Nowy numer 48/2020 Archiwum

Getto w szufladach


W tej niezwykłej – aż do bólu – aptece historyczna prawda ukryta jest w szafkach, słoiczkach pełnych leków, w telefonie i w biurku skromnego magistra farmacji. Bohatera, który ratował ludzi.

W niezwykłej, ponieważ w okupowanym przez Niemców Krakowie, w getcie utworzonym przez hitlerowców dla Żydów, prowadził ją Polak Tadeusz Pankiewicz, który za plecami hitlerowców Żydom pomagał. W 1983 r. został za to odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Do bólu, bo przez okna apteki Pankiewicz i jego trzy współpracownice – Irena Droździkowska, Helena Krywaniuk i Aurelia Danek – obserwowali wszystko, co działo się w getcie, na placu Zgody.


„Pamiętam pewną blondynkę – pięknie zbudowaną, z wielkimi oczami. Szła pewnym krokiem, z wysoko podniesioną głową. Szła w stronę tłumu. Podeszła do stojącego tam ze szpicrutą Niemca. Co mu powiedziała? Nie wiem. Co jej odpowiedział? Też nie wiem. Ale nagle zaczął ją strasznie bić: po głowie, po twarzy, ramionach, szarpał za włosy. A ona tylko stała, spuściła nisko głowę. W końcu Niemiec ochłonął i wepchnął ją w tłum. Okazało się, że ta kobieta szła na spotkanie matki skazanej na wysiedlenie. Padły sobie w ramiona i tak trwały w uścisku. Matka wycierała córce twarz, córka całowała ręce matki. Ale Niemiec nie spełnił pragnienia kobiety – wyrwał ją z tłumu i rozdzielił z matką. Pomachały sobie jeszcze na pożegnanie i tak skończyła się ta tragiczna historia” – nagraną po latach relację Pankiewicza słyszymy w jednej z muzealnych sal, w pokoju, w którym dyżurował w dzień i w nocy.
Pankiewicz i jego pomocnice widzieli też, jak Żydzi mieszkający w nieludzkich warunkach w getcie, pomimo strachu o każdą kolejną chwilę, próbują normalnie żyć. Widzieli, jak w kałużach krwi swoich bliskich bawiły się tam dzieci oraz jak Niemcy zabijali te dzieci, ustawiając je w szeregu, żeby zaoszczędzić kule.
I – z narażeniem własnego życia – farmaceuci odrabiali trudną lekcję z miłosierdzia.


Boże, gdzie jesteś?


Przez okna nowo wyremontowanej apteki „Pod Orłem” (oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa) tego, co dzieje się na dzisiejszym placu Bohaterów Getta, nie zobaczymy. Okna zasłaniają bowiem wyświetlane na nich strony gazet z czasów wojny, zdjęcia i informacje o getcie.
Zwiedzający aptekę, gdy tylko przestąpią jej próg, mają dylemat: czy wolno wślizgnąć się za kontuar (którego strzeże orzeł siedzący na drewnianym zegarze), by z bliska oglądnąć stojące tam w niezliczonej liczbie buteleczki i białe słoiczki, pełne mikstur i tajemniczych leków? Można, a nawet trzeba dotknąć, otworzyć i powąchać, a potem jeszcze zaglądnąć do muzealnych zakamarków: izby ekspedycyjnej, recepturowej, pokoju dyżurnego, digestorium, materialni i korytarza upamiętniającego zagładę. W każdej z sal zamknięta została bowiem prawda o tym, co przez dwa lata działo się w getcie, i o tym, jak wyglądała jego dramatyczna likwidacja.
Otwieramy kolejne szafki i szuflady – pełno w nich zdjęć, dokumentów (są zarówno biogramy Żydów – większość nie przeżyła wojny, jak i oryginalne, bo w formie ręcznie spisanego CV, biogramy pracowników apteki) oraz wspomnień mieszkańców getta: o ich życiu religijnym (np. o 100 młodych ortodoksyjnych Żydach, którzy wieczorami na strychach czytali Talmud), ciężkiej przymusowej pracy, pomocy społecznej (np. o otwarciu kuchni ludowej przy ul. Węgierskiej 6), szykanach (w 1941 r. Niemcy zakazali Żydom korzystania z komunikacji miejskiej, więc do pracy poza getto musieli chodzić wiele kilometrów), rozpaczliwych próbach wesołego spędzania wolnego czasu (jak tu śpiewać i bawić się, gdy za wszystko grozi śmierć i wszystko jest tylko udawaniem życia?) i o konfidentach, którzy za pieniądze współbraci Niemcom wydawali. Wspomnienia można też oglądać na multimedialnych wyświetlaczach, na dużym telewizorze, można też ich posłuchać (słuchawki ukryte są w niektórych szufladach).
Wszystko to przeplatane jest notatkami naocznego świadka tragedii Żydów: „»Boże, gdzie jesteś?« – pytali szeptem starsi Żydzi, trzymając pod pachami księgi modlitewne. »On jest« – odpowiadali inni. »Jest na urlopie, ale wróci tu...«” – pisał w swoich notatkach aptekarz i robił, co mógł, by uratować kolejne życie.


Oaza w środku piekła


Apteka „Pod Orłem” najpierw należała do ojca Tadeusza Pankiewicza – Józefa (założył ją w 1909 r.), który do krakowskiego Podgórza przyjechał z Sambora (Lwów). Tadeusz prowadził ją od 1933 r. Gdy w 1941 r. apteka z dnia na dzień znalazła się w środku getta, Pankiewicz postanowił jej nie opuszczać. Niemcy, co było ewenementem na skalę całej Europy, pozwolili mu na to.
– W efekcie Żydzi znaleźli tu oazę. W aptece dostawali zarówno dobre słowo, jak i bardzo konkretne wsparcie: lekarstwa (także nasenne, dla dzieci, by podczas przeszukań nie zdradziły miejsca kryjówki), produkowane litrami farby do włosów (pozwalały zmienić wygląd, np. się odmłodzić). Apteka była też miejscem przerzutu fałszywych dokumentów, tu Żydzi oddawali na przechowanie cenne rzeczy (np. Torę) i otrzymywali wsparcie przy znalezieniu pomocy po aryjskiej stronie – opowiada Anna Pióro, kustosz apteki i autorka biografii Pankiewicza, wydanej z okazji 70. rocznicy likwidacji getta. – Niektóre szuflady na wystawie są jeszcze puste. Zachęcamy osoby, które mają zdjęcia, wspomnienia bliskich z czasów getta, by się nimi z nami podzieliły.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama