytuty – mówi, podkreślając jednocześnie, że samo obdarowywanie zmarłych nie było w średniowieczu częste, a ówczesne pochówki były zwykle bardzo skromne.


W sumie pod posadzką klasztoru w Tyńcu znaleziono szczątki 24 osób. Dwa z nich, które okazały się szkieletami kobiet, do dokładnego zbadania trafiły trzy lata temu (wcześniej były przechowywane w piwnicach opactwa).


Połączone siły


– Na podstawie badań kości, przede wszystkim czaszki oraz miednicy, mogliśmy z dużą dozą prawdopodobieństwa określić, że są to szczątki kobiet – tłumaczy H. Głąb. Wyjaśnia, że pochówki kobiet w obrębie klasztorów zdarzały się rzadko. Były to zwykle dobrodziejki danej wspólnoty lub osoby spokrewnione ze znaczniejszymi mnichami. – Źródła historyczne się nie zachowały, a trumny nie były opisane. Do naszych czasów dotrwały zresztą w fatalnym stanie. Możemy tylko domniemywać, kim były i jak zasłużyły się dla opactwa kobiety, których szkielety badaliśmy – ubolewa antropolog.
Aby potwierdzić wyniki swoich badań, pracownicy Zakładu Antropologii poprosili o pomoc dr. hab. Wojciecha Branickiego, genetyka. Jego ekspertyza potwierdziła wcześniejsze badania. Dodatkowo udało się ustalić, że jedna z kobiet miała ciemne oczy i jasne włosy. Takie cechy wyglądu – jak przyznaje H. Głąb – należały do typowych dla ówczesnych mieszkańców Polski.
Po raz pierwszy jednak podjęto taką współpracę, a to otworzyło nowe naukowe perspektywy. – Jest to ogromny krok naprzód. Genetyka historyczna, choć jest dopiero u początku swojej drogi, robi wielkie postępy, badając nie tylko pigmentację, ale również występowanie w przeszłości określonych schorzeń, a nawet poszukując genów, które spowodowały pojawienie się języka mówionego – wyjaśnia kierownik Zakładu Antropologii UJ i dodaje: – Zasadniczym problemem takich badań jest to, że nie z każdego znalezionego materiału da się wyodrębnić kod DNA.


DNA sprzed wieków


– Był to dla nas materiał bardzo ciekawy, przede wszystkim ze względu na jego wiek – mówi Wojciech Branicki, genetyk z Instytutu Ekspertyz Sądowych. Według szacunków, badane szkielety pochodzą z okresu między XII a XIV wiekiem. Mogą zatem mieć nawet 800 lat. – Testując metody sądowe, staramy się udowodnić, że będą one skuteczne w ekstremalnych warunkach, dlatego uznaliśmy, że warto podjąć takie wyzwanie – wyjaśnia naukowiec z IES. Podkreśla jednak, że tak naprawdę większy wpływ na przydatność materiału do badań genetycznych ma nie jego wiek, ale to, w jakich warunkach się znajdował i jak został pobrany. Najbardziej do degradacji DNA przyczyniają się wysoka temperatura i wilgotność. Do tkanek, w których stosunkowo długo zachowuje się materiał genetyczny, należą kości, a zwłaszcza zęby, które są twarde i odporne na czynniki środowiskowe. W ich przypadku standardowe metody, wykorzystywane w praktyce kryminalistycznej, nadają się do badania szczątków sprzed nawet 2 tys. lat. – Również podczas określania cech osób pochowanych w Tyńcu używaliśmy, bez żadnych modyfikacji, metod stosowanych przy pracy na materiale współczesnym – zapewnia genetyk.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama